niedziela, 26 lipca 2015

Rozdział 32 "Wszystko się zmienia."

- To nie wypali... - powiedział kolejny raz Zayn, gdy szliśmy w stronę jedynej restauracji w Forks.
- Powtarzam ci po raz setny, że to tylko po to, by Ness się od nas odczepiła!
- Nie możesz z nią po prostu porozmawiać?
- Ona mnie nie słucha! Skończyłeś już?! - warknęłam.
- O wilku mowa... - wskazał głową Ness i Lucas'a, stojących przy wejściu.
- Cześć Niki! - powiedziała rozpromieniona. - ... I Zayn...
- Cześć... - odparł chłodno. Nie może się chociaż trochę postarać?
- Chodźmy. - zachęcił Lucas. Razem z Ness ruszył przodem.
- Mogę już iść? - poprosił Zayn.
- Ani mi się waż! - warknęłam i pociągnęłam go do środka. Siedzieliśmy już z 15 minut w kompletnej ciszy.
- A więc... - zaczęła Ness, upijając łyk wcześniej zamówionego soku. - Zayn. Opowiedz nam coś o sobie.
- A co takiego chcesz wiedzieć? - odparował.
- Ile masz lat?
- 19
- Zawód?
- Jesteś naprawdę tak głupia, czy tylko udajesz?
- Zayn! - kopnęłam go pod stołem.
- Auć! - syknął. - No co? Nocny Łowca, po twojemu poluje na demony.
- Ile już upolowałeś?
- Nie liczę. Ze 3 tysiące będzie.
- Od kiedy polujesz?
- 14 roku życia.
- Masz rodzeństwo?
- Ness wystarczy! - czy ona nie zna granic?
- Brata i.. Siostrę. - wykrztusił Mulat.
- Brat to ten lokowaty, a sios...
- Powiedziałam, że wystarczy! - wstałam. - Skończ to przepytywanie i powiedz o co chodzi!
- O nic. - wzruszyła ramionami. - Chcę go poznać.
- To ja chcę poznać Lucasa. - usiadłam. Pewna rzecz zaczęła mnie zastanawiać. Spojrzałam na chłopaka. - On wie? - zapytałam.
- O wszystkim. - ruda kiwnęła głową.
- Grozi mu niebezpieczeństwo. Nie boisz się? - zwróciłam się do bruneta.
- Nie. - odpowiedział pewnie.
- Skąd się tu wziąłeś?
- Przyjechałem z Delphi.
- Po co? Z rodzicami?
- Z przybranym ojcem. Jest tu dyrektorem szkoły.
- Imię?
- Al...
- Al..? - zapytałam.
- Al... - pokiwał głową.
- Mam wrażenie, że nie dokończyłeś, a z tego co mi wiadomo dyrektor ma na imię Eric. Łżesz. - uśmiechnęłam się zwycięsko.
- Alcatraz... - szepnął Zayn. Wszyscy spojrzeliśmy na niego. Lucas szeroko się uśmiechnął.
- Co? - zapytałam.
- Twój ojciec to Alcatraz. - Mulat zwrócił się do Lucas'a. - Eric Morterry to tylko przygrywka. Twój przybrany ojciec nie ma pojęcia kim jesteś. Kryjesz się za nim. Zabierasz jego człowieczą aurę i nakładasz na siebie. Dzięki temu o wiele trudniej jest wyczuć, że nie jesteś człowiekiem.Nazywasz się Lucas Nathaniel Luter - Morterry. Syn Alcatraza Lutera - Demonicznej Wyroczni i Michelle Morterry - czarodziejki.
- To kim ty tak właściwie jesteś? - zapytałam.
- Wyrocznią. - odpowiedział, dalej się szczerząc.
- Naprawdę dużo mi to mówi. - zironizowałam.
- Wyrocznie to coś w tym stylu jak twoja ciocia Alice. - wyjaśnił Zayn. - Potrafi zobaczyć przyszłość. Wyjątkiem jest to, że zawsze się sprawdza. Wyrocznia potrafi także wywołać wizję na temat danej osoby...
- Niestety jest to bardzo męczące i musi zregenerować swoja siłę... - wtrącił Lucas.
- Mniejsza już Luc. - powiedziała Ness. - Teraz rozumiesz? Lucas wywołał wizję o tobie. Jesteś w niej z Aramisem...
- Przestań już! - znów wstałam. - Mam cię dość! Daj mi święty spokój! - wybiegłam z restauracji. Skierowałam się w stronę lasu. Jestem wściekła! Czy ona nie może zrozumieć, że zapomniałam o Aramisie?! Nie chce o nim pamiętać! O jego czarnych, miękkich włosach, silnych, troskliwych ramionach...
- Niki? - odwróciłam się. Zayn podbiegł bliżej. Mocno się w niego wtuliłam.
- To nieprawda! - szepnęłam. - Nie istnieje przeznaczenie. Swój los można zmienić. Zależy tylko od nas prawda? - milczał przez długi czas. - Powiedz, że mam rację...
- Ja... nie mogę. Przepraszam, ale nie mogę...

***

Rozmawialiśmy z Zayn'em bardzo długo. Wyjaśnił mi, że wizje Wyroczni nigdy, ale to przenigdy się nie mylą. Razem uznaliśmy, że nie ma co tego ciągnąć. Skoro nasza miłość i tak jest skazana na niepowodzenie... Nie warto robić sobie nadziei. Nadal spotykamy się w szkole i po szkole, ale kiedy zostaję sama z Zayn'em jest troszkę tak niezręcznie. Często mnie przytula, lecz to już nie te same przytulasy. Wszystko się zmienia. Już nic nie pozostało takie samo...

