wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 28 "To jest ta twoja zmiana?!"

- Odbierz no odbierz... - szeptałam sama do siebie. Od 10 minut próbuję się dodzwonić do Zayn'a i nic. - Odbierz ten pieprzony telefon! Niall... Zadzwonię do Nialla... - wybrałam numer blondyna i czekałam.
- Taak? - odezwał się znajomy głos.
- Gdzie jesteście?!
- Nie krzycz tak!
- Niall nie mam czasu... Gdzie jesteście?! - wrzeszczałam.
- Siedzimy w Instytucie.
- A Zayn?
- A co ty się tak o niego martwisz?
- Niall!
- Dobra, dobra... Jest z Liam'em na patrolu a c... - rozłączyłam się. Liam.. W nim moja nadzieja..
- Halo?
- Liam! - krzyknęłam.
- Tak. Tak ostatnio do mnie mówili.
- Bardzo zabawne... - mruknęłam. - Jest sprawa, bo...
- Poczekaj chwilę. Oddzwonię.
- Czekaj! Gdzie jesteście?
- W lesie obok szkoły. Oddzwonię za chwilkę.. - rozłączył się. Przykro mi, ale nie będę tyle czekać. Zeszłam szybko na dół. Natknęłam się na mamę.
- Gdzieś się spieszysz? - zapytała.
- Bo... Ja... Em... Idę do Zayn'a.
- Do Zayn'a? - spojrzała na mnie podejrzliwie. - Zayn'a, Zayn'a?
- Tak mamo. - wywróciłam oczami. - Zayn'a, Zayn'a. Tego Zayn'a.
- No dobrze... - przesunęła się. Już chciałam iść, ale przypomniałam sobie o czymś. - Gdzie jest tata? - szepnęłam. Mama roześmiała się.
- U dziadka. Nie masz się o co martwić. Tylko wróć przed 20:00.
- Jasne.. - rzuciłam i wybiegłam z domu. Puściłam się biegiem. Co chwilę sprawdzałam telefon. Liam obiecał, że oddzwoni, ale nie dzwonił. Martwiłam się coraz bardziej. Gdzy byłam już przy szkole usłyszałam znajome głosy. Właśnie tego się bałam. Pobiegłam w stronę, z której dochodziły.
- Zostaw go.. - ten głos należał do Zayn'a. Przyspieszyłam.
- Najpierw powiesz mi co planujesz... - rozpoznałam głos Aramisa. W końcu znalazłam całą trójkę. Aramis przytrzymywał Liam'a tak, że wystarczyło by poruszył ręką, a... skręciłby Liam'owi kark.
- Puść go! - wrzasnęłam i podeszłam do niego. - Odwaliło ci kretynie?! Już zupełnie straciłeś zmysły?!
- Niki to nie tak..- zaczął.
- To jest ta twoja zmiana?! I powiesz mi jeszcze, że jesteś zdolny do miłości, co?! - zbliżyłam się do niego. Puścił Liam'a. - Jesteś pieprzonym egoistą Aramis! - popchnęłam chłopaka.
- Wszystko dobrze? - Zayn pomógł wstać Liam'owi. Odprowadził go pod najbliższe drzewo i stanął za mną.
- Czyli to jednak prawda? - oczy Aramisa były zupełnie czarne. - Wolisz jego? W czym jest lepszy ode mnie?!
- Jesteś obłąkany.. - spojrzałam na niego z niedowierzaniem. - Zayn jest moim PRZYJACIELEM, rozumiesz?! Przyjacielem! Bratem! Zupełnie jak Liam, Niall, Harry i Louis! Nic więcej nas nie łączy!
- To dlaczego z nim spałaś?! - teraz to on wrzasnął.
- Miałam wtedy koszmar. Jeśli cię to interesuje to z tobą w roli głównej. Krzyczałam, a Zayn przyszedł mnie uspokoić. To tyle. Nic się nie wydarzyło, a ty robisz z igły widły.
- Niki tracisz czas. - Zayn położył mi rękę na ramieniu. - Pora iść.
- Nie. - strzepnęłam jego rękę. - Musimy to wyjaśnić do końca. Nie zniosę tych ciągłych podchodów, strachu o Was. Ja już nie mogę. - moje oczy zaczęły robić się wilgotne.
- Dominica tracisz czas. To potwór! Zobacz co prawie zrobił Liam'owi! Chodź stąd. Będziesz bezpieczna. - Chwycił mnie za rękę i mocno pociągnął. Aramis w tym czasie złapał rękę Zayn'a.
- Ona nie chce iść! - wysyczał.
- Ty nie chcesz, żeby szła. - odparował Zayn.
- Ma własny rozum! Chce zostać!
- Dobrze wiesz, że możesz ją skrzywdzić. Jesteś bestią. Nie ochronisz jej przed samym sobą Raven...
- Przestańcie! - stanełam między nimi.
- Świetnie. - powiedział Zayn. - Chodź! - znów chwycił mnie za rękę. Wyrwałam się.
- Nie jestem Lucy! - warknęłam na Pół-Anioła. Skamieniał. Spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami.
- Skąd ty... - szepnął sam do siebie. Zobaczyłam ból w jego oczach. Myślałam, że serce mu pęknie. Podszedł do nas Liam.
- Zayn ona sobie poradzi... - szepnął do przyjaciela. - Chodź już.
- Zayn ja... - zaczęłam żałować tego co powiedziałam. Oboje odwrócili się i podążyli przed siebie. Znów zawaliłam.
- To nie twoja wina... - szepnął mi do ucha Aramis. - Musiałaś się jakoś bronić... - objął mnie ramieniem. Mimo tego wszystkiego, co się wydarzyło czułam, że potrzebuje tego ramienia.
- Nie miałam prawa mieszać do tego jego zmarłej siostry. Nie miałam prawa. Znów schrzaniałm. Przez ostatni czas byli mi braćmi, a teraz tak zraniłam jednego z nich... Czy ja zawsze muszę wszystko spieprzyć?! - westchnęłam.
- A ponoć to ja rujnuję... - wyczułam jak się uśmiecha. 
- Czyli jednak mamy ze sobą coś wspólnego. - odwzajemniłam uśmiech, ale po moich policzkach zaczęły płynąć łzy.
- Nie płacz. - Aramis odwrócił się do mnie i otarł słone krople. - Porozmawiasz z nim i wszystko wróci do normy. - potrząsnęłam głową.
- Nie rozumiesz... - pozwoliłam by chwycił moją rękę. - Lucy to młodsza siostra Zayn'a i Harry'ego...
- Wiem... - przerwał mi. - Znam tą historię. - ruszyliśmy głębiej w stronę lasu, trzymając się za ręce.
- Więc pewnie wiesz, że Lucy to dla nich drażliwy temat. A ja tak perfidnie go użyłam. Nie mam wyczucia, czy jak?
- To był impuls. - spojrzał na nasze złączone ręce.
- Coś ostatnio za dużo tych impulsów... - westchnęłam. Przystanął. - Co? - zrobiłam to samo.
- Nic.. Ja tylko... - spojrzał głębiej w moje oczy. Zbliżył się do mnie i musnął delikatnie moje wargi. Odwzajemniłam pocałunek. Chwycił mnie w tali, a ja mimowolnie zarzuciłam ręce na jego szyje. Czułam się szczęśliwa, ale jednak nie do końca. 1/5 mojego serca była pusta i nie potrafiła cieszyć się z resztą. Odepchnęłam Aramisa.
- Coś nie tak? - zapytał.
- Ja... Przepraszam, ale nie mogę... - powiedziałam cicho.
- Dlaczego? To nic złego.
- Wiem, ale... - zająknęłam się. Jak mam mu powiedzieć, że sama nie wiem co czuje?! - Zgubiłam się... - wyznałam.
- Ale.. co? - zrobił krok do tyłu.
- Aramis.. daj mi trochę czasu. Muszę wszystko sobie przemyśleć. 2 dni, dobrze? Spotkajmy się tutaj za dwa dni o tej samej porze. Wtedy wszystko ci wyjaśnię i sama zrozumiem czego chce...
- Dobrze. - powiedział po chwili namysłu. - Za dwa dni. - pocałował mnie w czoło i odszedł. Powolnym krokiem ruszyłam w stronę domu. Co robić??! Właśnie uświadomiłam sobie, że czuje coś nie tylko do Aramisa ale i ... do Zayn'a. Gdy całowałam Aramisa czułam, że część mnie pragnie, by był to Zayn. niewielka, ale jednak jakaś część. Kilka minut temu byłam pewna, że Zayn jest mi tylko bratem... A teraz? Jestem między młotem, a kowadłem. Już sama nie wiem co czuje. Zgubiłam się. Po prostu mam dość.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Zwiastun (1)




