niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 16 "Padło hasło "najukochańszy wujek", a nie "najgorszy".. "

_Oczami Ness_
- No, bo...
- No co??
- Nie mów mi, że zapomniałaś... - ciągnęłam. - Ciocia Alice cię zabije...
- O nie... Nie, nie, nie, nie, nie!! - chyba już się skapnęła.
- Tak.. - pokiwałam głową. - Ślub Jane i Quila... O 14:00 Bal jest o 15:00. Nie dasz rady się wymknąć... - Nik znacząco na mnie spojrzała.
- Proszę!! - zaczęła. Już ja wiem co jej chodzi po głowie.
- Nie! - powiedziałam stanowczo.
- Błągam, błagam pomóż mi! Tylko na godzinę! Proszę!
- Nie! Jak twój tata się dowie to jeszcze mi się od mojego dostanie! Nie!
- Proszę! - dodała te swoje szczenięce oczka. Ugh! Za co?!
- Na godzinę...
- Dziękuję!!!

* Po powrocie do domu*

Ciocia Al złapała nas już przy drzwiach. Szybko wzięła nasze torby i rzuciła je w stronę wujka Jazza.
- Kochanie zanieś do pokoju Nik.. - rozkazała.
- A co ja jestem?!
- Mój najukochańszy na świecie mąż.. - uśmiechnęła się. Wujek podszedł i namiętnie ją pocałował.
- Błee darujcie sobie.. - mruknęłam.
- A myślałem, że już się przyzwyczaiłaś młoda.. - wujek Jazz poczochrał mi włosy i momentalnie znalazł się na piętrze.
- Oddam! - zawołałam za nim.
- Później! - skarciła nas ciocia Al. - Czyli tak.. Tu macie listę wszystkich zaproszonych. - powiedziała podając nam karty z nazwiskami. - Gdy goście zaczną się zjeżdżać staniecie na balkonie, tym od pokoju Jane i będziecie odkreślać tych którzy się zjawią. Jane będziemy stroić w jej pokoju więc nie macie prawa narzekać, że najfajniejsze was ominie... A no właśnie.. Zapomniałabym. Nik poprowadzisz Quila do ołtarza..
- Co?! - emmm to było więcej niż dziwne.
- Pójdziesz przed nim i zaczniesz śpiewać A thousand years... Nie mówiłam ci?
- Nie!
- No.. To teraz już wiesz... A teraz won do ogrodu pomóc w przygotowaniach. Rose ma dokładną rozpiskę i wyznaczy wam wasze zadania...
- Taaaa robi się... - burknęła Nik i powlekła się do ogrodu. Ja poszłam za nią, ale już bardziej ochoczo. Uwielbiam wesela!! Jest przepyszny tort. Wszędzie biało, są śpiewy, tańce... Pamiętam ślub cioci Veroniki. Była bardzo zdenerwowana nawet jak na wampira. I była wściekła na ciocię Al za "zbyt wystawną suknię". Moim zdaniem była przepiękna. A wujek Jacob przez cały wieczór nie pozwalał nikomu innemu tańczyć z ciocią. Musiał zrobić wyjątek na oczepinach...
- Ness! Ness!
- Co?! - wydarłam się. Kto śmie mi przerywać retrospekcje?!
- Ja.. - o tatuś. - Tatuś, tatuś...
- Tak się zastanawiam drogi ojcze... Czy nie mógłbyś wyłączyć tego swojego radaru?
- Uwierz.. czasami chciałbym.. Nie Vivi? - spojrzał na ciocię z chytrym uśmieszkiem. Ta w odwecie rzuciła w niego bukietem, który właśnie trzymała.
- Vivi! - krzyknęła babcia Esme. - Nie marnuj bukietu na Edwarda! - dziadek stojący za babcią zaczął się śmiać i dostał w łeb. Wracając do cioci i taty... wolę nie wiedzieć co tata wyczytał w jej myślach.
- I słusznie.. - mrugnął tata i poszedł dalej.
- O tu jesteście! - dorwała nas ciocia Rose. - Do każdego krzesła musicie przyczepić takie małe bukieciki. Są w kartonie obok altany.. O Bella! - i tyle co ją widziałyśmy. Sekundę altana? To od kiedy my mamy altanę?
- Dzisiaj w nocy ją składaliśmy.. - dobiegł mnie głos taty. Obejrzałam się dookoła ale nigdzie go nie było. - Na górze..  - a fakt.
- A co tam robisz?
- Wieszam sznury kwiatów..
- Pomogę ci kochany wujaszku! - zaoferowała się Nik.
- Nie! - chwyciłam ją za rękę. - Chce skończyć te głupie bukiety i dostać kolejne, lepsze zadanie. A ty mi w tym pomożesz.. - siłą pociągnęłam ją na poszukiwanie altany. Nie było trudno znaleźć. Po skończonej robocie zgłosiłyśmy się do cioci Rosalie.
- Pomóżcie Edziowi z kwiatami..
- Edward! Nie Edzio! Edward! - dobiegł nas głos z góry. Suuper. Bo akurat mam ochotę skakać po gałęziach jak małpa i...
- Przepraszam, czy ty coś sugerujesz? - przerwał moje rozmyślania tata.
- Ja? Nic nie mówiłam. Tak sobie bredzę. Nie zwracaj na mnie uwagi. - obdarzyłam go najpiękniejszym z moich uśmiechów. Podczas gdy tata i Nik skakali po drzewach ja nadziewałam kwiaty na nitki. Nużąca ta robota. Potem kazali nam jeszcze sprawdzić nagłośnienie i wyszorować kieliszki. W końcu wraz z rodzicami zmyłam się do domu. Zmęczona natychmiast zasnęłam.