środa, 15 lipca 2015

Rozdział 31 " Nic. Zapomnij. "

- Zakochana para... Zakochana para... - nucił pod nosem Louis, gdy siedzieliśmy w jednym z pokoi w Instytucie.
- Louis wydoroślej... - poprosił Liam. - Przecież nic takiego nie robią. - wskazał na mnie i Zayn'a.
- Tylko się przytulamy. - dodałam i mocniej wtuliłam się w tors Mulata.
- To trochę tak, jakbyś zabronił Niall'owi przytulać popcorn. - zauważył Harry. Spojrzałam na loczka.
- Sugerujesz, że wyglądam jak kukurydza? - zapytałam.
- Nie. - odpowiedział stanowczo. - Sugeruje, że Zayn wygląda, jakby zaraz miał cię pożreć. - spojrzałam na Zayn'a. Był równie słodki jak zawsze. Pocałował mnie i bardziej oplótł ramionami.
- A tak w ogóle, to ten pajac sie do ciebie odzywał? - zapytał Liam.
- Jaki pajac?
- Arma... Armo... Armi...
- Aramis. - sprostowałam. - Nie. Od dwóch miesięcy nie dał znaku życia.
- Zagramy w coś? - zapytał Lou. - Nudzi mi się...
- O! W butelkę! - krzyknął Harry i wyjął zza kanapy butelkę do połowy wypełnioną wodą. Jak na złość wypadło na mnie. - Pytanie czy wyzwanie? - zapytał, zabawnie poruszając brwiami.
- Pytanie.
- Na początek coś łatwego.  Powiedz nam czym według ciebie jest miłość?
- Nutella smakuje dopiero wtedy, gdy poczujemy jej słodki smak, tak samo jest z miłością... miłość jest cudem życia, jeśli poczujemy jej sens
- Koniec z tą słodkością, bo Zayn nam się zaraz rozpłynie.. - prychnął Louis.
- Teraz... - przerwał mi telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Tata. Westchnęłam cicho i odebrałam. - Halo?
- Gdzie się tak długo podziewasz?
- Jestem jeszcze w Instytucie. Pragnę tylko po przyjacielsku ci przypomnieć, że nie mam szlabanu, nie jest późno, mam telefon i nie jestem sama. Więc oszczędź proszę wykładu, ok?
- Odnoszę dziwne wrażenie, że jesteś troszkę... złośliwa?
- Ja?! - odparłam z ironią. - Jakżebym śmiała... To po co dzwonisz?
- Żeby ci powiedzieć, że Nessie siedzi u nas od rana i czeka na ciebie. Ruszysz się w końcu do domu?
- To wyrzuć ją z chałupy i nie zawracaj mi gitary ojciec! - krzyknęłam. - Niech idzie do Lucasa!
- Niki przesadzasz... - powiedział twardo.- Wiesz, że Nessie nie jest łatwo zaakceptować ciebie i Zayn'a jako pary... To dla niej trudne..
- A ty co? Jej adwokat? - wkurzyłam się . - To, że wpoiłeś się w Ness nie znaczy, że za każdym razem musisz mnie krytykować, a ją bronić i usprawiedliwiać. Kto jest twoją córką? Ja czy ona?!
- Co ty wygadujesz, co?
- Nic. Zapomnij. Zajmij się Ness, z resztą jak zwykle. Będę za godzinę. - rozłączyłam i rzuciłam telefonem przed siebie. Już nie obchodziło mnie to, że znów będą się na mnie wydzierać za kolejną zniszczoną rzecz. Pech chciał, że gdy mój telefon "fruwał", Harry stał na linii ognia.
- Auć! - spojrzał na mnie, gdy komórka uderzyła w jego nogę.
- Po co się pchasz tam, gdzie nie masz... - wzruszyłam ramionami.
- Co się dzieje? - zapytał Zayn. - Nie co dzień rzucasz telefonem.
- Tata. - mruknęłam.
- To wszystko wyjaśnia. - zapewnił Mulat.
- Odprowadzisz mnie do domu? - poprosiłam.
- Jasne.