 Tak oto przybywam ze Zwiastunem i Wielkimi podziękowaniami za jego wykonanie. Dziękuję Alice S. !! ;* Jest taki cudowny, że oglądam go chyba 10 raz z rzędu <3

sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział 27 "Łapy przy sobie Wayne!

- Co to? - usłyszałam za sobą głos Zayn'a.
- Nic. - zgniotłam szybko kartkę i ukryłam ją za plecami, odwracając się do niego przodem.
- Czemu ci nie wierzę, co? - zapytał. - Pokaż. - wyrwał mi kartkę.
- Zayn nie! - chciałam mu ją zabrać, ale wskoczył na łóżko i zaczął czytać. Zrezygnowana usiadłam i czekałam co powie.
- Ciekawe... - powiedział, siadając obok mnie. - Jak dla mnie można od razu gościa załatwić. Będzie prościej. - oddał mi kartkę.
- Nie. - powiedziałam stanowczo. - Nie waż się tego robić!
- Ale czemu? Przecież to on jest przyczyną twoich wszystkich problemów. Przez niego płaczesz za dnia i nie możesz zasnąć w nocy.
- Nieprawda.
- Myślisz, że jestem głupi? Pół nocy powtarzałaś jego imię przez sen Niki. Skoro sama nie możesz się go pozbyć pomogę ci. Powiedz tylko jedno słowo, a...
- Nie! - wrzasnęłam. - Nie Zayn!
- Ale dlaczego?
- Bo on nie jest mi obojętny rozumiesz?! - wstałam i wyszłam z pokoju. Mulat poszedł za mną.
- Wahasz się, bo nie wiesz co czujesz. Załatwimy go i będzie ci prościej.
- Ugh! Ale ty jesteś uparty Wayne! - wrzasnęłam. - Harry! Niall!Zabierzcie go ode mnie.
- Nic z tego... - z salonu wyszedł wujek Emmett. - Oboje są na kacu. - roześmiał się.
- Serio? - zeszłam po schodach i weszłam do salonu. Oboje spali na kanapie, przytulając się do siebie. - Znajdź im dziewczyny. - poradziłam Zayn'owi i pobiegłam do łazienki.