*Kolejny dzień*

_Oczami Nik_

Dobra. Już jestem gotowa. Przekabaciłam mamę na szpilki. Buahaha! Teraz pozostaje mi poczekać na Ness. Pomoże mi się wymknąć kiedy będą wszyscy goście. Wtedy wujek nie da rady wychwycić naszych myśli. Skierowałam się do pokoju rodziców. Mama mówiła, że założy mi swoją srebrną bransoletkę. Weszłam bez pukania. I to był duuży błąd. Tata leżał na mamie całując ją. On był bez koszuli, a mama w szlafroku. Szybko zatrzasnęłam drzwi. Po chwili tata znów otworzył drzwi.
- Puka się!
- Oj nie martw się tato.. Po tym incydencie zatrudnię sobie wujka Edwarda, żeby mnie ostrzegał... Jak... Nieważne. - na chama wparowałam do pokoju. Mama była już w sukience.
- Tylko spróbuj...  - syknął tata. Już chciał wychodzić, ale cofnął się po koszule. Spojrzał na mnie pytająco. - Buty..
- Ładne prawda? Rozważałam też czerwone, ale w ostateczności wybrałam czarne..
- Alice? - zapytała tata i spojrzał na mamę. Ta tylko kiwnęła głową i zaczęła się śmiać. - Ale jak sobie nogi połamiesz to nie dziw się, że ich nastawianie będzie bolało... - chwycił koszule.
- Przecież jest cała wygniotła. - skarciła mama. - Daj wyprasuje ją. - szybko zabrała się za prasowanie. Wiedząc, że chwile to potrwa wygodnie się rozsiadłam. Po 5 minutach tata był już w białej koszuli. Podszedł do mamy, pocałował ją i cicho szepnął:
- Mam ochotę cię schrupać..
- Słyszałam.. - odpowiedziałam mu. Wyszedł z pokoju,a mama założyła mi cieniutką srebrną bransoletkę..
- Uważaj na nią. Jest bardzo delikatna...
- Obiecuje.. - nie mogłam oderwać od niej wzroku.
- Dostałam ją od taty na urodziny.
- Nie wiedziałam, że ma taki dobry gust..
- Bo nie ma. Bella ją wybierała.. - obie się zaśmiałyśmy. - Pięknie wyglądasz.. - przytuliła mnie. - Idź już do Jane i reszty. Zaraz do was dołączę. - poszłam do pokoju Jane. Ciocia Rosalie właśnie kończyła ją czesać, a ciocia Al krzątała się przy jej paznokciach.
- Gdzie suknia?! - zapytałam energicznie.
- No właśnie! - za mną stanęła Ness. - Po wczorajszym dniu odwalania czarnej roboty chcemy ją w końcu zobaczyć.
- W sumie też bym chciała.. - wtrąciła Jane.
- Taa też tak mówiłam. - doszła do nas mama - Alice obiecała, że nie będzie uszyta z przesadą. Wyglądałam jak tona brokatu..
- Ja bym dał 2 tony.. - rzucił wujek Emmett przez zamknięte drzwi.
- Cicho tam! - zawołała mama.
- No dobra dobra.. - zgodziła się Alice i pobiegła do siebie po sukienkę. Wróciła z wielkim.. futerałem? Nie wiem jak to się nazywa.. Z dużym czymś, a w środku była suknia. Szybkim ruchem ją pokazała.
- WOW! - zawołałyśmy razem z Ness. - To...
- Jest piękne! - krzyknęła Renesmee.
- Bez porównania twoja jest bardziej wystawna.. - mama poklepała Jane po ramieniu.
- Nie przesadzaj Vivi.. - jęknęła ciocia Al.
- Dobra.. Już się nie udzielam... - Jane szybko ubrała suknie. Ciocia Bella przypięła jej welon, a my zaczęłyśmy odkreślać gości, którzy już przybyli. Wszyscy już zajęli miejsca. Przyszedł po mnie wujek Jasper z poleceniem od babci. Kazali mi zejść i zacząć śpiewać. Stanęłam przed Quilem i czekałam na znak dziadka.
- Zdenerwowany? - zapytałam Quila.
- Ba..
- No to zaczynamy.. - zaczęłam powoli iść w stronę pana Webera. Lubię tą piosenkę. Jest naprawdę piękna. Nie przestając śpiewać stanęłam przed dziadkiem i czekałam aż Jane dołączy do Quila. W końcu skończyłam piosenkę i usiadłam. Patrząc na te nasze zakochańce wyobrażam sobie siebie i   Aramisa... Dobra.. Już po ceremonii. Jest za 10 minut 15, a ja stoję jak najdalej od gości, którzy składają życzenia młodej parze. Gdzie do jasnej cholery jest Ness?
- Tutaj. - usłyszałam znajomy głos. O nie... Odwróciłam się. Wujek Edward, a obok niego Ness. - Nik proszę cię.. Nie rób tego swoim rodzicom. Pozwól im cieszyć się tym dniem razem z Jane i Quilem. Quil jest dla twojego taty jak brat. Nie każ mu się zamartwiać o Ciebie. Zrób to dla niego... Chodź - wyciągnął do mnie rękę. I co ? Udało mu się. Mam wyrzuty sumienia super co nie? Ale... Wujek ma racje. Myślę tylko o sobie. Pojutrze wszystko Aramisowi wytłumaczę. Może mnie zrozumie. Chwyciłam rękę wujka i uśmiechnęłam się do niego. - Zatańczymy? - odwzajemnia uśmiech.
- Nie śmiałabym odmówić mojemu najukochańszemu wujkowi....
- Ktoś mnie wzywał? - obok nas zjawił się wujek Jasper. 
- Padło hasło "najukochańszy wujek" a nie "najgorszy".. - droczył się tata Ness.
- W tak,...
- Koniec! - przerwałam im. - Kółeczko.. Zatańczymy w kółeczku... - to było najgorsze głupstwo jakie w życiu palnęłam. Tańczyłam na okrągło przez najbliższe trzy godziny. A Ness oczywiście zniknęła mi z oczu. Typowe. Założyłam bluzę, bo zrobiło się dość chłodno. Teraz pozostaje mi tylko czekać, aż ruda się pojawi. Eureka! Idzie..
- Gdzie byłaś? - skrzyżowałam ręce na piersi.
- Chodź ze mną..
- Nigdzie nie idę.
- Chodź, a wszystko zrozumiesz.. - w końcu powlekłam się za nią w głąb lasu. Było tam całkiem ciemno, ale ja i tak bardzo dobrze wszytko widziałam.  Nagle stanęłam jak wryta...
- Aramis! - krzyknęłam i podbiegłam by go przytulić. Ups... Trochę się zapomniałam. Ale widać jemu to się podobało. - Co ty tu robisz?
- A jak myślisz? Przyszedłem na nasz bal. - odpowiedział trzymając mnie za ręce.
- Proponuję podejść bliżej parkietu.. - odezwała się Ness.
- Dobry pomysł.. - skwitowałam. Trzymając się za ręce wróciliśmy na wesele. Akurat trafiliśmy na spokojną piosenkę. Zaczęliśmy kołysać się w jej rytmie.
- Nik?
- Tak? - spojrzałam w jego piękne brązowe? oczy... Zaśmiałam się. - Soczewki?
- Mhm.. - kiwnął głową. - Wiesz dlaczego tu jestem?
- Bo Ness cię przekabaciła? - postanowiłam trochę się z nim podroczyć.
- To też... Ale głównie dlatego, że zakochałem się i... Mam szczerą nadzieję, że ta dziewczyna odwzajemnia moje uczucia. - Aaa I co teraz? Przydałby się kubeł zimnej wody na otrzeźwienie. Czy ja coś ćpałam? Nie... Dobra.. Teraz albo nigdy. Szybko zbliżyłam się do niego i musnęłam delikatnie jego usta.
- Taka odpowiedź wystarczy? - zapytałam.
-  W zupełności... - odwzajemnił pocałunek. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu! Taa ale nie wiedziałam o czymś bardzo, ale to bardzo ważnym. Przynajmniej dla mojej rodziny.
- Będąc tutaj trochę zgłodniałem... - wyznał.
- Możemy skoczyć gdzieś dalej na jakiegoś łosia, czy coś.. - podsunęłam z uśmiechem.
- Co?! - spojrzał na mnie jak na wariatkę.
- Przecież... Zgłodniałeś... A łoś jest chyba najbardziej pożywny... - wyjaśniłam.
- Nik... Ty nie rozumiesz?
- Czego?
- Ja... Żywię się krwią ludzi... - i puf! Moje marzenia i życzenia prysły jak bańka mydlana...


Wszystkie stroje i wystrój ogrodu możecie zobaczyć w zakładce "Na koniec wampirek " ;)

CZYTASZ=KOMENTUJESZ:)

środa, 11 lutego 2015

Rozdział 15 "Czy ona przypadkiem nie zaryła w słup z wysokim napięciem?"

_Oczami Nik_
Siedzieliśmy na gałęzi drzewa, wpatrując się w księżyc. Panowała niezręczna cisza.
- Dziękuję... - powiedziałam cicho.
- Za co? - zapytał.
- Za to, że powstrzymałeś moich rodziców przed wyjazdem... - uśmiechnęłam sie delikatnie, ale on nadal wpatrywał się w przestrzeń.
- Powinnaś raczej podziękować twojej kuzynce. To ona mi o tym powiedziała. Dziwne, miałem wrażenie, że za mną nie przepada...
- Ness? Z natury jest trochę podejrzliwa...
- Zauważyłem... - mruknął.
- To... - zaczęłam niepewnie. - O czym chciałeś ze mną porozmawiać? - Spojrzał na mnie, a oczy mu zabłysły.
- Słyszałaś o tegorocznym balu? W naszej szkole. Pojutrze?Tematem są czarownice, wampiry, wilkołaki itp...
- Aaa tak.. Ness coś wspominała. - umrę! Umieram! Powiedz to! Powiedz!
- Miałbyś ochotę pójść ze mną? - zapytał i dodał swój uśmiech. Odpływam.... Zaraz zlecę z tej poronionej gałęzi.
- Tak! - odparłam żywo, ale od razu się ogarnęłam i dodałam: - Tak.. To dobry pomysł..
- Świetnie. - obdarował mnie jeszcze jaśniejszym uśmiechem. - Może pomogę ci zejść, bo...
- Cholera jasna! Dominica! Co ty tam robisz?! - przerwał nam głos mojego taty i to w takim momencie! Ugh... - Na ziemie już!! - Aramis wziął mnie na ręce i lekko zeskoczył z gałęzi.
- Oddaję ją całą i zdrową.. - uśmiechnął się do taty, który cały drżał. Niedobrze? Nawet bardzo... Ratunek nadchodzi! Mama do nas podeszła.
- Co się znów stało? - zapytała lustrując mnie wzrokiem.
- Gadałam sobie z Aramisem na gałęzi, a tata przyszedł i zaczął się wydzierać. - wyjaśniłam.
- A co ty moja droga robiłaś o tej godzinie na drzewie?
- No rozmawiałam..
- Wiesz, że nie o to mi chodzi. - spojrzała na mnie swoim karcącym wzrokiem. To miała być odsiecz, a nie podkopanie i tak już głębokiego dołu. Przerwała nam komórka Aramisa. Ktoś wybełkotał niezrozumiałe słowa i czarnowłosy się rozłączył.
- Przepraszam, ale muszę już iść. - uśmiechnął się po czym zniknął w ciemnym lesie. Odwróciłam się do rodziców i dopiero teraz zobaczyłam, że mama trzyma tatę za rękę, nie pozwalając mu się wyrwać. Szykuje się kolejne kazanie...