***

- Jeeeeeeeestem! - krzyknęłam, gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi.
- To chooooooodź tu! - usłyszałam Renesmee.
- Poooooooo co? - powlokłam się do salonu. Zastałam tam moją kuzynkę, która wygodnie siedziała na kanapie. Oparłam się o drzwi i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- Patrz. - wskazała na stolik, na którym leżał stos listów. - I co widzisz?
- Listy. - zapewniłam.
- Dokładnie 64 listy. Każdy zaadresowany do ciebie. Myślę, że wiesz, od kogo to.
- Tak. - uśmiechnęłam się złośliwie. - Doskonale wiem od kogo. - wzięłam leżący stos, podeszłam do kominka i wrzuciłam 64 koperty wprost do ognia. Zadowolona spojrzałam na Ness.
- Co ty wyprawiasz? Przeczytałabyś chociaż! - wstała z kanapy.
- Nie. - jadowity uśmiech nie schodził mi z twarzy. - Odetnę się od niego, a ty mi w tym nie przeszkodzisz. Aramis jest dla mnie skończony, zrozumiano? Świetnie. - pobiegłam do swojego pokoju.
- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. - stanęła w drzwiach.
- Jestem szczęśliwa! - wykrzyczałam jej w twarz. - Jestem szczęśliwa! Nie możesz tego pojąć i się z tym pogodzić?! Boli cię to?!
- Tak! Bo Aramis jest ci pisany! Nie Zayn!
- A skąd ty to możesz wiedzieć?!
- Dobrze... - uspokoiła się. - Skoro tak... Jutro idziemy na kolacje. Ja, ty Lucas i Zayn.
- Odbiło ci.... - roześmiałam się. - Mają się nawzajem pozabijać?
- Nie. Chce poznać Zayn'a.
- On się nie zgodzi. - zapewniłam, a uśmiech nie schodził mi z twarzy. Zayn i Lucas przy jednym stole? Nie... To nie przejdzie. Prędzej ja stanę na ogonie.
- To go przekonasz... - wzruszyła ramionami. - Spotkamy się jutro przy restauracji o 18:00. Dobranoc. - wyszła i zamknęła drzwi. I jak ja mam niby przekonać Zayn'a? No jak?! Lepiej jeśli od razu do niego zadzwonię.
- Cześć Słoneczko. - odebrał prawie natychmiast. Uśmiechnęłam się, gdy usłyszałam jego głos.
- Hmm Słoneczko? - zamyśliłam się. - Do słoneczka to mi raczej daleko..
- Dobrze księżniczko. Jak wolisz. Stęskniłaś się za mną?
- Umieram z samotności... A ty?
- A ja...
- Siedzi w pokoju i wgapia się w telewizor. Przy okazji wyżera mój popcorn! - usłyszałam stłumiony głos Niall'a.
- Widzę, że usychasz z tęsknoty. Może przejdę do rzeczy. Jutro wybieramy się na kolacje z Renesmee i Lucasem.
- Kochanie... - zaczął słodko. - Nie. Ma. Mowy.
- Oj proooszę... - zaczęłam marudzić. - Chociaż pół godziny. Tak, żeby Ness dała mi święty spokój.
- Nie.
- Zayn prooooooszę...
- Nie.
- Daj mi Niall'a do telefonu. - wpadłam na pomysł.
- Po co?
- No daj.
- hmm? - usłyszałam głos blondyna.
- Biegnij do pokoju Zayn'a, weź jego ulubione ostrze i dobrze schowaj. Nie oddawaj, póki ci nie pozwolę. W zamian przywiozę ci jutro kilka babeczek.
- Nie ma sprawy.
- Gdzie on polazł? - w słuchawce znów pojawił się Zayn.
- Nie mam pojęcia. - śmiałam się do telefonu.
- Nikuś?
- Nie wiem.
- Księżniczko?
- Nie wiem.
- Pół godziny. Ani minuty dłużej. - westchnął.
- Kocham cię! - krzyknęłam. - Niall pobiegł schować twoje ulubione serafickie ostrze... - dodałam ciszej.
- Niaaaaall!!! - duży hałas, potem już tylko cisza.
- Zapomniał się powdzięczyć do słuchawki. - rozpoznałam Louis'a. - Dobranoc "Słoneczko ty moje..." - zaczął przedrzeźniać Mulata.
- Dobranoc Luluś. - rozłączyłam się, nie czekając na odpowiedź. Jutro zapowiada się ciężki dzień.

sobota, 4 lipca 2015

Rozdział 30 "Jestem tu. Z tobą. I zawsze będę."

- Niki obiad! - zawołała z dołu mama. Gdy weszłam do kuchni zastałam talerz gorących naleśników i dziwne spojrzenie mojej rodzicielki.
- Coooś się stało? - zapytałam, ostrożnie odsuwając krzesło.
- Musimy porozmawiać.
- Aha. - odpowiedziałam i usiadłam wygodnie. - To o czym? - zapytałam i sięgnęłam po naleśnika.
- Edward był dziś na polowaniu, dosłownie przed chwilą i...słyszał...
- O nie! - zdenerwowałam się. - To, co czuje, to tylko i wyłącznie moja sprawa! A wujek Edward nie ma prawa nikomu o tym mówić!
- Nie denerwuj się tak! Chcę ci pomóc.
- Poradzę sobie sama. Dziękuję. Najadłam się. - wstałam, ale mama przytrzymała moją rękę.
- Poczekaj. Wysłuchaj, co chcę ci powiedzieć.
- Byle szybko. - mruknęłam.
- Wiem ile przeszłaś z Aramisem. Wiem też, że Zayn wydaje ci się lepszym wyborem. Ale pomyśl. Czujesz coś do nich obu. Jeśli teraz wybierzesz Zayn'a możesz później tego żałować. Poczekaj na rozwój wypadków. Dowiesz się, który z nich jest ci droższy... - uśmiechnęła się.
- Nie. - powiedziałam krótko i wyszłam z kuchni. Skierowałam się do swojego pokoju. Co moja mama może o tym widzieć? Wiem co czuję! A czuję więcej do Zayn'a. Chce Zayn'a. Ja kocham Zayn'a. I powiem to dziś Aramisowi. Musi zrozumieć mój wybór i się z tym pogodzić.

***

- Jesteś wreszcie... - usłyszałam, gdy znalazłam się w umówionym miejscu. Aramis zwinnie zeskoczył z drzewa i uśmiechnięty stanął przede mną. - Cześć. - przytulił mnie. Nie powinnam pozwalać na takie gesty.
- Czekaj.. - szepnęłam i odsunęłam go.
- Co się dzieje? - jego czarne oczy przewiercały mnie na wylot.
- Przepraszam. - to jedyne słowo, które mogłam teraz wypowiedzieć.
- Ale za co? - pokręcił z niedowierzaniem głową. - Ty... Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że... - wydał z siebie warknięcie i chwycił najbliższe drzewo. Wyrwał je z korzeniami i rzucił za siebie.
- Przepraszam. - szepnęłam znów.
- Dlaczego mi to robisz? - podchodził powoli w moją stronę. Zaczęłam się bać.
- Odsuń się od niej! - usłyszałam głos Zayn'a. W jednej chwili zjawił się obok mnie.