***

- Nie jestem małą dziewczynką... - powiedziałam do Zayn'a, gdy wchodziliśmy do szkoły.
- Polemizowałbym. - uśmiechnął się.
- Lepiej zająłbyś się Harry'm i Niall'em. Mają kaca, pamiętasz? - kiwnął głową.
- Gdy mają kaca przesypiają pół dnia, a kolejne pół dnia marudzą jak to ich głowy bolą. Nie mam się o co martwić.
- Ale o mnie też nie musisz się martwić! - warknęłam, wchodząc do klasy.
- Cześć Dominica. - podszedł do mnie Lucas. Spojrzałam na niego najbardziej nienawistnie jak umiałam.
- Spierniczaj mamucie! Nie mam ochoty użerać się jeszcze z tobą. Renesmee jest w toalecie! - wyminęłam go i usiadłam na swoim miejscu. Zayn wpakował się obok. - Nie możesz usiąść w swojej ławce?
- Nie ma dziś ani Lou, ani Liam'a, ani Hazzy, ani Niall'a. Hm... nie, nie mogę. - rozsiadł się wygodnie na krześle. Przez całą lekcję rozśmieszał mnie swoimi tekstami.
- Ale ty jesteś głupi.. - szturchnęłam go żartobliwie w ramię, kiedy wychodziliśmy z sali. Wydawało mi się przez chwilę, że zaleciało tu krwią, więc wyjęłam jabłko, by tego nie czuć. Pewnie ktoś się skaleczył.
- Ooo! Komplement? Od ciebie?
- Odbieraj to jak chcesz. - wyszczerzyłam się.
- Podziel się! - powiedział, zbliżając łapska do mojego jabłka. Uderzyłam jego rękę.
- Łapy przy sobie Wayne! Trzeba było przynieść własne.
- Co to za zbiegowisko? - zapytał, wskazując grupę ludzi kilka metrów od nas.
- Zobaczmy.. - pobiegłam w tamtą stronę. Przecisnęliśmy się przez tłum i zobaczyliśmy wielką, czerwoną plamę. - Czyli to jednak nie zacięcie... - szepnęłam sama do siebie.
- Odsuńcie się od tego! - nakazał Zayn. - To krew demona... - szepnął tak, że tylko ja mogłam to usłyszeć. - Nie dotykaj tego idioto! - warknął na jakiegoś młodego chłopca. Wszyscy zgromadzeni zaczęli się powoli wycofywać. Usłyszałam głos dyrektora. Zbliżał się do nas.
- Zayn chodź! - pociągnęłam chłopaka za rękę. - Będziemy mieli kłopoty! Słyszysz? Chodź! Później tu wrócimy... - pobiegliśmy w stronę sali gimnastycznej, trzymając się za ręce.
- Musimy tam potem wrócić. - powiedział. - Musze wiedzieć jakiego demona to krew i czym go zabito.
- Da się to sprawdzić? - zapytałam.
- No pewnie. - odpowiedział, jakby to było oczywiste.
- Niki! - spojrzałam przed siebie i zobbaczyłam Ness. Podeszła do nas. - Za..aaaa....pomniałaś zeszytu z pierwszej lekcji.
- Tak? - wydawało mi się że go zabrałam. Nessie wpatrywała się w moją lewą rękę. Odruchowo spojrzałam w to samo miejsce. Dopiero teraz zorientowała się, że dalej trzymam Zayn'a za rękę. Wydawało się, że on też tego nie zauważył. Puściłam go szybko.
- To ja... może już... - zająknęła się Renesmee i odwróciła się.
- Em... Zeszyt! - zatrzymałam ją.
- A. Racja. - oddała mi przedmiot i pobiegła do Luc.. Luc... nie mogę! Do debila.
- Co teraz? - przerwał ciszę Zayn.
- Co? - spojrzałam na niego.
- Co teraz?
- Ale co co teraz?
- Co teraz mamy?
- Aaa... biologia. - mruknęłam.
- Niki? - zapytał.
- Hm?
- To w drugą stronę. - przystanęłam. Nie było go obok mnie. Stał za mną i się śmiał.
- Jesteś głupi! - oboje wybuchnęliśmy śmiechem.Przez resztę dnia nie było żadnych spięć, ani przerażającej ciszy. Zayn postanowił, że wróci do szkoły w nocy z resztą i dokładniej wszystko sprawdzą. Pojechał ze mną i z Ness do nas, po czym wziął Harry'ego i Niall'a i wrócił do Instytutu. Udałam się do swojego pokoju, by zrobić lekcje. Otworzyłam drzwi, a moim oczom ukazała się zamyślona Ness. Weszłam i zamknęłam drzwi.
- Co masz na swoje usprawiedliwienie? - zapytała, wstając z łóżka.
- O co ci chodzi?
- O Zayn'a mi chodzi! Nie udawaj głupiej!
- Ciszej! - skarciłam ją. - Tata jest w domu.
- Co ciszej?! - mimo wszystko przyciszyła głos. - Dziewczyno co ty najlepszego z nim wyrabiasz?! Pamiętasz jeszcze Aramisa, czy od tak ci z głowy wyparował?!
-  Między mną i Zayn'em niczego nie ma! Jesteśmy tylko przyjaciółmi! Wyobraź sobie, że  to on  najbardziej mnie rozumie, od kiedy ty zajęłaś się swoim Lucasem!
- Przecież dalej tu jestem! Nie widzisz jak się martwię?! Od kilku dobrych tygodni próbuje przekonać Aramisa do zmiany diety!
- Że co?! - wydarłam się.
- Ciszej! To co słyszysz!
- Rozmawiałaś z Aramisem i to za moimi plecami?! - usiadłam na krześle.
- Ciągle z nim rozmawiam! I wiesz co? Już chciał się zgodzić. Dziś w nocy był tu i chciał ci powiedzieć, że dla ciebie jest gotów się zmienić! Ale co zobaczył?! Swoją ukochaną, śpiącą z gościem, którego ledwo co zna!
- Nic nie wiesz! Miałam koszmary! Zayn przybiegł mnie uspokoić i poprosiłam, by ze mną został! Tylko tyle!
- Wmawiaj to sobie, aż pewnego dnia dojdziesz do wniosku, że się w nim zakochałaś! Zerwij z nimi kontakt, póki to jeszcze możliwe! Pogódź się z Aramisem i bądźcie szczęśliwą parą jak ja i Lucas!
- Ha ha ha... Nie rozśmieszaj mnie! To moi jedyni przyjaciele, odkąd ty mnie zostawiłaś! I nie waż się już prawić mi kazań! Wynoś się stąd! - ostatnie słowa wykrzyczałam.
- Z wielką przyjemnością. Aha... Pamiętaj tylko, że Aramis był w furii, gdy ze mną rozmawiał. Ostrzeż tych twoich przyjaciół. - trzasnęła drzwiami i zostawiła mnie samą. Aramis był w furii... Aramis był w furii? Aramis był w furii!!! A jak coś zrobi Zayn'owi? Albo Niall'owi? Harry'emu?! Komukolwiek z nich?! Muszę ich ostrzec...

sobota, 30 maja 2015

Rozdział 26 " Na śmierć i życie... "