_Oczami Ness_

Przebudziłam się już o 6:17. Tak, wiem - ja i 6 rano. No ale cóż...Wybiegłam z łóżka prosto na korytarz. O mały włos zderzyłabym się z mamą.
- Cześć słońce.. - przywitała mnie. - Co dziś tak szybko?
- Spieszy się do Nik.. - z kuchni dobiegł nas głos taty.
- Gdybyś tak wyręczał mnie w innych rzeczach.. - mruknęłam sama do siebie.
- Na przykład?
- Praca domowa! - krzyknęłam i poszłam do łazienki. Po pół godziny wyszłam z pokoju czystości i udałam się do salonu. Zajęłam całą kanapę.
- Nuudyyyy - zaczęłam.
- Poczytaj sobie - odezwał się tata, nie podnosząc wzroku znad "Romea i Julii". On tak na serio? - Całkiem serio...
- Buahahahahahaha... - dostałam napadu śmiechu. - Buahahahahahahahhaaaaa - z wrażenia sturlałam się z kanapy, a w oczach stanęły mi łzy.
- I czego tak rżysz? - zapytała mama siadając na zwolnionej już kanapie.
- Zaproponowałem, żeby poczytała... - odpowiedział tata. W jednej chwili mama znalazła się obok mnie. Razem jakoś przeżyłyśmy tą głupawkę, a tata załamany siedział na fotelu. Przyszła pora na płatki. Tata poszedł mi wyjąć mleko, miskę i płatki co było bardzo dziwne... No nic... Wsypałam płatki, zalałam mlekiem i wzięłam je do ust.. Prawie! Nie połknęłam, bo coś mi zaleciało kwaśnym mlekiem.
- Tato! - wydarłam się. - Zapłacisz mi za to!
- Tak, tak malutka...
- Nie jestem malutka!! - zrobiłam sobie płatki z normalnym mlekiem i gotowa wróciłam do salonu.
- Gotowa? - zapytał tata. Kiwnęłam głową. - To ubieraj buty i idziemy.

Po chwili byliśmy już w domu dziadków. Weszliśmy z tatą i mamą do salonu.
- Ale Alice! - Jane wyglądała na zrozpaczoną.
- Nie, nie, nie Jane. Nie pozwolę ci na to.
- A o co chodzi? - dołączyła się mama.
- Jane chce iśc na swój własny ślub w czerwonych butach. Nie mogę się na to zgodzić.
- Ale Alice.. - nalegała blondynka.
- To, że ja w całości organizuje twój ślub ma być przebłaganiem za to, że dopiero kilka dni temu powiedziałaś nam, że wychodzisz za Quila.
- Przecież ty i tak o tym wiedziałaś!
- Mniejsza o to.. - uśmiechnęła się ciocia.
- Hej Ness! - Nik zbiegła ze schodów i przytuliła mnie. - Gotowa?
- Pewnie.. - puściłam jej perskie oczko. - Idziemy?
- Nie tak szybko... Edward zawieziesz je? - zapytał wujek Jacob.
- Jasne.. - zgodził się tata i już mieliśmy wychodzić, kiedy przeszkodziła nam ciocia Al.
- A wy moje drogie... - wskazała na nas. - Po szkole od razu do domu. Będziecie mi potrzebne. Mam dla was specjalne zadanie.
- Pomoc w wybieraniu sukni dla Jane? - zapytałam z nadzieją.
- Nie.. Będziecie odpowiadały za listę gości. - uśmiechnęła się.
- Jeej... - mruknęła Nik z ironią. - Wprost nie mogę się doczekać...

_Oczami Nik_

W szkole było chyba normalnie... Aramis rano przywitał się ze mną. Ale nie podaniem ręki czy coś.. Całusem w policzek! Całusem! C-A-Ł-U-S-E-M!! W sumie to nie złamałam zakazu taty. Kazał mi się już nigdy więcej nigdzie z nim nie włóczyć. A przecież byliśmy w szkole. Ness jak zwykle przekomarzała się z tym durniem Lucasem, który niestety nie miał już żadnych śladów na tym swoim ładnym ryjku. W czasie przerwy opowiedziałam Ness o gałęzi, kłótni,  a na koniec zostawiłam:
- Bal! - krzyknęłam. - Zaprosił mnie na bal!
- A ty odmówiłaś? - czy ona przypadkiem nie zaryła w słup z wysokim napięciem? Ten obok sekretariatu...
- Oszalałaś?
- Nie, bo...



CZYTASZ=KOMENTUJESZ ;)

wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 14 "Obiecaj, ze wrócisz.. "

Od tamtej decyzji minął tydzień. Widać, że mama jeszcze się wahała, ale tata był zdecydowany. Jeśli o mnie chodzi to nie miałam siły już się z nim kłócić. Chodziłam do szkoły, żeby cieszyć się ostatnimi chwilami spędzonymi z Ness. Wiedziałam, że będziemy dzwonić do siebie i odwiedzać, ale to już nie to samo. Jedziemy do ciotki Rachel. Ma duży dom. Chwilowo zamieszkamy u niej, oczywiście póki nie znajdziemy czegoś większego. Starałam się unikać Aramisa. Nie miałam ochoty jeszcze bardziej przywiązywać się do niego, a potem przeżywać rozłąki. Jutro wieczorem wyjeżdżamy. Babcia chodzi za mamą i błaga, żeby jeszcze to przemyślała, żeby została. Mama milczy. Kartony spakowane. Gitara, pamiętnik, telefon w torebce... Chyba wszystko mam. Pora zejść na dół, do rodziny. Zahaczyłam jeszcze o pokój rodziców. Mama stała przy oknie i ślepo wpatrywała się w przestrzeń. Nie chce jej przeszkadzać...
- Hej.. - weszłam do kuchni, gdzie siedział tata z kawą w dłoni.
- Hej. - uśmiechnął się. - Spakowana?
- Tak...
- Nie smuć się.. Zaczniemy od nowa. Razem.. - wstał i przytulił mnie.
- Wiem... - mruknęłam, ale nie byłam o tym przekonana. Poszłam do pokoju cioci Alice. Zapukałam.
- Nie pukaj. - odezwał się wujek Emmett, mijając mnie na korytarzu. - Właz.
- Ona ma kulturę, - wujek Jasper otworzył drzwi. - Wchodź Nik.. - weszłam i zamknęłam za sobą drzwi.
- Ciociu... - zaczęłam.
- Nie.. - przerwała mi. - Nic się nie zmieniło. Wciąż widzę was jak wyjeżdżacie.. - głos się jej załamywał. - Przykro mi...