- Ty... - wyszeptał czarnowłosy wampir. - Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo cie nienawidzę...
- A to ciekawe czemu? - zapytał Wayne i chwycił mnie za rękę.
- Twoja rodzina tropi mnie już tyle lat.
- Będzie ze dwieście...
- Zawsze stajecie mi na drodze. Odbieracie to czego najbardziej pragnę. Odebrałeś mi ją. Osobę, za którą jestem w stanie oddać życie, ale widzę że Niki nie czuje do mnie tego samego. Skoro będzie z tobą szczęśliwa... Mam tylko jedną prośbę. Zabij mnie, dobrze?
- Co? - spojrzałam na niego.
- Jesteś sensem mojego dalszego życia Dominico. - jego wzrok całkiem złagodniał. - Bez ciebie nie ma mnie. Wayne?
- Nie zabiję cię. - rzekł Zayn. - Właśnie ze względu na Niki. Wiem, że coś do ciebie czuje, ale to ze mną tworzy mocniejszą więź. Odejdź, nigdy już nie wracaj, ale obiecaj że zrobisz wszystko by żyć dalej. Zrób to dla niej. Ze względu na uczucie, jakim ją darzysz.  
- Jesteś uparty. - odpowiedział Aramis i spojrzał na mnie. Jego oczy wyrażały tylko żal. Odwrócił się do nas plecami. - Zupełnie jak twój ojciec. - szepnął prawie niedosłyszalnie. W tej samej sekundzie zniknął.
- Jak mój co? - Zayn spojrzał na mnie.
- Nie wiem. - skłamałam. Nie chciałam, żeby Zayn prowadził teraz dochodzenie, czy Aramis miał większą styczność z jego ojcem, czy nie. Przytuliłam się do chłopaka. - Zapomnijmy o nim. Proszę Zayn. Tak bardzo chcę go wymazać z pamięci. - zamknęłam oczy i wdychałam perfumy Mulata.
- Pomogę ci. Jestem tu. Z tobą. I zawsze będę. - poczułam, że jego ramiona mocniej mnie oplatają.
- Wiem. - szepnęłam. - Wiem...
- Zayn nigdzie... - Otworzyłam oczy. Zza krzaków wyszedł Harry z mieczem w ręce. Spojrzał na nas. - No ludzie... Czy ja zawsze muszę trafić na taki moment?!
- Ciesz się, że nie trafiłeś na inny. - za nim zjawił się Niall. - Cześć ptaszki! - pomachał do nas.
- Cześć Blondasku. - roześmiałam się.
- A kto mnie przytuli? - oburzył się. Harry podszedł i przytulił Niall'a.
- Pff... - prychnął.
- Dobra dzieciaki. Zbieramy się. - Zayn oderwał się ode mnie.
- Gdzie teraz? - zapytałam.
- Hm.. - zastanowił się Harry. - Sądząc po tym, co się tu wydarzyło... Gdy tylko Zayn pojawi się w twoim domu twój tata za pewne własnoręcznie go rozszarpie, więc...
- O właśnie! - zawołałam. - Im szybciej moja rodzina się dowie, tym lepiej. - pociągnęłam Zayn'a w stronę mojego domu.
- Powodzenia! - krzyknęli razem Harry i Niall.
- Nie zostawiajcie mnie! - prosił Zayn.
- Daj spokój. Nie będzie tak źle. W razie czego wiej. - mrugnęłam do niego. Objął mnie ramieniem i razem ruszyliśmy do mojego domu.

 ***

- ... Tak więc, podsumowując... Skrzywdź naszą córkę, a twoi przyjaciele będą zbierali twoje resztki ze schodów. - tata skończył swój dwugodzinny wykład, kierowany do Zayn'a.
- No wow. - podsumowała mama. - Nie myślałam, że potrafisz gadać tak długo o jednym a tym samym.
- Nic nie powiesz? - tata spojrzał na mamę.
- A co mam mówić? To ty jesteś od prawienia wykładów i straszenia każdego chłopca, który znajduje się w promieniu 5 km od naszej córki.
- Dziękuję. - zachowywali się jakby nas tam nie było. 
- Też cię kocham - uśmiechnęła się mama.
- Ta? - tata spojrzał na nią tak... dziwnie. Zdecydowanie dziwnie.
- Ta.
- To chodź. - wyciągnął rękę. Mama chwyciła ją i razem poszli na górę. Nie wnikam.
- Chyba nie było aż tak strasznie. - uśmiechnęłam się do Zayn'a.
- No chyba nie. - przytulił mnie do siebie i pocałował w czoło.



niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 29 "Zawiodłem go! "

- Zraniłaś go. Nawet nie wiesz jak bardzo...
- Liam wiem! Myślisz, że jestem jakimś bezdusznym potworem?! Nie chciałam tego powiedzieć. Nie miałam zamiaru wspomnieć o Lucy, ale to mi się jakoś wymsknęło...
- Dominica! - przerwał mi. - Cieszę się, że rozumiesz swój błąd, ale... Powiedziałem ci o Lucy w zaufaniu. Ani Zayn, ani Harry, żaden z nich nie miał pojęcia, że ty wiesz. I jak myślisz? Co teraz myślą o mnie?
- Przepraszam.. proszę wybacz mi. Nie myślałam... wtedy...
- Poczekaj. Między mną i tobą już jest dobrze. Co innego z Zayn'em. Zamknął się w pokoju. Nie wpuścił nikogo prócz Harry'ego. Będę u ciebie za dwie minuty. Przyjdziesz ze mną do Instytutu i wszystko sobie wyjaśnicie. Jasne?
- Jasne. - powiedziałam szybko.