_Oczami Nik_
Siedziałam teraz w szkole i czekałam na kolejną, ostatnią już, poniedziałkową lekcje. Aramis się dziś nie zjawił. Za to Ness praktycznie cały czas spędza z Lucasem. Pozbierał się po mojej "niespodziance". Nikt, prócz tych którzy byli na grillu nie wie. Renesmee prosiła, żeby była to tajemnica. Taki sekret może zrujnować "popularność" Lucasa. Pff... Chętnie wykrzyczałabym to wszystkim dookoła, ale nie mam siły. Cały czas o nim myślę. Może dać mu szansę? Może warto spróbować? Co mi szko...
- Hej! - przywitał mnie czyiś radosny głos. Spojrzałam w górę. Nade mną stał wesoły blondyn. Uśmiechał się od ucha do ucha.
- Cześć. - uśmiechnęłam się delikatnie. Niall zajął miejsce na ławce, tuż obok mnie.
- Co ty taka smutna? - zapytał.
- Wydaje ci się... - czy oni już o wszystkim wiedzą?! - Jak się czuje Louis? - zapytałam, chcąc zmienić bieg rozmowy.
- O wiele lepiej. Wypoczął, Liam z nim został.
- Nialler!!! - w naszą stronę zmierzał Harry z bananem w jednej ręce i sokiem w drugiej. - Mam ten twój sok!
- Oo świetnie! - ucieszył się blondyn, wyciągając ręce do Harry'ego. Harry szybko cofnął butelkę.
- A a a! - pogroził mu bananem przed nosem. - Co się mówi?
- Oddaj sok. - Niall wstał.
- A coś innego? - loczek wyszczerzył się jeszcze bardziej.
- Dawaj sok.
- Magiczne słowo?
- Abrakadabra. - Niall próbował wyrwać przyjacielowi butelkę.
- Coś innego?
- Oddawaj chamie niemyty mój sok!!! - skorzystałam z okazji, zaszłam Harry'ego od tyłu i wyrwałam mu obiekt pożądania.
- Dzięk... - zaczął Niall, ale nie skończył, widząc że upijam łyk soku. - Ej! - podszedł do mnie.
- Jabłkowy. - pokiwałam z uznaniem głową. - Smakuje jak siki. - zapewniłam Niall'a i oddałam mu butelkę.
- Przecież miał być wiśniow... Zayn! - zawołał blondyn. Spojrzałam za siebie. Zayn szedł w naszą stronę pijąc sok wiśniowy. - Mój to!! - krzyknął i podbiegł do mulata, wyrywając mu butelkę. Jednym susem wypił całą jej zawartość i oddał przyjacielowi pustą butelkę. Szczęśliwy wszedł do klasy.
- Niaaaaaaaaall..... - Zayn poszedł za nim. W tej chwili zabrzmiał dzwonek. Razem z Harry'm podążyłam za nimi. Okazało się, że nie będzie zwykłej lekcji, tylko zdjęcia. Przyjechał poroniony fotograf, który zrobi każdemu poronione zdjęcia. Świetnie! Lepiej być nie może!

*pół godziny później*

W kolejce stoję jeszcze tylko ja, Niall i Zayn. Harry szedł jako pierwszy, bo uznał że musi zostać uwieczniony z bananem. Przed obiektywem pindrzył się właśnie Lucas.


 - Gdyby nie ta fatalna kamizelka mógłby zrobić furorę jako model.. - podsunął Harry, zagryzając kolejnego banana.  Skąd on je bierze?! - Nie ma kompletnie wyczucia stylu...
- Mówi to facet, który nosi babskie buty... - zauważył Zayn.
- Przechlapałeś sobie.. - rzekł Harry , zbliżając się do przyjaciela.
- Następny! - wydarł się fotograf. Dzięki Bogu. Gdyby nie on, ci dwoje za pewne by się posprzeczali. Tylko złamanych nosów tu brakuje... Zayn i Niall postanowili zrobić sobie zdjęcie razem. Cóż.. dziwnie to wyglądało...


Po raz kolejny doszłam do wniosku, że to kompletni idioci. Ale pozytywni idioci. Co robić? Dziwnie jest się do tego przyznawać, ale tylko oni mi zostali. Niby między mną a Ness jest dobrze, ale to nadal nie to co przedtem. Jest inaczej. Zapomniała kim tak naprawdę jest. Udaje. Po prostu udaje. W końcu przyszła kolej na mnie. Nie miałam ochoty się uśmiechnąć. Jestem pewna, że wyszłabym na tych zdjęciach jak ponury trup, gdyby nie Niall, Zayn i Harry, którzy robili głupie miny. Zaczęłam szczerze się śmiać i przez następne 10 minut nie mogłam przestać. Pożegnałam się z nimi przy wyjściu ze szkoły. Wymieniliśmy się także numerami telefonów. Podążyłam w stronę samochodu.
- Hej. - rzuciłam do wujka Edwarda i zajęłam miejsce obok niego.
- Hej, hej. - odpowiedział. Czekaliśmy jeszcze z dobre 5 minut na Renesmee. Wreszcie się pojawiła. Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi wujek powiedział stanowcze: - Nie!
- Ale tato... - zaczęła marudzić moja kuzynka. O co im chodzi?
- Nie!
- Przepraszam bardzo! - przerwałam. - Nie wszyscy tu maja nadprzyrodzone talenty. O co wam chodzi co?
- O nic! - żachnęła się Ness. Spojrzałam pytająco na wujka, ale ten chyba też nie miał zamiaru mi odpowiedzieć.
- Super! - warknęłam. Dojechaliśmy do domu w milczeniu. Na werandzie babcia witała sie z trzema postaciami. Zayn, Harry, Niall. - Prześladujecie mnie? - zapytałam, przystając. Odwrócili się w moja stronę.
- Twój wujek zaprosił nas na wieczór horrorów. - uśmiechnął się szeroko Harry.
- Emmett Cullen!!! - wydarłam się, omijając ich i wchodząc do domu. Uśmiechnięty siedział na schodach. Rzuciłam się na niego, ciągnąc za włosy.
- Podpadasz... - powiedział, dalej się uśmiechając. Natychmiast się odsunęłam. - Myślałem, że ich lubisz. - odparł chyba poważnie.
- Bo lubię, ale mam dzisiaj zrąbany humor. Ty i oni to mieszanka wybuchowa! - wskazałam na trójkę gości.
- Nie przesadzaj.. Reszta idzie dziś na polowanie, twój ojciec też gdzieś lezie z resztą watahy, więc chata jest nasza. - zrezygnowałam i poszłam do swojego pokoju. Przez 4 godziny próbowałam się skupić na lekcjach, jednak coś mi nie pozwalało. Krzyki z dołu.
- Zamknąć się tam!!! - krzyknęłam już chyba siedemdziesiąty dziewiąty raz z rzędu. Ile można?! W końcu zgłodniałam i zdecydowałam zejść na dół coś zjeść. Weszłam do kuchni po jabłko i zerknęłam do salonu. Na podłodze walał się popcorn, a cała czwórka siedziała i gapiła się w telewizor. - Silent Hill... - mruknęłam, spoglądając na ekran. Dawno tego nie oglądałam. Usiadłam na kanapie. Z przykrością muszę stwierdzić, że kilka razy naprawdę się przestraszyłam. Po dwóch godzinach miałam dość. Poszłam się wykąpać i położyć. Nawet nie wiadomo kiedy zapadłam w głęboki sen. Nie tyle sen, co koszmar. Śnił mi się ciemny las. Biegłam i nie mogłam zaczerpnąć tchu. Zamarłam, gdy zobaczyłam, że coś przede mną się porusza. Ten ktoś dziwnie się pochylała nad.. nad ludzkim, zmasakrowanym ciałem. Gdy tylko nieznajomy podniósł głowę, rozpoznałam go. To był Aramis. Po wargach spływała mu krew. Spojrzał na mnie i szybko wstał. Potem tylko uśmiechnął się i rzucił się na mnie. Czułam jak zatapia we mnie swoje kły. I wtedy obudziłam się z wrzaskiem. Byłam cała mokra. Płakałam i nie mogłam powstrzymać łez. Do mojego pokoju wpadł rozczochrany Zayn.
- Co się dzieje? - wydyszał, siadając na łóżku.
- Zły sen.. - wymamrotałam. - To tylko zły sen...
- Trzymaj. - podał mi szklankę wody. Upiłam łyk. - Lepiej?
- Tak. Dzięki. - odpowiedziałam, odstawiając szklankę na stolik. Mocniej opatuliłam się kołdrą. - Chłodno tu. Podasz mi koc? - wskazałam fotel, na którym leżał koc. Bez słowa wstał, rozwinął go i okrył mnie nim.
- Spróbuj zasnąć. - uśmiechnął się.
- Nie dam rady... - byłam tego pewna. - Zayn...
- Tak? - nie odrywał ode mnie wzroku.
- Możesz.. Możesz ze mną zostać? - zapytałam cicho.
- Nie ma problemu. - usadowił się obok i przytulił mnie do siebie. - Już się nie bój. Jestem tu. - te słowa dźwięczały mi w uszach jeszcze przez kilka minut. Nie wiem jak, ani kiedy, ale odpłynęłam. Rano, gdy się obudziłam Zayn leżał obok. Szybko zeszłam z łóżka i podeszłam do biurka. Leżała na nim jakaś karteczka.