Zasnęłam dopiero o 3 nad ranem. Wstałam o 11:26. Obudziły mnie krzyki z sąsiedniego pokoju.
- Nie! Nie pozwolę im na to! Będę próbowała! - ten głos bez wątpienia należał do babci.
- To ich życie. Ich decyzja... - ten za pewne był głosem dziadka.
- Nie chce stracić znów dziecka, rozumiesz Carlisle?! Vivi jest moją córką odkąd zjawiła się w naszym domu u boku Edwarda! Jake to mój syn, bo dał szczęście, i  ochronę mojej córeczce. A Nikki... To moja mała wnuczka, moje oczko w głowie.. Bez nich nasz dom już nie będzie taki sam...
- Kochanie... - nie miałam zamiaru tego słuchać. Już i tak ryczałam jak bóbr. Pobiegłam do łazienki i oparłam się rękami o zlew. Spojrzałam w lustro. No właśnie. Kim ja właściwie jestem? Ness przyszła o 13:00. W ciszy siedziałyśmy w pokoju. Nie potrzebujemy słów, by się porozumieć. Widziałam w jej oczach jak cierpi.

 Przyszła pora wyjazdu. Wszyscy stali na ganku, przytulali się...
- Obiecaj, że wrócisz.. - prosiła Ness.
- Obiecuje.. - już po raz ostatni ją przytuliłam.
- Nik.. Pora jechać. - kiwnęłam głową i weszłam do samochodu. Rzuciłam ostatni uśmiech, ostatnie spojrzenie na rodzinę. Później zniknęli mi  z oczu. Chyba zasnęłam...

Obudził mnie krzyk mamy i straszny huk.
- Jacob! Jacob! - zjechała na pobocze.
- Nik zostań! - rzucił tata i razem z mamą wyszedł z auta. Haha.. śmieszne.. Jakby wierzył, że zostanę. Wyleciałam, no dobra wybiegłam, z auta. I co zastaje? Tata (oczywiście na czterech łapach) stoi i kłapie zębami na jakiegoś czarnowłosego...
- Tato stój! - wydarłam się i szybko do nich podbiegłam. Mama znalazła się przy mnie. Moje przeczucie się sprawdziło. Czarnowłosy uśmiechnął się.
- O hej Nik..
- Hej. - odwzajemniłam uśmiech. - Co ty tu..?
- Aaa... Już wyjaśniam. Tylko.. Czy twój tata mógłby ze mnie zejść? Trochę ciśnie... - tata, choć niechętnie, zszedł z Aramisa. Chłopak natychmiast wstał i otrzepał się z piasku. - A więc. Chodzi o to, że... Zrozum. Nie mogę dopuścić do tego, żebyś wyjechała... Bo...
- Bo? - wtrąciła mama. Spojrzałam na nią karcącym wzrokiem.
- Bo... Zależy mi na tobie. I jeśli ty pojedziesz, to ja pojadę z tobą.. - tata warknął. - Za tobą? - poprawił się Aramis. Trwała cisza. Uśmiechałam się do Aramisa. Tata z mamą z pewnością w tej chwili rozważali wszystkie za i przeciw naszego powrotu. Argumenty taty: PRZECIW.
- Cóż... Pora wracać. - przerwała ciszę mama. Rzuciłam się jej na szyje. Nawewt nie zauważyłam, kiedy tata zniknął. Wrócił już jako człowiek. W samych spodenkach.
- Ekhm... - chrząknął. Przytuliłam go z całej siły. Zmierzył Aramisa wzrokiem. Ten tylko sie uśmiechnął. - Wampir...
- Jak widać. - odezwał się czarnowłosy.
- Raczej czuć.. - skwitował tata.
- Jake...- skarciła go mama.
- Nik chodź, wracamy.
- A Aramis? - zapytałam.
- Chyba trafi do...
- Może jechać z nami. - przerwała mama.
- Dziękuję, chętnie. - po chwili siedzieliśmy już w samochodzie. Przez całą drogę powrotną wszyscy milczeliśmy. W końcu dojechaliśmy. Wszyscy wyszli na zewnątrz. Zaczęły sie uściski. Kiedy przywitałam się już z wszystkimi chciałam podziękować Aramisowi. Ale jego już nie było. Podziękuje mu kiedy indziej. Siedzieliśmy do późnego wieczora. Ness i ja poszłyśmy do góry. Musiałam się przecież rozpakować. Po skończonej pracy usiadłyśmy na łóżku.
- I mówisz, że Aramis tak po prostu wgniótł wam dach w aucie.? - dopytywała sie Ness.
- Tak.. - odparłam. - Ale skąd on mógł wiedzieć, że my... - nagle mnie olśniło. - Renesmee! - nie odpowiedziała, tylko zaczęła się śmiać.
- Renesmee Carlie Cullen! Jesteś najwspanialszą kuzynką na świecie! - przytuliłam ją.
- Przecież wiem...
- Nessie! - dobiegł nas głos z dołu. - Pora wracać!
- Tata woła.. Do zobaczenia jutro.. - szczęśliwa wyszła z pokoju. Po godzinie zasnęłam. Byłam w domu. W tym prawdziwym domu...

***

- Puk, puk... - ktoś pukał w moje okno. Co za małpa śmie mnie budzić?
- Nie wujku Jasperze! - krzyknęłam. - Nie idę z ciotką Alice na zakupy! Nawet za 100 $!
- Wcale cię o to nie proszę.. I nie pamiętam, żebym się Jasper nazywał.. - to nie był głos nikogo z członków mojej rodziny. Natychmiast wytrzeźwiałam.
- Aramis! - krzyknęłam.
- Ćśś!! - uciszył mnie. - Póki co twoja rodzina nie wie, że tu jestem. I lepiej niech tak zostanie. Kły twojego taty są imponujące... - zaśmiałam się. - Możesz wyjść?
- Mogę...
- To chodź, Muszę z tobą pogadać. - wyśliznęłam się przez okno.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 13

_Oczami Ness_

Siedziałam i kwitłam pod salą, czekając na zaproszenie. Idzie jakaś para, to pewnie rodzice Lucasa. Minuty ciągnęły się niemiłosiernie. Wiedziałam jedno: będę stała za Nik, choćby mieli mnie torturować. Uderzyła go w mojej obronie... To przeze mnie teraz siedzi tam i wysłuchuje kazań. Czekam, czekam i czekam... Wychodzą! Nik, ciocia i wujek.
- I co?! - zapytałam podbiegając do nich.
- Jedziemy już do domu... Możemy zabrać cię ze sobą. - kiwnęłam głową i poszłam razem z rodziną do samochodu. Przez całą drogę powrotną nikt się nie odzywał. Gdy weszłam do domu dziadków zastałam tam mamę i tatę. Gestem zawołali mnie do pokoju. Nik zniknęła na piętrze, a tuż za nią ciocia z wujkiem.
- To nie twoja wina.. - wyszeptał tata, przytulając mnie do siebie.
- A właśnie, że moja..

_Oczami Nik_

- Nie rozumiem, jak mogłaś?! - krzyczał tata. - Wystarczyło, żebyś uderzyła trochę mocniej, a chłopak mógłby wylecieć na sporą odległość! - spuściłam głowę.
- Nik, to było niebezpieczne, i to bardzo..
- Już i tak na pewno zastanawia ich, jak możesz być tak silna!
- Żadna normalna dziewczyna nie ma takiej siły!
- Nie jestem normalna.. - szepnęłam.
- Ale w ludzkim świecie musisz być!
- Nic nie rozumiesz!!! - w końcu wybuchłam i krzyknęłam na tatę. W oka mgnieniu stałam na czterech łapach.
- To nam wyjaśnij.. - odpowiedziała mama.
- Wrócimy jak się uspokoisz. - podsumował tata i wyszedł. Za nim poszła mama. Oni nic nie rozumieją! Zrobiłam to dla Ness! Ten idiota jest dla niej naprawdę ważny! Ktoś musiał mu pokazać, że nie jest pępkiem świata. Padło na mnie,. Mówi się trudno. Już ja go przestawię... Zacznie w końcu zwracać uwagę na innych. Mniejsza o konsekwencje. Zmieniłam się z powrotem i ubrałam w lekkie ciuchy.