***

-Zayn.. proszę... - siedziałam pod drzwiami pokoju Mulata i waliłam głową o ścianę. Nagle usłyszałam, że ktoś naciska na klamkę. Szybko odwróciłam głowę. - O.. Cześć Harry...
- Cześć... - wyszedł i zamknął drzwi. - Jeśli chcesz porozmawiaj z nim. Tylko nie zdziw się jesli własnoręcznie wyrzuci cie z pokoju. - kiwnęłam głową, podniosłam się i cichutko weszłam do środka. Zayn leżał na łóżku i wpatrywał się w sufit.
- Wyjdź. - powiedział stanowczo.
- Przepraszam... - szepnęłam.
- Wiesz chociaż za co?
- Za to, że perfidnie użyłam twojej siostry jako argumentu, by cię spławić, za to że miałam czelność wspominać o niej, podczas gdy ty nie miałeś pojęcia, że wiem o tym co się stało. Za to, że brak mi wyczucia i za to, że nie mam pojęcia jak bardzo kochałeś Lucy.
- No brawo. A teraz wyjdź.
- Nie zachowuj się jak dziecko, porozmawiajmy.
- O czym?! - usiadł.
- O wszystkim, o Lucy...
- O Lucy?! - wrzasnął. - Czego ty jeszcze od niej chcesz?! Była tylko piętnastolatką z marzeniami, z planami, która została zamordowana przez zachlanego demona. Miała starszego brata, który obiecywał kiedyś ojcu, że zajmie się i nią i młodszym bratem. I co?! Nie wywiązałem się z tego rozumiesz?! Pozwoliłem, by tak młoda i niewinna osoba straciła życie. A ona tak kochała życie, kochała je.. Ale jej je odebrano. A ja nic nie zrobiłem. NIC... - usiadłam na ziemi.
- Jaka ona była? - zapytałam cicho. - Jaka była Lucy?
- Była wieczną optymistką.. - uśmiechnął się leciutko. - Zawsze znajdywała pozytywne strony. W każdej sytuacji. Śmiała się z niczego. Wraz z Harry'm i Liam'em przechodziła kilku godzinne głupawki. Była wulkanem energii. Uwielbiała wybierać się na spacery z Liam'em... On też zawsze był jej stróżem.
- On ją kochał.. - wtrąciłam.
- Co? - spojrzał na mnie pytająco.
- Liam kochał Lucy, Zayn. Nie tak jak ty ją kochałeś, ale tą inną miłością. Szczerą, prawdziwą, ale nie braterską...
- Tak myślisz? - poklepał miejsce obok siebie. Wstałam i usiadłam po turecku, na przeciw niego.
- Liam pokazywał mi zdjęcia Lucy... To jak na nią patrzył... Z zachwytem, czułością, tęsknotą... On ją autentycznie kochał. I choć tego nie pokazuje, jestem pewna że w głębi duszy nadal przeżywa jej śmierć...
- Liam zawsze był moją podporą. W pierwszych tygodniach po śmierci Lucy... Nie potrafiłem nikomu spojrzeć w oczy.
- Dlaczego? - przysunęłam się do niego.
- Bo to ja przysięgałem chronić Lucy i Harry'ego! Rozmawiałem z ojcem tydzień przed zaginięciem jego i mamy. Obiecałem mu, że zawsze będę przy moim rodzeństwie. Przysięgałem, że nic złego się im nie stanie. Nie przy mnie. Zawiodłem go! Zawiodłem wszystkich dookoła. Pozwoliłem, żeby piętnastoletnia dziewczyna była torturowana i zamordowana przez demony. Przecież Lucy była taka niewinna! Dopiero wkraczała w świat Nefilim! W dzień swoich piętnastych urodzin dostała swój pierwszy miecz. Wiesz pewnie, że tydzień po tych urodzinach  ją porwali... Ale nikt nie wiedział dlaczego. Nikt.
- Zayn... Przecież nikt nie mógł przewidzieć co się wtedy stanie. To pod żadnym pozorem nie była twoja wina. I nie wolno ci sie obarczać śmiercią Lucy. Myślisz, że ona by tego chciała? Myślisz, że chciałaby żebyś przez całe swoje życie ubolewał nad jej śmiercią? Nie jestem jakąś specjalistką, ale z tego co widzę życie Nocnych Łowców jest ciągle niebezpieczne. Ryzykujecie dzień za dniem. Lucy jest tam lepiej. Nie możesz o tym zapominać.
- Wiem, że po drugiej stronie jest jej lepiej, że jest z rodzicami... Mimo wszystko tak bardzo za nią tęsknie. Chce mieć ją znów przy sobie. Blisko. Chce kłócić się z nią co rano o czekoladowe płatki, po czym przytulać na zgodę. Przekomarzać się z nią, gonić po całym Instytucie. Chcę z powrotem moją małą Lilusię...
- Ona jest przy tobie. I zawsze będzie. Tutaj... - wyciągnęłam rękę i położyłam na jego sercu.Biło od niego przyjemne ciepło. Złączył nasze ręce i położył na swoim kolanie.
- Dziękuję ci... - szepnął. - Cieszę się, że jesteś tu ze mną. - oparł swoje czoło o moje. Ma taki cudowny zapach...
- Zayn zostawiłem tu... - drzwi otworzyły się i do pomieszczenia wszedł Harry. - Ups... wybaczcie. - odsunełam się troszkę od Zayn'a.
- Nic nie szkodzi... - Mulat wstał i rzucił Harry'emu telefon, który wcześniej leżał na poduszce. - Tak, zostawiłeś.  - uśmiechnął się.
- Wróciłeś do nas! - Harry podszedł i przytulił brata. - Przytulaaas! - loczek wyciągnął rękę w moją stronę. Dołączyłam do nich.
- Kocham was... - szepnęłam.
- My ciebie tez. - usłyszałam w odpowiedzi. Teraz już wiedziałam. Wiedziałam co odpowiem Aramisowi.

wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 28 "To jest ta twoja zmiana?!"