"Zwodzisz mnie? To o niego chodzi? Co do niego czujesz?
 Masz mnie za idiotę?! Kim dla ciebie jest, co? 
Widzę, że teraz dopiero rozpoczęła się prawdziwa walka. 
Na śmierć i życie... 
O ciebie."

                                                       ~A

sobota, 23 maja 2015

Rozdział 25 " Nie ignoruj mnie!"

_Oczami Niki_

Szczerze mówiąc, to trochę się zasiedziałam. Tata dzwonił chyba z dziesięć razy. W końcu poprosiłam Liam'a, żeby wyrysował mi te świecące drzwi. Wypadłam tuż obok łóżka w swoim pokoju. Chyba wypada ich poinformować, że wróciłam.
- Jestem!!! - wydarłam się tak, jak najgłośniej umiałam.
- Nie jesteśmy głusi!!! - odpowiedział mi równie głośny krzyk wujka Emmetta. No pewnie. Jemu to się wolno drzeć, ale jak ja zacznę - to źle. Postanowiłam zejść na dół. Gdy tylko otworzyłam drzwi, ukazał mi się mój drogi ojczulek, opierający się o futrynę.
- Długo tu stoisz? - zapytałam, przewracając oczami.
- Wystarczająco... - odpowiedział.
- Bo akurat mi to dużo mówi.
- Nie pyskuj. Dzwoniłem do ciebie kilka razy. Za każdym razem było "Zaraz będę". Pierwszy telefon wykonałem o 14.21. Jest 17:13, jak się wytłumaczysz?
- Ugh.. - westchnęłam. - Po pierwsze: Nie jestem małą dziewczynką! Po drugie: Umiem o siebie zadbać. Po trzecie: Nie piję, nie palę, nie ćpam. Po czwarte: Chyba mam prawo spędzić czas z przyjaciółmi, prawda? Pragnę wspomnieć, że sam w młodości przysparzałeś dziadkowi kłopotów, całe noce chodziłeś po lasach z Sam'em i resztą. Dodatkowo brałeś udział w bitwach z wampirami, w jednej z nich zostałeś ranny...
- Dobra, dobra... - przerwał mi. - Tym razem wygrałaś. - Przepuścił mnie w drzwiach. Dumnie go wyminęłam, kierując się ku schodom.
- Tato? - zawołałam, spoglądając na niego.
- Taak?
- Zmieniłam hasło do laptopa, a telefon mam ze sobą. Nie poczytasz sobie.. - uśmiechnęłam się i zbiegłam na dół. Zajrzałam do salonu, gdzie leżał rozwalony wujek Emmett, a na fotelu wujek Jasper, czytający jakąś obszerną książkę.
- Buu! - aż podskoczyłam.
- Renesmee! - krzyknęłam. Ona tylko stała i głupkowato się uśmiechała.


- To moje imię. - potwierdziła.
- Czego chcesz? - zapytałam, wymijając ją i kierując się w stronę drugiego pokoju gościnnego.
- Miłe przywitanie. Nie ma co.
- Ha ha. Sugerujesz, że zasłużyłaś na coś innego?
- O co ci chodzi, co? - ruda podążyła za mną.
- Nie lubię tego idioty, nie wiem co w nim widzisz. Wykorzystuje twoją naiwność. I tyle. Hej mamo. - powiedziałam, widząc mamę, przeglądającą jakieś gazety.



- Hej słonko. - przeszłam dalej, wprost do biblioteki.
- Nie ignoruj mnie! - Renesmee złapała mnie za rękę. - Powiedz wszystko, co chcesz powiedzieć i daruj sobie te swoje cyrki, dobrze? - Odwróciłam się w jej stronę.
- Sama tego chciałaś... Najpierw facet puszcza ci oczko, po czym nabija się z ciebie przy wszystkich, mówi o tobie jak o ostatniej ofierze. Potem prawi komplementy. Na końcu PRZEZ INTERNET oświadcza ci, że cię kocha i chce z tobą być. Ty zgadzasz się poprzez "Ok". I oczywiście udajecie piękną, słodką, kochającą parę, podczas gdy tak naprawdę w ogóle się nie znacie. Amen. - wyrwałam się z jej uścisku.
- Mam dość. Dobrze, nie tolerujesz go, ale nie skazuj nas na wieczne kłótnie. Proszę Niki! Jesteśmy tu tylko dwie pamiętasz? - spojrzała na mnie swoimi proszącymi oczkami. - Zależy mi na nim. Tak bardzo, bardzo... Boli cię moje szczęście?
- Ugh.. nie. Ja tylko... Dobra! Ale nie licz, że będę miła dla tej przerośniętej małpy.
- Dziękuję! - rzuciła mi się na szyje. - Zapraszam cię dziś na kolacje, do nas do domu. Możesz zabrać kogoś ze sobą. Będzie Luc, ja, kilka osób ze szkoły i ty.
- Ha ha ha aha aha aha aaha haaa... - zaśmiałam się sztucznie. - Nie. - ucięłam krótko.
- Oj no proszę cię... Będziesz mogła mu docinać.. Zagramy w zbijaka... Będzie twarda piłka.
- Zgoda. - wyszczerzyłam się w uśmiechu. Jeśli istnieje jakaś okazja, by przywalić temu baranowi, z największą przyjemnością ją wykorzystam.