_Oczami Vivi_

- Jedziemy dziś do Charliego..  - powiedziała Bella, gdy wchodziliśmy do salonu.
- To moja wina! - zaczęłam Ness. - Ona zrobiła to w mojej obronie! To dla mnie go uderzyła..
- Nik wie co robi. Nie bierz winy na siebie. Dobrze wie, że musi się kontrolować. - zaczął Jacob.
- Ale..
- Renesmee chodź. Pora jechać... - Bella i Ness wyszły. Edward mijając mnie, położył mi rękę na ramieniu. Bezsilna opadłam na kanapę.
- Ide potrenować watahę.. - Jacob pocałował mnie i wyszedł. Panowała grobowa cisza. Carlisle chciał coś powiedzieć, ale wyraźnie się wahał.
- Nie za ostro? - przemógł się w końcu.
- Co masz na myśli? - spojrzałam na niego.
- Nik chciała obronić Ness...
- Obronić? - zapytałam. - Nikt nie miał zamiaru jej spoliczkować. Mogła po prostu podejść i coś powiedzieć, a nie od razu pozbawiać go uzębienia.
- Wyprowadził ją z równowagi...
- Zdenerwowała się.. - dołączyła się Alice.
- Nie Alice.. Ty też? - zapytałam z niedowierzaniem. - Też jesteś przeciwko mnie?!
- Nikt nie jest przeciwko tobie.. - sprostowała.
- Nie mam na to siły.. - wyszłam z domu. Biegłam przed siebie. Natknęłam się na Jane i Quila. Całowali się. Mogliby w końcu powiedzieć reszcie, że są razem. Ale nie... bo po co? Póki co wiem tylko ja, Bella i Ed. Parka zakochanych nawet mnie nie zauważyła. Biegłam dalej. Dotarłam do klifu. Woda... Zawsze działała na mnie kojąco. Skoczyłam. Nurkowałam i podziwiałam ryby, koralowce... Jednocześnie zastanawiając się jak to jest umrzeć. Co jest potem? Po kilku godzinach zostawiłam nurkowanie i wróciłam do domu. Gdy tylko weszłam, usłyszałam cichy śpiew. Niki. Ma niesamowity talent. Nie mam zielonego pojęcia, po kim to. Zbiegł do mnie Jake.
- Gdzie byłaś?! - skrzyżował ręce na piersi.
- Nurkowałam..
- I nie raczyłaś nikogo o tym poinformować?!
- O co ci znów chodzi?!
- Martwiłem się!
- Potrafię o siebie zadbać, a ty jak zwykle szukasz dziury w całym.
- Ja?!
- Nie... Ja! - odparłam z ironią, kierując się na schody.
- Rozmawiam z tobą.
- Doprawdy? A ja sądzę, że wydzierasz się o byle co!
- Byle co? To co? Twoim zdaniem mam się w ogóle nie martwić? - Nik zaczęła śpiewać głośniej:

I have died everyday
waiting for you
Darling, don't be afraid
I have loved you for a
Thousand years
I'll love you for a
Thousand more

Time stands still
Beauty in all she is
I will be brave
I will not let anything
Take away
What's standing in front of me
Every breath,
Every hour has come to this

One step closer



Fortepian przestał grać. Nik powoli schodziła ze schodów.
- Nie chce, żebyście się kłócili.. - powiedziała cicho. - Nie przeze mnie. - spojrzałam na Jake'a, wpatrywał się w podłogę. Po chwili trwaliśmy w potrójnym uścisku.
- Wyjedziemy stąd.. - szepnął. - Zaczniemy od nowa...