- Odbierz no odbierz... - szeptałam sama do siebie. Od 10 minut próbuję się dodzwonić do Zayn'a i nic. - Odbierz ten pieprzony telefon! Niall... Zadzwonię do Nialla... - wybrałam numer blondyna i czekałam.
- Taak? - odezwał się znajomy głos.
- Gdzie jesteście?!
- Nie krzycz tak!
- Niall nie mam czasu... Gdzie jesteście?! - wrzeszczałam.
- Siedzimy w Instytucie.
- A Zayn?
- A co ty się tak o niego martwisz?
- Niall!
- Dobra, dobra... Jest z Liam'em na patrolu a c... - rozłączyłam się. Liam.. W nim moja nadzieja..
- Halo?
- Liam! - krzyknęłam.
- Tak. Tak ostatnio do mnie mówili.
- Bardzo zabawne... - mruknęłam. - Jest sprawa, bo...
- Poczekaj chwilę. Oddzwonię.
- Czekaj! Gdzie jesteście?
- W lesie obok szkoły. Oddzwonię za chwilkę.. - rozłączył się. Przykro mi, ale nie będę tyle czekać. Zeszłam szybko na dół. Natknęłam się na mamę.
- Gdzieś się spieszysz? - zapytała.
- Bo... Ja... Em... Idę do Zayn'a.
- Do Zayn'a? - spojrzała na mnie podejrzliwie. - Zayn'a, Zayn'a?
- Tak mamo. - wywróciłam oczami. - Zayn'a, Zayn'a. Tego Zayn'a.
- No dobrze... - przesunęła się. Już chciałam iść, ale przypomniałam sobie o czymś. - Gdzie jest tata? - szepnęłam. Mama roześmiała się.
- U dziadka. Nie masz się o co martwić. Tylko wróć przed 20:00.
- Jasne.. - rzuciłam i wybiegłam z domu. Puściłam się biegiem. Co chwilę sprawdzałam telefon. Liam obiecał, że oddzwoni, ale nie dzwonił. Martwiłam się coraz bardziej. Gdzy byłam już przy szkole usłyszałam znajome głosy. Właśnie tego się bałam. Pobiegłam w stronę, z której dochodziły.
- Zostaw go.. - ten głos należał do Zayn'a. Przyspieszyłam.
- Najpierw powiesz mi co planujesz... - rozpoznałam głos Aramisa. W końcu znalazłam całą trójkę. Aramis przytrzymywał Liam'a tak, że wystarczyło by poruszył ręką, a... skręciłby Liam'owi kark.
- Puść go! - wrzasnęłam i podeszłam do niego. - Odwaliło ci kretynie?! Już zupełnie straciłeś zmysły?!
- Niki to nie tak..- zaczął.
- To jest ta twoja zmiana?! I powiesz mi jeszcze, że jesteś zdolny do miłości, co?! - zbliżyłam się do niego. Puścił Liam'a. - Jesteś pieprzonym egoistą Aramis! - popchnęłam chłopaka.
- Wszystko dobrze? - Zayn pomógł wstać Liam'owi. Odprowadził go pod najbliższe drzewo i stanął za mną.
- Czyli to jednak prawda? - oczy Aramisa były zupełnie czarne. - Wolisz jego? W czym jest lepszy ode mnie?!
- Jesteś obłąkany.. - spojrzałam na niego z niedowierzaniem. - Zayn jest moim PRZYJACIELEM, rozumiesz?! Przyjacielem! Bratem! Zupełnie jak Liam, Niall, Harry i Louis! Nic więcej nas nie łączy!
- To dlaczego z nim spałaś?! - teraz to on wrzasnął.
- Miałam wtedy koszmar. Jeśli cię to interesuje to z tobą w roli głównej. Krzyczałam, a Zayn przyszedł mnie uspokoić. To tyle. Nic się nie wydarzyło, a ty robisz z igły widły.
- Niki tracisz czas. - Zayn położył mi rękę na ramieniu. - Pora iść.
- Nie. - strzepnęłam jego rękę. - Musimy to wyjaśnić do końca. Nie zniosę tych ciągłych podchodów, strachu o Was. Ja już nie mogę. - moje oczy zaczęły robić się wilgotne.
- Dominica tracisz czas. To potwór! Zobacz co prawie zrobił Liam'owi! Chodź stąd. Będziesz bezpieczna. - Chwycił mnie za rękę i mocno pociągnął. Aramis w tym czasie złapał rękę Zayn'a.
- Ona nie chce iść! - wysyczał.
- Ty nie chcesz, żeby szła. - odparował Zayn.
- Ma własny rozum! Chce zostać!
- Dobrze wiesz, że możesz ją skrzywdzić. Jesteś bestią. Nie ochronisz jej przed samym sobą Raven...
- Przestańcie! - stanełam między nimi.
- Świetnie. - powiedział Zayn. - Chodź! - znów chwycił mnie za rękę. Wyrwałam się.
- Nie jestem Lucy! - warknęłam na Pół-Anioła. Skamieniał. Spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami.
- Skąd ty... - szepnął sam do siebie. Zobaczyłam ból w jego oczach. Myślałam, że serce mu pęknie. Podszedł do nas Liam.
- Zayn ona sobie poradzi... - szepnął do przyjaciela. - Chodź już.
- Zayn ja... - zaczęłam żałować tego co powiedziałam. Oboje odwrócili się i podążyli przed siebie. Znów zawaliłam.
- To nie twoja wina... - szepnął mi do ucha Aramis. - Musiałaś się jakoś bronić... - objął mnie ramieniem. Mimo tego wszystkiego, co się wydarzyło czułam, że potrzebuje tego ramienia.
- Nie miałam prawa mieszać do tego jego zmarłej siostry. Nie miałam prawa. Znów schrzaniałm. Przez ostatni czas byli mi braćmi, a teraz tak zraniłam jednego z nich... Czy ja zawsze muszę wszystko spieprzyć?! - westchnęłam.
- A ponoć to ja rujnuję... - wyczułam jak się uśmiecha. 
- Czyli jednak mamy ze sobą coś wspólnego. - odwzajemniłam uśmiech, ale po moich policzkach zaczęły płynąć łzy.
- Nie płacz. - Aramis odwrócił się do mnie i otarł słone krople. - Porozmawiasz z nim i wszystko wróci do normy. - potrząsnęłam głową.
- Nie rozumiesz... - pozwoliłam by chwycił moją rękę. - Lucy to młodsza siostra Zayn'a i Harry'ego...
- Wiem... - przerwał mi. - Znam tą historię. - ruszyliśmy głębiej w stronę lasu, trzymając się za ręce.
- Więc pewnie wiesz, że Lucy to dla nich drażliwy temat. A ja tak perfidnie go użyłam. Nie mam wyczucia, czy jak?
- To był impuls. - spojrzał na nasze złączone ręce.
- Coś ostatnio za dużo tych impulsów... - westchnęłam. Przystanął. - Co? - zrobiłam to samo.
- Nic.. Ja tylko... - spojrzał głębiej w moje oczy. Zbliżył się do mnie i musnął delikatnie moje wargi. Odwzajemniłam pocałunek. Chwycił mnie w tali, a ja mimowolnie zarzuciłam ręce na jego szyje. Czułam się szczęśliwa, ale jednak nie do końca. 1/5 mojego serca była pusta i nie potrafiła cieszyć się z resztą. Odepchnęłam Aramisa.
- Coś nie tak? - zapytał.
- Ja... Przepraszam, ale nie mogę... - powiedziałam cicho.
- Dlaczego? To nic złego.
- Wiem, ale... - zająknęłam się. Jak mam mu powiedzieć, że sama nie wiem co czuje?! - Zgubiłam się... - wyznałam.
- Ale.. co? - zrobił krok do tyłu.
- Aramis.. daj mi trochę czasu. Muszę wszystko sobie przemyśleć. 2 dni, dobrze? Spotkajmy się tutaj za dwa dni o tej samej porze. Wtedy wszystko ci wyjaśnię i sama zrozumiem czego chce...
- Dobrze. - powiedział po chwili namysłu. - Za dwa dni. - pocałował mnie w czoło i odszedł. Powolnym krokiem ruszyłam w stronę domu. Co robić??! Właśnie uświadomiłam sobie, że czuje coś nie tylko do Aramisa ale i ... do Zayn'a. Gdy całowałam Aramisa czułam, że część mnie pragnie, by był to Zayn. niewielka, ale jednak jakaś część. Kilka minut temu byłam pewna, że Zayn jest mi tylko bratem... A teraz? Jestem między młotem, a kowadłem. Już sama nie wiem co czuje. Zgubiłam się. Po prostu mam dość.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Zwiastun (1)