* 2 godziny później*

Tak jak mówiła Ness... Są "Przyjaciele" przerośniętej małpy. Grill, rozmowy i żałosne śmiechy tych plastikowych dziewczyn. Super. Lepiej być nie może. Wszystkie są wypindrzone, umalowane i wystrojone. Każda ma miniówkę, Ness ubrała suknię w kwiaty, a ja.. cóż.. wygodne jeansy, bluza z kapturem i kurtka. Tak właściwie to po cholerę mam się stroić?
- Dobra.. - odezwałam się po ok. 1,5 godziny milczenia. - Zaraz się rozpada, więc pora zagrać w zbijaka.
- Przecież nie będę grała w takim stroju! - oburzyła się jedna z plastikowych dam. Chyba Ella.
- Ja też nie! - dodała natychmiast Candy.
- Oj, dajcie spokój. - odezwał się Lucas, patrząc na mnie złośliwie. - Gramy. - odwzajemniłam chłodny uśmiech. Niech pożegna się z zębami.
Rozgrywka trwała już dobre pół godziny. Z niechęcią stwierdzam, że tam małpa potrafi grać. Ciągle łapie.
- Zaczyna padać! - wydarła się Ella. Lucas spojrzał w niebo, a ja wykorzystałam okazję i uderzyłam go piłką w... no  każdy wie gdzie. Zgiął się w pół, patrząc na mnie nienawistnie. Wszyscy zbiegli się wokół niego. Prócz mnie oczywiście. Stałam tak  i obserwowałam tą komedię.

- To ja już pójdę! - zawołałam i zadowolona z siebie podążyłam w kierunku domu. W połowie drogi usłyszałam jakiś szmer. Zawiał wiatr i poczułam znajomy mi zapach. - Czego chcesz? - zapytałam.
- Porozmawiać. Tylko porozmawiać. - Aramis zeskoczył z drzewa i wylądował tuż przede mną.
- Nie mamy o czym rozmawiać... - spojrzałam mu w oczy. Czerwone. Jadł niedawno.
- Nie zabijam ludzi stąd rozumiesz? Mój wujek mieszka w Azji. Co jakiś czas włamuje się do stacji krwiodawstwa i kradnie krew. Przesyła mi ją tylko po to, żebym już nie musiał zabijać...
 - Czy ty siebie słyszysz? - zapytałam. - Stacja krwiodawstwa. Ta krew mogła uratować komuś życie. Może nawet małemu, kilkumiesięcznemu dziecku. A ty tak po prostu oświadczasz, że ją wypijasz. Świetnie. Twoim zdaniem różni się to od zabijania? Moim zdaniem niewiele. - wyminęłam go i ruszyłam powoli ścieżką. Sama nie wiem czemu powoli. Chyba chciałam, żeby mnie dogonił. Ugh! Dominica ogarnij się! To zabójca!
- Musisz zgrywać bohaterkę? - dogonił mnie i chwycił za rękę. Nie wyrwałam się. Stanął naprzeciwko mnie. - Wiesz, ze natury nie zmienię. Chciałbym, ale nie potrafię. Czy możesz dać mi szanse? Chociaż  spróbuj.
- Ja... - zająknęłam się. W pewnym sensie ma racje. Przecież to jego natura. Żyje tak już kawał czasu. Sam nie zabija. Może przyczynia się do śmierci, ale w sposób jak najdelikatniejszy... - Nie wiem. - nie odrywałam od niego wzroku.
- Przemyśl to proszę. Niedługo znów się zobaczymy. - przytulił mnie delikatnie, po czym zniknął. I co ja mam teraz zrobić? Dać mu szanse?!
- Oho.. młoda... - spojrzałam w miejsce, z którego dochodził głos wujka Emmetta. - Jeśli twój ojciec się dowie ten twój przyjaciel zawiśnie. - dokończył, opierając się o drzewo.
- Nic nie powiesz!
- To zależy.
- Od czego? - westchnęłam.
- Czyj  jest telewizor?
- Twój.. - szepnęłam.
- Kto tu jest panem i władcą?
- Ty.
- No. To teraz podpadnij, a Jake się o wszystkim dowie... - podszedł i objął mnie ramieniem. - Miło robi się z tobą interesy. - dodał i oboje ruszyliśmy w kierunku domu. Nawet nie miałam siły, żeby się z nim kłócić. Tylko jedna osoba zaprzątała mi głowę.

piątek, 15 maja 2015

LBA

Za nominację dziękuję Ruby Vine


Oto pytania:
1. Kto jest Twoim autorytetem? Uzasadnij swoją wypowiedź.
Hmm... Tak szczerze to się nigdy nad tym nie zastanawiałam, ale teraz myślę i stwierdzam iż mój tata. Jest to z pewnością osoba godna naśladowania. Mimo wszelkich problemów brnie przez życie z uśmiechem, zawsze potrafi mnie zrozumieć i pomóc.
2. Ostatnie książki, które przeczytałaś?
"Rywalki" i Dary Anioła
3. Którą książkową postać, chciałabyś przenieść do rzeczywistości, a potem ją poznać? Dlaczego?
Uuuu trudne pytanie.. Harry Potter? Tak. Zdecydowanie on. Głównie dlatego, że to chłopak który stracił rodziców, żyłby samotnie gdyby nie dwójka najlepszych przyjaciół. Imponował mi przede wszystkim odwagą i lojalnością.
4. Jak myślisz co zobaczyłabyś w Zwierciadle Ain Eingarp?
Nie mam zielonego pojęcia.
5. Pamiętasz swoje sny? Jeśli tak opisz najdziwniejszy, który do tej pory Ci się przyśnił.
Moje sny to jedna wielka zagadka. Jednym z tych dziwniejszych był taki, w którym siedziałam na swoim łóżku, a wokół mnie było pełno jadowitych węży. Brrr...
6. Masz swoje motto? Jeśli tak, zacytuj.
Nie posiadam
7. Gdybyś miała wybrać jedną, magiczną moc, jaką byś wybrała?
Latanie :D


Ja nominuję:






Oto pytania:
1. Skąd pomysł na bloga o takiej, a nie innej tematyce?
2. Jest w twoim życiu osoba, którą podziwiasz?
3. Podaj swoje dwie cechy. Jedną negatywną, drugą pozytywną.
4. Co wolisz? Filmy akcji, horrory, a może fantasy?
 5. Ulubiony piosenkarz/ zespół/ piosenkarka?
6. Jaki jest główny powód, dla którego piszesz?

wtorek, 12 maja 2015

Rozdział 24 "I gdzie ten Anioł?"