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 12

_Oczami Nikki_
Chciałam jak przedłużyć te chwilę leżenia pod cieplutką kołdrą, dlatego gdy tylko mama wyszła położyłam się znów.
- Młoda pobudka! - do mojego pokoju wparował wujek Emmett. - Matka cię na śniadanie woła!
- Nie chce... - wymruczałam, szczelniej opatulając się kołdrą.
- Ruchy! Ruchy! - jednym ruchem ściągnął ze mnie kołdrę.
- Ratunku! Wujek Emmett molestuje moją kołdrę!! - wrzasnęłam. W drzwiach pojawił się dziadek.
- Emmett... - zaczął. - Miałeś ją obudzić, a nie terroryzować jej kołdrę...
- Ale ona nie chce wstać...
- Nik, jest za 10 minut 8... - powiedział dziadek zrezygnowanym tonem. Gwałtownie otworzyłam oczy i wstałam. Stanęłam na przeciwko wujka Emmetta. Oparłam się o niego, próbując wypchnąć go z pokoju. Na próżno. Stał jak posąg. Nic go nie ruszyło.
- Chcę się ubrać.. - wyjaśniłam z sarkazmem.
- Aaaa, trzeba było tak od razu... - rzucił kołdrę z powrotem na łóżko i wyszedł.
- Tak naprawdę to jest 7:10.. - uśmiechnął się dziadek i zamknął za sobą drzwi. Wywróciłam oczy do góry i szybko się ubrałam. Zeszłam na dół w mozolnym tempie. W kuchni już siedziała Ness. Znów przypomniałam sobie o turnieju.. O nie...
- Jakim turnieju? - zapytał wujek Edward.
- Dzisiaj jest turniej. Dziewczyny vs chłopcy.. - wyjaśniłam pospiesznie.
- Rudy! Chodź tu! - usłyszeliśmy głos wujka Emmetta, dochodzący z pokoju.
- Nie jestem rudy! - wrzasnął i poszedł.
- Jasne, jasne...
- Gotowa? - zapytała mnie Ness z uśmiechem. Spojrzałam na nią spod byka. Dobrze wiedziała, ze nie mam ochoty na żadne turnieje i tego typu badziewia.
- Nie patrz na mnie tak..
- Jak?
- Wilkiem.
- Wilkiem to ja mogę zaraz być.. - wyparowałam.
- Nie stresuj się tak Nik. - do kuchni weszła ciocia Alice. - Powodzenia... - szepnęła i wyszła. Te wizje są serio wkurzające na maksa!
- No dobra... - wujek Edward wszedł i rozsiadł się wygodnie na krześle. - Spowiadać mi się.Co to za gość? Skąd jest? Coś wam zrobił? Mam coś załatwić? -
- Tak. - odpowiedziałam. - Mnie, najlepiej łukiem. Ewentualnie kołek...
- Nie tak brutalnie... Ness? Co masz mi do powiedzenia? Albo nie! Tylko pomyśl. - na chwilę zapadła głucha cisza. Po chwili wujek znów wrócił do żywych. - Chcesz zaimponować jakiemuś Baranowi grą w siatkę? Chcesz pokazać jaka jesteś fajna? - E! Chwila.. tego to mi małpa nie powiedziała..
- Interesujące.. - powiedziałam na głos, przerywając jedzenie. Oboje spojrzeli na mnie - No co? Jestem niewinna! - podniosłam ręce w poddańczym geście. - OH no dobra.. - powlekłam się do salonu. Jak na złość zabrakło dla mnie miejsca. Chociaż nie! Dostrzegłam szparę! Między głową wujka Jaspera i cioci Rose.
- Przepraszam, sorrki, tak, tak to ja, wybaczcie.. - zaczęłam majaczyć, ładując się na miejsce.
- Ćśśś! Przeszkadzasz! - uciszył mnie wujek Jasper.
- Ja nigdy nie przeszkadzam... - szepnęłam, a on jednym szybkim ruchem zwalił mnie z krawędzi kanapy. - Hamstwo! - Nikt się mną za bardzo nie przejął. Stanęłam za wujkiem Jasperem z zamiarem wyrwania kilku tych jego złotych kędziorków. Już miałam ofiarę na oku, gdy wtargnęła ciocia Alice. Usiadła na kolanach wujka. Znów przystąpiłam do działania. Mój szlachetny palec wskazujący wraz z równie szlachetnym kciukiem zbliżał  się do ozłoconej głowy. 3... 2... 1...
- Auć!! - wujek natychmiast odwrócił się w moją stronę. Zszedł z kanapy, a ja schowałam się za właśnie wychodzącym z kuchni wujkiem Edwardem.
- I prawidłowo mała! - przybiliśmy piątkę. - Już dawno miałem ochotę wyrwać trochę tych jego złotych kudeł...
- Już czas!!!!! - z kuchni wyleciała, dosłownie wyleciała, Ness i chwyciła mnie za rękę. Po chwili siedziałam w aucie. Dziś odwoził tata, bo musiał pojechać jeszcze do pana Charliego naprawić jego auto. Znudzona siedziałam z przodu, a Ness z tyłu kołysała się w rytm kompletnie bezsensownej piosenki.
- Zwolnij.. - powiedziałam, gdy tata nacisnął mocniej pedał gazu. Spojrzał na mnie z dziwną miną. - No co?! Mama nie każe ci tak szybko jeździć...
- Od kiedy dla ciebie TO jest szybko? Czy ty przypadkiem nie..
- Nie nie mam! - przerwałam.
- Czego? - odezwała się Ness.
- Okresu! - krzyknęłam.
- To czemu się tak stresujesz? - dopytywał tata.
- Bo ktoś mnie wku... -spojrzał na mnie tym swoim karcącym wzrokiem. - rza... - uniósł brew.
- Nie wnikam.
- Dzięki.
- Ale później wniknę. - wyszczerzył te swoje białe zęby. - A Nik... Dziś razem z watahą idę na patrol. Idziesz też?
- Pfff... Jakbym miała jakiś wybór.. - prychnęłam. - Ta jest Panie Tato Alfa... O której?
- 18:00. - dojechaliśmy do szkoły. - Powodzenia. - zostałyśmy obdarzone promiennym uśmiechem. Przechodząc to kilka metrów od auta do wejścia, zastanawiałam się gdzie jest mój.przystojniaczek. Co mnie wybudziło? Torba spadająca na łokieć. Poprawiłam ją i szlam dalej.
- Hej! - usłyszałam za sobą męski, co ja gadam.. Anielski głos! Odwróciłam się. Stał tam! On! Stał! I wołał! Do mnie! Mnie! Podszedł bliżej, w dłoni trzymał butelkę z wodą. Drżącą ręką sięgnęłam po moją własność. Chwilę trwało zanim wymacałam dobry materiał. Dotknęłam jego ręki! Właściwie rękawiczki... Ale to już coś! Patrzył na mnie i nie przestawał się uśmiechać.
- Wypadło ci..
- Dz... Dz...
- Dziękuje... - powiedziała za mnie Ness.
- Tak, dziękuję.
- Nie ma sprawy. - znów ten uśmiech <3 - Jestem Aramis.
- Jeden z trzech muszkieterów? - zapytała Renesmee.
- Jestem potomkiem jednego z nich.
- Doprawdy?  Jakiego? - i w ten sposób zaliczyłabym kolejne pacnięcie w łeb...
- Aramisa? - zapytałam z ironią.
- A fakt... Dobra. Miło było, ale musimy się zbierać.. Nik?
- Nik? - zapytał.
- Dominica... - przedstawiłam się.
- Piękne imię. Do zobaczenia  Dominicko...
_Oczami Ness_
Turniej, turniej, turniej, turniej... tylko to siedzi w mojej głowie. A co jest w głowie Nik? Aramis! Uroczy gość o niesamowicie wieśniackim imieniu. Nie żeby coś, ale... to imię z XIV wieku! Chyba... Mniejsza! Teraz w-f! Turniej. Zmiażdżę seksownego robaczka!!! Dobra! Wchodzimy. Nik środkowa, ja całkiem z tyłu. Reszta porozstawiana chyba dobrze. Nie znam się.. Dziewczyny zaczynają. Na serw idzie.. Megan! Tak, na sto procent Megan. Piłka przeleciała. Odbili.. Leci
- Moja! -miałm zamiar odebrać. Dłonie blisko siebie... powyżej nadgarstków... tak! Udało się! Przebiłam! Ja! Zaczęłam skakać jak głupia. Nik posłała mi ciepły uśmiech. Była elze mnie dumna. Mecz był bardzo wyrównany. 24:24... Chyba se paznokcie zeżre. Spojrzałam na serwującą i co zobaczyłam? Jakaś małpa z krzywym ryjem wołała i machała do MOJEGO ciacha. Gdy piłka leciała na mnie przywaliłam w nią tak mocno, że poleciała poza boisko.
- EJ! - Nik podeszła do mnie. - Dobrze ci szło. Co sie stało?
- Jakaś blond małpa podrywa moje ciacho! - syknęłam.
- Postaraj się a wygramy... - jak?! wkurzona jestem i to na maksa. Dobra! Skup się! Leci na Nik.. podała do Suzy...Suzy do mnie... Przebiło! Ale poza linie.. Wygrali...Przegrałyśmy i to przeze mnie!  Teraz stał tam i się śmiał.. Co ja mu takiego zrobiłam? Zakochałam się? Nik patrzyła na niego wrogo. Bałam się, że wyjdzie z siebie. I to dosłownie. Podeszłam do niej.
- Wszystko okej? - upewniłam się.
- Nikt nie będzie bezkarnie z ciebie szydził... - zanim zdołałam ją powstrzymać zdecydowanym krokiem podeszła do Lucasa. - Słuchaj no ty... - zagroziła mu palcem.
- To jesteśmy na ty? Ah tak... Przyjaciółka Potwora z Loch Ness tak? - to był zły ruch.
- Taki byle flak jak ty nie ma żadnego prawa szydzić z mojej kuzynki. Zrób to jeszcze raz a pożałujesz... - odwróciła się w moją stronę.
- Hah... Taka lala jak ty jajco mi zrobi! - zaczął się śmiać i pokazał swoje równe, białe zęby. Chyba po raz ostatni takie równe. Nik szybko uderzyła go w twarz. Z liścia... Mimo to wyleciał mu ząb i w oka mgnieniu zapluł się krwią. Zrobiła to tak szybko, że Lucas dopiero po chwili zorientował się co się stało. Oczywiście padł na ziemię, robiąc z siebie ofiarę.  Nauczyciele zlecieli się wokół niego. Nik położyła rękę na nosie. Chcąc nie chcąc też poczułam jego krew... Nie owijając w bawełnę.. Nik siedzi teraz w gabinecie dyrcia razem z Lucasem, czekając na rodziców, a ja kwitnę pod drzwiami razem z Megan.
- Jak ona to zrobiła?! Przecież to było takie szybkie! - od 15 minut dręczy mnie tymi pytaniami.
- Gra w siatkę i ma refleks. Przecież ci mówiłam... - O! Eureka! Idzie ciocia Vivi i wujek Jake.
- O Jeju! - krzyknęła moja natrętna rozmówczyni. - Co za ciacho! Eee Ta babka trzyma go za rękę.
- Są razem. Masz coś do tego?
- Podoba mi się ten mięśniak...
- Ness! - to ciocia. - Co się stało?! - z gabinetu wyczadził dyrcio.
- Państwo Black? Zapraszam...