 Tak oto przybywam ze Zwiastunem i Wielkimi podziękowaniami za jego wykonanie. Dziękuję Alice S. !! ;* Jest taki cudowny, że oglądam go chyba 10 raz z rzędu <3

sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział 27 "Łapy przy sobie Wayne!

- Co to? - usłyszałam za sobą głos Zayn'a.
- Nic. - zgniotłam szybko kartkę i ukryłam ją za plecami, odwracając się do niego przodem.
- Czemu ci nie wierzę, co? - zapytał. - Pokaż. - wyrwał mi kartkę.
- Zayn nie! - chciałam mu ją zabrać, ale wskoczył na łóżko i zaczął czytać. Zrezygnowana usiadłam i czekałam co powie.
- Ciekawe... - powiedział, siadając obok mnie. - Jak dla mnie można od razu gościa załatwić. Będzie prościej. - oddał mi kartkę.
- Nie. - powiedziałam stanowczo. - Nie waż się tego robić!
- Ale czemu? Przecież to on jest przyczyną twoich wszystkich problemów. Przez niego płaczesz za dnia i nie możesz zasnąć w nocy.
- Nieprawda.
- Myślisz, że jestem głupi? Pół nocy powtarzałaś jego imię przez sen Niki. Skoro sama nie możesz się go pozbyć pomogę ci. Powiedz tylko jedno słowo, a...
- Nie! - wrzasnęłam. - Nie Zayn!
- Ale dlaczego?
- Bo on nie jest mi obojętny rozumiesz?! - wstałam i wyszłam z pokoju. Mulat poszedł za mną.
- Wahasz się, bo nie wiesz co czujesz. Załatwimy go i będzie ci prościej.
- Ugh! Ale ty jesteś uparty Wayne! - wrzasnęłam. - Harry! Niall!Zabierzcie go ode mnie.
- Nic z tego... - z salonu wyszedł wujek Emmett. - Oboje są na kacu. - roześmiał się.
- Serio? - zeszłam po schodach i weszłam do salonu. Oboje spali na kanapie, przytulając się do siebie. - Znajdź im dziewczyny. - poradziłam Zayn'owi i pobiegłam do łazienki.