_Oczami Nik_

- Dobra.. - Niall wstał jako pierwszy. - To wy ją oprowadźcie, a ja....
- Pomożesz mi zanieść Louis'a do skrzydła szpitalnego. - dokończył Zayn.
- A potem... - wtrącił znów Niall.
- Tak, tak wiemy... - przerwał Liam. - Pójdziesz coś zjeść. - Niall żywo pokiwał głową. Chwycił Louis'a za ręce, zostawiając Zayn'owi nogi.
- To uwłacza mojej czci.. - szepnął ledwie dosłyszalnie Louis.
- Nie gadaj tyle, bo się zmęczysz.. - powiedział Liam i wskazał mi wielkie drzwi. - Panie przodem. - Opuściłam tą sale z niechęcią. Była cudowna. Szczerze mówiąc inaczej wyobrażałam sobie ten Instytut.
 Weszliśmy po schodach i skręciliśmy w prawo. Po lewej stronie było mnóstwo drzwi.
- Co tam jest? - zapytałam. Liam, który mi przewodził zatrzymał się.
- Pokoje gościnne. Nie sądzę, aby były interesujące. - uśmiechnął się. Zszedł bo krętych schodkach i pchnął niewielkie drzwi.- Zbrojownia.



- Czemu wszystko jest w gablotach? To jakaś wystawa?
- Te miecze, zbroje, sztylety są tu zbierane od 4000 lat. A ponieważ każdy Nocny Łowca ma swoją broń zazwyczaj do końca życia, musimy dbać o nasze dziedzictwo. - dodał i udał się do kolejnych drzwi.
- Sala tortur... Właściwie jej pozostałości.
- Pozostałości? - spojrzałam na niego pytająco.
- W tym Instytucie nie było nigdy sali tortur. Nikt nie pieści się z demonami. To pozostałości pierwszej sali przywiezione z Clawdtown. To ulubione miejsce Harry'ego. - wzdrygnęłam się lekko, po czym ruszyłam za Liam'em. Wyprowadził mnie krętymi uliczkami na górę.
- Przejdźmy do przyjemniejszych rzeczy... - zobaczyłam przed sobą Harry'ego. - Jadalnia. - otworzył przede mną pozłacane drzwi. - Tu jemy.


- Wow! - wymsknęło mi się, na widok tej sali. - Ile was tu mieszka?
- Siedmiu. - rzekł Harry, skubiąc banana.
- Sześciu. - poprawił go Liam. - Kevin się nie liczy.
- Liczy! - spojrzał na niego loczek. - Louis go kocha!
- To! Nie go, tylko to!
- Chwila! - przerwałam im. - Kim do cholery jest Kevin?
- Plastikowy gołąb Louis'a, siedzący w arboretum. - spojrzał na mnie zrezygnowany brunet.
- Sześciu! - powiedziałam zdecydowanie, wymijając ich obu. - Gdzie teraz? - zapytałam rozglądając się po korytarzach.
- Tędy! - Harry ruszył przede mną.
- Pajac.. - syknął Liam, idąc równo ze mną. Weszliśmy na drugie piętro.
- Sypialnie..  - uśmiechnął się łobuzersko Harry i otworzył przede mną drzwi. Zerknęłam do środka. - Ta jest moja.
- Trochę.. dziewczęca... - powiedziałam najciszej  jak umiałam.
- Ej! - Harry uderzył mnie lekko w głowę. - To styl z XIX wieku! Brak ci gustu...
- Dobra.. dobra... bogato tu.
- Już lepiej. Idziemy dalej. - przeszliśmy kawałek. - Pokój Niallera.


- Chyba lubi czerwony... - podsumowałam go.
- To styl pochodzący z Irlandii. - powiedział Liam, stając obok mnie. - Niall czasami tęskni za domem.
- Jest Irlandczykiem? - zapytałam.
- Wychowywał się w Irlandii. Mieszkał tam przez 8 lat. - Przeszliśmy do kolejnego pokoju.
- Zayn.

- Aż razi tym niebieskim...
- Tez mi się nie podoba.. - rzekł Harry. Oczywiście z pełną buzią.
- Ten jest mój. - otworzył kolejne drzwi Liam.


- Ale piękne ściany.. - spojrzałam na rzeźbione ornamenty.
- Phi. - prychnął Harry i poszedł dalej. - Louis. - wskazał na wnętrze pokoju.

- Ile obrazów...
- To przodkowie Louis'a,.
- Ale.. ci wszyscy? - weszłam głębiej, przyglądając się portretom.
- Louis pochodzi z bardzo starej rodziny Nefilim. Tomlinsonowie byli jedną z rodzin rządzących. Lou ma jeszcze siostrę, Lottie,  są ostatnimi z rodu. Zawsze powtarza, że wszystko co ma to swoje dziedzictwo i siostra. - wyjaśnił Liam.
- A rodzice? - zapytałam.
- Nie żyją. Zaginęli 14 lat temu. Długo ich szukano. W końcu po 10 latach uznano ich za zmarłych... Może przejdźmy dalej ... - chodziliśmy po tym piętrze dalej, co jakiś czas zaglądając w pokoje. Większość to pokoje dla gości i salony.
- Kto jest szóstym mieszkańcem? - zagadnęłam.
- Hodge. - powiedział Harry, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem.
- Że kto?
- Opiekun tego Instytutu. Starszy, siwy, w wyblakłym garniturku. Ma fioła na punkcie swojego wąsa i czarnego kruka. Hugo się zwie. Nie cierpię ścierwa... - albo mi się wydawało albo się wzdrygnął.- Gabinet Hodge'a. - Weszliśmy do kolejnego pomieszczenia. Robi wrażenie. - No patrz... Wywiało staruszka. Trudno. Idziemy na drugie.

Skierowaliśmy się na drugie piętro. Tym razem prowadził Liam.
- Jedno z moich ulubionych miejsc.To taki pokój wspólny...