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 11

Ten w-f to dla mnie koszmar! Błękitnooki już więcej się nie odezwał. Natomiast Nik była w siódmym niebie. Gdy schodziłyśmy z boiska nie przestawała mówić o tym czarnookim. Jeju! Ile można? Teraz idziemy na stołówkę, a jej buzia dalej się nie zamyka. Ciągle trajkocze tylko o nim. I po jakie licho jej go pokazałam? Grunt, że umiem jej nie słuchać. Zauważyłam, że tata też tak robi, kiedy ciocia Alice gada o modzie, albo ciocia Vivi ma do niego o coś pretensje.. sprytne.
- EJ! Słuchasz mnie? - kuzynka wyrwała mnie z rozmyślań. - Gdzie siadamy?
- Tam jest wolny stolik. - wskazałam na miejsca pod oknem.  Usiadłyśmy i zaczęłyśmy zajadać kanapki. Nik znów zaczęła coś trajkotać. Ku mojemu zaskoczeniu błękitnooki dosiadł się do nas.
- Jak tam po w-f? - spojrzałam oszołomiona na Nik, ale ona patrzyła na chłopaka obojętnym wzrokiem. Nie byłam w stanie wydusić słowa.
- Normalnie, a jak ma być? - zapytała. - Jak widzisz Ness z cukru nie jest.
- Ness? Od Potwora z Loch Ness?
- Nie. Zdrobnienie od Renesmee.
- Nie lepiej Rene, albo Esme?
- Przyjęło się inaczej.
- A więc... Ness.. Mówić umiesz? - spojrzał na mnie. Te paczadła! A pomocy! Koło ratunkowe! Toneeee dobra kobieto... ogarnij się!
- Z tego co wiem, to tak.. - odpowiedziałam chyba na luzie. Taki miała zamiar. Ale z początku głos mi trochę zadrżał.
- Świetnie. To teraz proponuje nauczyć się grać w siatkę.
- Wpierw sam się naucz, a potem proponuj. Póki co wiem, że jesteś mistrzem siedzenia na ławce.
- Dobra..  Skoro tego chcesz... Jutro na w-f turniej. Chłopaki vs dziewczyny. Miłej przegranej złotko. - puścił mi oczko i poszedł do kumpli. Ja w mgnieniu oka spłonęłam rumieńcem. Domi patrzyła na mnie jak na wariatkę.
- Zwariowałaś? Chcesz grać z NIM ?
- Nawet nie wiemy jak on gra.
- Proszę cię! Każdy gra lepiej od ciebie!
- Przecież ty tam będziesz.. - uśmiechnęłam się pięknie.
- Jeśli myślisz, że odwalę za ciebie całą robotę, a ty zbierzesz laury, to się grubo mylisz! - odpowiedziała stanowczo.
- Ale...
- Nie! - przez resztę dnia próbowałam ją przekonać. Na próżno. Uparła się, że jutro zasymuluje ból brzucha i za nic w świecie nie zagra. Nic nie dało pół dniowe jęczenie... Gdy zadzwonił dzwonek, zwiastujący koniec lekcji jak najintensywniej zaczęłam myśleć o wszystkim, byle tylko wybić sobie z głowy błękitnookiegoGdyby tata usłyszał moje myśli... cienko by ze mną było. Na szczęście przyjechała po nas ciocia Vera razem z wujkiem Jasperem. Co oni kombinują? Nie ważne. Aaaa już wiem. Reszta na polowaniu, a ciocia Alice pewnie obiad gotuje. Ciocia wyszła nam na przeciw. Gdy szła wszyscy licealiści oglądali się za nią. ( gimnazjum i liceum są połączone ) I nie tylko licealiści.. Bez komentarza.  W drodze do domu ciągle pracowałam nad tym, żeby nie myśleć o Błękitnookim.To było hardkorowe zadanie. Ale wujek Jasper chyba coś wyczuł,  bo co chwila na mnie zerkał. Po powrocie do domu,  standardowym przepytaniu jak było? Co się działo? Poznałyście kogoś? Wróciłam do błagania kuzynki. Oczywiście tak, by nikt nie słyszał.
 -Dobra! - w końcu skapitulowała. - Mogę cie trochę po trenować. Jeśli pójdzie ci dość dobrze i się przyłożysz, możliwe że jutro zagram.
- Jej!!!! Zaczynamy?
- Nie tak prędko... Wpierw trzeba skompletować drużyny. - Po powrocie naszej rodzinki zaczęłyśmy coś paplać, że w siatkę jestem zerem i chce się poprawić i takie tam. Drużyny przedstawiały sie następująco:
1/
Ja, tata, ciocia Alice, wujek Jake i babcia, ciocia Rose
2/
mama, wujek Jasper, ciocia Jane, ciocia Vivi, dziadek, wujek Emmett
Nik została sędzią i jednocześnie dawała mi rady. Jeśli chodzi o siatkę, wampirzą siatkę, nikt jej nie dorównywał. Z połączonym wzrokiem wilka i wampira wychwytywała tor lotu piłki. Była też niezastąpionym sędzią. Pierwszy serw należał do dziadka. Byłam środkową i piłka leciała prosto na mnie.
- Ness ugnij lekko kolana, nadstaw ręce do dolnego odbicia. Niech piłka spadnie ci trochę powyżej nadgarstków! - usłyszałam wskazówki.  Zrobiłam to co kazała. Mimo, że piłka spadła na wyznaczone miejsce, nie odbiła się w górę. Spojrzałam na Nik. Ta tylko pacnęła się w łeb.
- Musisz w tą piłkę przywalić!
- Aaaa trzeba było tak od razu! - teraz już wiedziałam o co chodzi. Gdy piłka leciała na mnie przywaliłam w nią porządnie, ale ta poleciała do tyłu.
- Ness! Nie ze środka do tyłu! Z dołu do góry. Wtedy poleci tam gdzie powinna... - było jeszcze kilka podejść,za 12 Domi usiadła sobie wygodnie na trawie i za każdym razem, gdy mi się nie udało zezowała ku niebu. Wreszcie za bodajże 18 razem odbiłam dobrze. Radości nie było końca. Potem próbowałam opanować odbicia sposobem górnym.. Z tym szło mi jeszcze gorzej. Na boisku zostałam tylko ja i tata. Odbijałam... Dobra! Próbowałam odbijać do niego. On jedyny we mnie wierzył. Reszta rodzinki leżała sobie na trawie i podziwiała gwiazdy..

_Oczami Nikki_

- Dobra mała.. Pora spać.. - tata wyrwał mnie z rozmyślań.
- Nie jestem mała. - odparłam sztywno.
- Dobra, dobra. Biegnij się umyć.
- Skoro według ciebie jestem mała to chyba nie umiem biegać..
- Nie przeginaj!
- Dziecko nie wie co oznacza to słowo.
- Nik! - tata chyba ciut się zdenerwował. Wstałam i poczołgałam się do łazienki. Dalej byłam wkurzona na tate. Wszystkie, prawie wszystkie, dziewczyny w naszej szkole się malowały, a ja oczywiście co? NIE! Spakowałam sie na jutro i weszłam pod cieplutką kołderkę, ale nie mogłam zasnąć. Usłyszałam pukanie. Nie było to głośne pukanie, ale ciche też nie. Czyli wszystkie kobiety z naszej rodziny odpadały. Ness też, bo napisała mi przed chwilą dobranoc, a dobranoc pisze tylko wtedy, gdy leży w wannie. Hmm dziadek odpada, bo ma dziś nocny dyżur i za pewne już pojechał, wujek Jasper  szedł z ciocią Alice na polowanie, wujek Emmett nie puka, tylko na chama pakuje się do środka. Czyli zostaje.. ugh.. tata. Moje przeczucia okazały się słuszne.Nakryłam głowę kołdrą. Tata wszedł i usiadł na skraju łóżka.
- Wiem, że nie śpisz...
- A to niby skąd?
- Gdy śpisz twój oddech jest spokojniejszy.
- To jestem aż taka mała, że trzeba mnie pilnować, gdy śpię?
- A w łepek chcesz?
- No co?
- Aaaa zapimniałem... Jesteś niewinna? - wyjrzałam spod kołdry i uśmiechnęłam się szeroko.
- Ja zawsze jestem niewinna.
- Ale i tak nie będziesz się malować do szkoły.
- Ale..
- Jesteś tak śliczna, że nie potrzebujesz żadnych kosmetyków.
- Stara wymówka. - mruknęłam.
- Sądzisz, że kłamie? - lewa brew taty powędrowała ku górze.
- Ja? - zapytałam z ironią. - Gdzież tam? Oczywiście, że nie no....
- Coś ci nie wierze.. - o nie! Tata zaczął mnie łaskotać.
- Nnieee... proszę.... pp....rzeeee... stań.... pomocy!! - w końcu przestał.
- I co? - zapytał. - Dalej mi się tu fochujesz?
- Nie. - odpowiedziałam.
- No. I tak ma być. - przytuliłam się do taty, a on pocałował mnie w czoło.
- Kochanie.. - odezwał się tata, patrząc w stronę drzwi. - Wiem, że tam stoisz. - do pokoju weszła uśmiechnięta mama i dołączyła do uścisku. W drzwiach stanęła babcia Esme. Już po chwili ściskaliśmy się we czwórkę. W końcu poszłam spać. Rano obudziła mnie mama.  O nie.. Dziś turniej. Trzeba zadbać o to, żeby ten fagas z włosami postawionym na żel, nie skompromitował mojej kuzynki. Zapowiada się ciężki dzień...