***

- Nie jestem małą dziewczynką... - powiedziałam do Zayn'a, gdy wchodziliśmy do szkoły.
- Polemizowałbym. - uśmiechnął się.
- Lepiej zająłbyś się Harry'm i Niall'em. Mają kaca, pamiętasz? - kiwnął głową.
- Gdy mają kaca przesypiają pół dnia, a kolejne pół dnia marudzą jak to ich głowy bolą. Nie mam się o co martwić.
- Ale o mnie też nie musisz się martwić! - warknęłam, wchodząc do klasy.
- Cześć Dominica. - podszedł do mnie Lucas. Spojrzałam na niego najbardziej nienawistnie jak umiałam.
- Spierniczaj mamucie! Nie mam ochoty użerać się jeszcze z tobą. Renesmee jest w toalecie! - wyminęłam go i usiadłam na swoim miejscu. Zayn wpakował się obok. - Nie możesz usiąść w swojej ławce?
- Nie ma dziś ani Lou, ani Liam'a, ani Hazzy, ani Niall'a. Hm... nie, nie mogę. - rozsiadł się wygodnie na krześle. Przez całą lekcję rozśmieszał mnie swoimi tekstami.
- Ale ty jesteś głupi.. - szturchnęłam go żartobliwie w ramię, kiedy wychodziliśmy z sali. Wydawało mi się przez chwilę, że zaleciało tu krwią, więc wyjęłam jabłko, by tego nie czuć. Pewnie ktoś się skaleczył.
- Ooo! Komplement? Od ciebie?
- Odbieraj to jak chcesz. - wyszczerzyłam się.
- Podziel się! - powiedział, zbliżając łapska do mojego jabłka. Uderzyłam jego rękę.
- Łapy przy sobie Wayne! Trzeba było przynieść własne.
- Co to za zbiegowisko? - zapytał, wskazując grupę ludzi kilka metrów od nas.
- Zobaczmy.. - pobiegłam w tamtą stronę. Przecisnęliśmy się przez tłum i zobaczyliśmy wielką, czerwoną plamę. - Czyli to jednak nie zacięcie... - szepnęłam sama do siebie.
- Odsuńcie się od tego! - nakazał Zayn. - To krew demona... - szepnął tak, że tylko ja mogłam to usłyszeć. - Nie dotykaj tego idioto! - warknął na jakiegoś młodego chłopca. Wszyscy zgromadzeni zaczęli się powoli wycofywać. Usłyszałam głos dyrektora. Zbliżał się do nas.
- Zayn chodź! - pociągnęłam chłopaka za rękę. - Będziemy mieli kłopoty! Słyszysz? Chodź! Później tu wrócimy... - pobiegliśmy w stronę sali gimnastycznej, trzymając się za ręce.
- Musimy tam potem wrócić. - powiedział. - Musze wiedzieć jakiego demona to krew i czym go zabito.
- Da się to sprawdzić? - zapytałam.
- No pewnie. - odpowiedział, jakby to było oczywiste.
- Niki! - spojrzałam przed siebie i zobbaczyłam Ness. Podeszła do nas. - Za..aaaa....pomniałaś zeszytu z pierwszej lekcji.
- Tak? - wydawało mi się że go zabrałam. Nessie wpatrywała się w moją lewą rękę. Odruchowo spojrzałam w to samo miejsce. Dopiero teraz zorientowała się, że dalej trzymam Zayn'a za rękę. Wydawało się, że on też tego nie zauważył. Puściłam go szybko.
- To ja... może już... - zająknęła się Renesmee i odwróciła się.
- Em... Zeszyt! - zatrzymałam ją.
- A. Racja. - oddała mi przedmiot i pobiegła do Luc.. Luc... nie mogę! Do debila.
- Co teraz? - przerwał ciszę Zayn.
- Co? - spojrzałam na niego.
- Co teraz?
- Ale co co teraz?
- Co teraz mamy?
- Aaa... biologia. - mruknęłam.
- Niki? - zapytał.
- Hm?
- To w drugą stronę. - przystanęłam. Nie było go obok mnie. Stał za mną i się śmiał.
- Jesteś głupi! - oboje wybuchnęliśmy śmiechem.Przez resztę dnia nie było żadnych spięć, ani przerażającej ciszy. Zayn postanowił, że wróci do szkoły w nocy z resztą i dokładniej wszystko sprawdzą. Pojechał ze mną i z Ness do nas, po czym wziął Harry'ego i Niall'a i wrócił do Instytutu. Udałam się do swojego pokoju, by zrobić lekcje. Otworzyłam drzwi, a moim oczom ukazała się zamyślona Ness. Weszłam i zamknęłam drzwi.
- Co masz na swoje usprawiedliwienie? - zapytała, wstając z łóżka.
- O co ci chodzi?
- O Zayn'a mi chodzi! Nie udawaj głupiej!
- Ciszej! - skarciłam ją. - Tata jest w domu.
- Co ciszej?! - mimo wszystko przyciszyła głos. - Dziewczyno co ty najlepszego z nim wyrabiasz?! Pamiętasz jeszcze Aramisa, czy od tak ci z głowy wyparował?!
-  Między mną i Zayn'em niczego nie ma! Jesteśmy tylko przyjaciółmi! Wyobraź sobie, że  to on  najbardziej mnie rozumie, od kiedy ty zajęłaś się swoim Lucasem!
- Przecież dalej tu jestem! Nie widzisz jak się martwię?! Od kilku dobrych tygodni próbuje przekonać Aramisa do zmiany diety!
- Że co?! - wydarłam się.
- Ciszej! To co słyszysz!
- Rozmawiałaś z Aramisem i to za moimi plecami?! - usiadłam na krześle.
- Ciągle z nim rozmawiam! I wiesz co? Już chciał się zgodzić. Dziś w nocy był tu i chciał ci powiedzieć, że dla ciebie jest gotów się zmienić! Ale co zobaczył?! Swoją ukochaną, śpiącą z gościem, którego ledwo co zna!
- Nic nie wiesz! Miałam koszmary! Zayn przybiegł mnie uspokoić i poprosiłam, by ze mną został! Tylko tyle!
- Wmawiaj to sobie, aż pewnego dnia dojdziesz do wniosku, że się w nim zakochałaś! Zerwij z nimi kontakt, póki to jeszcze możliwe! Pogódź się z Aramisem i bądźcie szczęśliwą parą jak ja i Lucas!
- Ha ha ha... Nie rozśmieszaj mnie! To moi jedyni przyjaciele, odkąd ty mnie zostawiłaś! I nie waż się już prawić mi kazań! Wynoś się stąd! - ostatnie słowa wykrzyczałam.
- Z wielką przyjemnością. Aha... Pamiętaj tylko, że Aramis był w furii, gdy ze mną rozmawiał. Ostrzeż tych twoich przyjaciół. - trzasnęła drzwiami i zostawiła mnie samą. Aramis był w furii... Aramis był w furii? Aramis był w furii!!! A jak coś zrobi Zayn'owi? Albo Niall'owi? Harry'emu?! Komukolwiek z nich?! Muszę ich ostrzec...