 
- Piękny.. - ten pokój był zdecydowanie najpiękniejszy. Ale pozostało jeszcze kilka innych. Przeszliśmy całe drugie piętro. Nie było tam nic wielce specjalnego. Kilka salonów z zabytkami.. ups.. przepraszam. Dziedzictwem. 



 - I parter. - podsumował Harry, gdy już schodziliśmy na dół. - Wpierw Kaplica. - pokierował nami i po chwili znaleźliśmy się w. Nie. To nie Kaplica. To ogromniasty kościół.

 Zastanawia mnie tylko po co tyle ławek na 6 osób. Mniejsza.
- Co jeszcze zostało? - zapytał Liam.
- Sala Tronowa! - uśmiechnął się loczek.
- Prowadź.. - zachęcił Liam.

- Po kiego grzyba wam tron? - zapytałam, wchodząc do ogromniastej sali.

- Do siedzenia? - zapytał z ironią Harry, opierając się o jedną z kolumn.
- Ha. Ha. - dodałam. - Macie króla?
- Nie.
- Królową?
- Nie.
- Księcia?
- Nie.
- Księżniczkę?
- Nie.
- To dla Opiekuna Instytutu?
- Nie.
- Umiesz mówić coś innego?! - zirytowałam się.
- Nie. - odpowiedział za niego Liam.
- To dla kogo ten tron?! - wrzasnęłam tracąc cierpliwość.
- Dla Anioła. - odpowiedział spokojnie brunet.
- I gdzie ten Anioł? - żaden z nich nie odpowiedział.
- Biblioteka.. - wymruczał Harry prowadząc nas w stronę drzwi.
- Robi wrażenie.... - zapewniłam. Znajdowałam się w wielkiej komnacie. W sensie bibliotece. Mama by się ucieszyła. - To ten Anioł tak? - zapytałam, wskazując na rzeźbę.
- Dokładnie. - kiwnął głową Liam.
- Napatrzyłaś się? - zapytał Harry, opierając się o drzwi. - Nie lubię tego miejsca. Coś zostało Liam?
- Oranżeria... - mruknął w odpowiedzi.
- To ja poszukam Zayn'a. - tyle co go widziałam. Nie rozumiem, czemu tak szybko się zmył? Czy ta Oranżeria to coś złego?
- Chodźmy. - uśmiechnął się Liam. Czy on nie ma wad? Zawsze uśmiechnięty i uprzejmy dla wszystkich. To wkurzające. Ale uśmiech ma uroczy. Nawet nie zauważyłam, gdy znaleźliśmy się przed błękitnymi drzwiami. - Śmiało. - pchnęłam drzwi.
To co ukazało się moim oczom odebrało mi mowę. Bez słowa pokonywałam dróżkę, nie mogąc nadziwić się barwom, rodzajom kwiatów i krzewów. Jednak coś przykuło moją uwagę. Zatrzymałam się.
- To nie ten sam Anioł? Prawda? - zapytałam wskazując na rzeźbę. - Kto to?



- Naprawdę musisz wiedzieć? - westchnął Liam.
- Proszę..
- To nie Anioł. To Nefilim. Możemy iść dalej?
- Liam. Proszę!
- To siostra Zayn'a i Harry'ego.
- Co, że co?! - spojrzałam na niego jak na wariata.
- Długa historia.
- Mam czas. - zapewniłam rozsiadając się na ławce.
- To Lucy Wayne. Młodsza siostra Zayn'a i Harry'ego. Została porwana i zamordowana przez demony.
- To straszne... Jak długo..?
- Nie żyje już 3 lata.
- Czy to dlatego Harry nie chciał tu wejść? - zapytałam.
- Tak. - potwierdził, siadając obok mnie. - Oboje tragicznie to przeżyli. Harry zaczął się zachowywać jakby.. to się nigdy nie stało. Trochę tak jakby nie miał siostry. Natomiast Zayn.. cóż. Był bardziej związany z  Lucy. W końcu jest najstarszy z nich. Zawsze się nią zajmował. Tej nocy, gdy ją porwano był ze mną na patrolu. Gdy wróciliśmy do Instytutu jego rodzice nie żyli, a siostry już nie było. Harry w tym czasie razem z Lou i Niall'em patrolowali inną część miasta. Wtedy wyszła na jaw zdrada. Demony nie mogą od tak sobie wejść do Instytutów. To miejsca święte. Ktoś przywołał je od środka. 3 miesiące po tym incydencie Instytut zamknięto. Wracając do Lucy... Później dostaliśmy tylko.. jej martwe ciało. To było straszne. Byłem wtedy w bibliotece. Starałem się nakreślić nowe runy. Przez portal coś wypadło. Otworzyłem to i wrzasnąłem. Razem z opiekunem Instytutu w Nowym Jorku zamknęliśmy ciało w trumnie. Zadbaliśmy o to, aby ani Zayn, ani Harry go nie widzieli. Odbył się pogrzeb, a całą naszą piątkę odesłano do Idrisu. Ojczyzny wszystkich Nocnych Łowców. Mieszkaliśmy tam 2,5 roku. Wtedy wysłano nas tutaj. Chcieliśmy, żeby pamięć o Lucy przetrwała, więc sprezentowaliśmy braciom pomnik ich siostry. Od tego czasu Zayn często tu przychodzi. Natomiast Harry... Nie chce nawet słyszeć o Oranżerii. On pragnie się odciąć od przeszłości.
- Czy Zayn jest nadopiekuńczy wobec Harry'ego? - zapytałam.
- Zauważyłaś? - uśmiechnął się.
- Nie... Nie żeby o było widoczne czy coś.. po prostu tak mi się wydaje.
- Dobrze ci się wydaje.
- Jakie oczy miała... miała Lucy? - spojrzałam na Liam'a.
- Dokładnie takie same oczy jak Zayn i kręcone, śliczne włosy Harry'ego... - przypomniałam sobie Alaskę, lochy, martwe ciało dziewczyny i Zayn'a. To w nią się wpatrywał. Widział w tej dziewczynie Lucy. - Spójrz. - wyjął z kieszeni telefon. Wow! Telefon! A myślałam, że oni żyją średniowieczem. - To jest Lucy...

- Śliczna... - powiedziałam, spoglądając na dziewczynę ze zdjęcia.
- To zdjęcie zostało zrobione tydzień przed porwaniem. W dzień jej 15-stych urodzin. - Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w ciszy. Liam nie mógł oderwać wzroku od Lucy. On chyba coś do niej czuł... - Dobra. Pora coś zjeść. Chodź.

Mam fazę na obrazki... musicie mi wybaczyć ;)
Love lives in music