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 10

- Jane... Chcę cię ostrzec. Marek rozesłał już listy do wszystkich swoich "przyjaciół", aby gdy tylko zobaczą, że za mocno... wychylasz się, czy coś w tym stylu... Mają natychmiast go zawiadomić, a już on sam cię ukaże.
- Jednym słowem, jestem pod stałą obserwacją tak? - zapytała blondynka.
- Tak. Jeden fałszywy ruch i po tobie. - podsumował.

***

Od tamtych wydarzeń minęły 4 lata. Jane pilnowała się bardzo, więc Marek dał sobie spokój z pilnowaniem jej. Czas mijał, a dziewczynki rosły. Ich rozwój zatrzymał się, gdy wyglądały na 15 -16 lat. Mogły już pójść do szkoły. Miały wolną rękę. Wybrały gimnazjum Forks. Cała rodzina ustaliła, że będą odgrywać rolę adoptowanych. Nessie przez Edwarda i Bellę, a Nikki przeze mnie i Jacoba. Wszystko miało wyglądać jak w normalnej, ludzkiej rodzinie.Miały rozpowiadać plotki, że rzekomo ja i Bella założyłyśmy hotel w Phoenix i kierujemy nim z domu. Jacob był mechanikiem, więc problemu nie było, a Edzio ponoć uczęszczał na studia medyczne.

_Oczami Ness_

- Mamo! Możesz tu przyjść?! - wołałam mamę chyba już setny raz dziś.
- Dalej nie wie co na siebie włożyć.. - usłyszałam cichy głos taty.
- Odwieczny dylemat dziewczyny tatusiu!
- Widać, że Alice jest twoją ciotką!
- Hy hy hy...
- No co znowu? - do pokoju wpadła mama.
- To, czy to? - zapytałam, pokazując dwa zestawy ciuchów, leżące na moim łóżku.
- To! Teraz! Masz dwie minuty! Śniadanie czeka....- rozkazała i wyszła. Wyśmienicie! Ja nie wiem co mam na siebie włożyć pierwszego dnia szkoły, a matka mi śniadaniem głowę truje... Wyszykowałam się i pobiegłam zjeść śniadanie. Połykałam je łapczywie. Tata czytał gazetę, co chwila na mnie zerkając, a mama porządkowała albumy ze zdjęciami. Wszystko to działo sie w kuchni. Że też nie ma innych miejsc.... Przed spbą miałam jeszcze trzy łyżki płatków owsianych.
- Córuś zwolnij, bo się zakrztusisz... - przerwał moje rozmyślania tata.
- Nie jestem wujkiem Emmettem.. - odpowiedziałam kończąc posiłek.
- To co gotowa? - zapytał wstając.
- Jak nigdy. - przytuliłam mamę i razem z tatą pobiegłam do domu dziadków. Zastaliśmy większosć rodziny siedzącą na kanapie w salonie. Oglądali telewizję. Ciocia Alice natychmiast do mnie podbiegła i obejrzała ze wszystkich stron.
- Hmm nieźle... - powiedziała w końcu.
- Nie miałaś wizji? - zapytał Ed.
- Ness nie zdecydowała do końca co na siebie włożyć. Podjęła decyzje troszkę za późno... - usłyszelismy glos dochodzący z góry. Bez wątpienia należał do wujka Jacoba. 
- Bez gadania!
- Ale tato no...
- Nikki...
- Mamo... Powiedz coś...
- Wiesz, ze jestem tego samego zdania co tata.. - do rozmowy dołączyła ciocia. - Proszę bez krzyków. Ide dokończyć wasze śniadanie.  - ciocia w ułamku sekundy pojawiła się obok mnie. - Też były takie kłopoty?
- Ba... - mruknął tata.
- Też chciałaś się umalować do szkoły?
- Na początku to rozważałam... ale tata dostałby szału.. -  odpowiedziałam.
- Moja córeńka... - uśmiechnął się tata i pocałował mnie w czoło.
- Zjesz kanapkę? - spytała ciocia, wchodząc do kuchni.
- Już jadłam..
- Raczej chłonęłam.. - sprostował tata. Z góry zbiegła Domi. Była lekko wkurzona. Przytuliłyśmy się na powitanie. Tuż za nią zbiegł wujek Jake. Uśmiechnął się do nas i wszedł do kuchni.
- Co dziś jemy? - zapytał całując ciocię. Po chwili usiadł do stołu i zaczął pałaszować kanapki.
- Domi chodź coś zjeść.. - obie poszłyśmy do kuchni. W milczeniu patrzyłam jak moja kuzynka je śniadanie. Do kuchni weszła ciocia Rose.
- O co poszło? - zapytała.
- Nikki umalowała się do szkoły, nie pytając nas o zgodę. Jake kazał jej to zmyć, a ona się oburzyła. - opisała krótko ciocia Veronica.
- Skąd miałaś kosmetyki?  - Nikki nie odpowiedziała tylko wskazała głową na salon, gdzie siedziała także ciocia Alice. Spojrzała na nas i uśmiechnęła się najsłodziej jak potrafi. Z tego co wnioskowałam Domi nie miała zamiaru się do nikogo odzywać. Po skończonym śniadaniu tata podwiózł nas do szkoły. Miałyśmy lekką tremę. Co ja gadam? Wielką tremę! Obie chodziłyśmy do tej samej klasy, 3. Weszłyśmy do sali, w której odbywa się pierwsza lekcja. Nauczyciel już tam był. Zajęłyśmy 3 ławkę pod oknem. Zaczęłam się rozglądać po sali. Było tam kilku chłopców. Szczególnie jeden wpadł mi w oko. Zawadiacki uśmiech, ciemne włosy, błękitne oczy. Otaczał się sporą grupką osób. Ale... Było w nim coś takiego innego. A jego skóra była strasznie blada. Nie! Stop! Chyba już wszędzie widzę wampiry. Przecież, gdyby w okolicy pojawiła się jakaś nowa rodzina wampirów, na pewno wiedzielibyśmy o tym. Ten chłopak był.. WOW... Musiałam patrzeć się na niego dość długo, bo Nikki mnie szturnęła.
- EJ! Zaraz się poślinisz...
- Co? A... wybacz.. - przyjaciółka pokręciła głową z dezaprobatą i wróciła do bazgrolenia w zeszycie. Po chwili zadzwonił dzwonek. Wszyscy usiedli na swoje miejsca. Nauczyciel przedstawił się i zaczął ględzić coś o PSO. Dwadzieścia minut po rozpoczęciu lekcji do sali wszedł jakiś chłopak. Miał czarne, dłuższe włosy i niesamowicie czarne oczy. Piękne... Czy mi się wydawało, czy spojrzał na NIK? Hmm ciekawie się zapowiada...  Po tej lekcji, lekcji historii, był w-f. O ludzie! Jak ja nienawidzę w-f! Za to Domi uwielbia ruch i sport. Dla mnie ta lekcja jest świetną 45- minutową okazją, by pogadać. Zaczęłyśny grać w siatkę.
- EJ! Zagadnęłam..
- Co? - mruknęła Nik.
- Ten tam, co stoi na czarnej linii, po środku bramki, ciągle się na ciebie gapi...
- Który? - zapytała, odbijając piłkę.
- Ten z czarnymi, przydługimi włosami... - wskazałam głową na kolesia, to był błąd. W tym samym momencie dostałam piłką w klatkę piersiową.
- Niech żyje niezdarność! - usłyszałam chłopięcy głos. Natychmiast odwróciłam głowę. Był to ten sam błękitnooki, którym zachwycałam się na hiście. A teraz bezczelnie się ze mnie nabijał.  O nie! Już ja mu pokaże, że nikt nie nabija się bezkarnie z Renesmee Carlie Cullen psia krew! UPS... Powiedziałam psia? Trochę niezręcznie.. Mniejsza. Pokaże mu kto się będzie śmiał ostatni.. O!

Cz ten rozdział nie wyszedł ciut za długi? Nieważne... Jak tam wam mija 2015?