piątek, 15 maja 2015

LBA

Za nominację dziękuję Ruby Vine


Oto pytania:
1. Kto jest Twoim autorytetem? Uzasadnij swoją wypowiedź.
Hmm... Tak szczerze to się nigdy nad tym nie zastanawiałam, ale teraz myślę i stwierdzam iż mój tata. Jest to z pewnością osoba godna naśladowania. Mimo wszelkich problemów brnie przez życie z uśmiechem, zawsze potrafi mnie zrozumieć i pomóc.
2. Ostatnie książki, które przeczytałaś?
"Rywalki" i Dary Anioła
3. Którą książkową postać, chciałabyś przenieść do rzeczywistości, a potem ją poznać? Dlaczego?
Uuuu trudne pytanie.. Harry Potter? Tak. Zdecydowanie on. Głównie dlatego, że to chłopak który stracił rodziców, żyłby samotnie gdyby nie dwójka najlepszych przyjaciół. Imponował mi przede wszystkim odwagą i lojalnością.
4. Jak myślisz co zobaczyłabyś w Zwierciadle Ain Eingarp?
Nie mam zielonego pojęcia.
5. Pamiętasz swoje sny? Jeśli tak opisz najdziwniejszy, który do tej pory Ci się przyśnił.
Moje sny to jedna wielka zagadka. Jednym z tych dziwniejszych był taki, w którym siedziałam na swoim łóżku, a wokół mnie było pełno jadowitych węży. Brrr...
6. Masz swoje motto? Jeśli tak, zacytuj.
Nie posiadam
7. Gdybyś miała wybrać jedną, magiczną moc, jaką byś wybrała?
Latanie :D


Ja nominuję:






Oto pytania:
1. Skąd pomysł na bloga o takiej, a nie innej tematyce?
2. Jest w twoim życiu osoba, którą podziwiasz?
3. Podaj swoje dwie cechy. Jedną negatywną, drugą pozytywną.
4. Co wolisz? Filmy akcji, horrory, a może fantasy?
 5. Ulubiony piosenkarz/ zespół/ piosenkarka?
6. Jaki jest główny powód, dla którego piszesz?

wtorek, 12 maja 2015

Rozdział 24 "I gdzie ten Anioł?"

_Oczami Nik_

- Dobra.. - Niall wstał jako pierwszy. - To wy ją oprowadźcie, a ja....
- Pomożesz mi zanieść Louis'a do skrzydła szpitalnego. - dokończył Zayn.
- A potem... - wtrącił znów Niall.
- Tak, tak wiemy... - przerwał Liam. - Pójdziesz coś zjeść. - Niall żywo pokiwał głową. Chwycił Louis'a za ręce, zostawiając Zayn'owi nogi.
- To uwłacza mojej czci.. - szepnął ledwie dosłyszalnie Louis.
- Nie gadaj tyle, bo się zmęczysz.. - powiedział Liam i wskazał mi wielkie drzwi. - Panie przodem. - Opuściłam tą sale z niechęcią. Była cudowna. Szczerze mówiąc inaczej wyobrażałam sobie ten Instytut.
 Weszliśmy po schodach i skręciliśmy w prawo. Po lewej stronie było mnóstwo drzwi.
- Co tam jest? - zapytałam. Liam, który mi przewodził zatrzymał się.
- Pokoje gościnne. Nie sądzę, aby były interesujące. - uśmiechnął się. Zszedł bo krętych schodkach i pchnął niewielkie drzwi.- Zbrojownia.



- Czemu wszystko jest w gablotach? To jakaś wystawa?
- Te miecze, zbroje, sztylety są tu zbierane od 4000 lat. A ponieważ każdy Nocny Łowca ma swoją broń zazwyczaj do końca życia, musimy dbać o nasze dziedzictwo. - dodał i udał się do kolejnych drzwi.
- Sala tortur... Właściwie jej pozostałości.
- Pozostałości? - spojrzałam na niego pytająco.
- W tym Instytucie nie było nigdy sali tortur. Nikt nie pieści się z demonami. To pozostałości pierwszej sali przywiezione z Clawdtown. To ulubione miejsce Harry'ego. - wzdrygnęłam się lekko, po czym ruszyłam za Liam'em. Wyprowadził mnie krętymi uliczkami na górę.
- Przejdźmy do przyjemniejszych rzeczy... - zobaczyłam przed sobą Harry'ego. - Jadalnia. - otworzył przede mną pozłacane drzwi. - Tu jemy.


- Wow! - wymsknęło mi się, na widok tej sali. - Ile was tu mieszka?
- Siedmiu. - rzekł Harry, skubiąc banana.
- Sześciu. - poprawił go Liam. - Kevin się nie liczy.
- Liczy! - spojrzał na niego loczek. - Louis go kocha!
- To! Nie go, tylko to!
- Chwila! - przerwałam im. - Kim do cholery jest Kevin?
- Plastikowy gołąb Louis'a, siedzący w arboretum. - spojrzał na mnie zrezygnowany brunet.
- Sześciu! - powiedziałam zdecydowanie, wymijając ich obu. - Gdzie teraz? - zapytałam rozglądając się po korytarzach.
- Tędy! - Harry ruszył przede mną.
- Pajac.. - syknął Liam, idąc równo ze mną. Weszliśmy na drugie piętro.
- Sypialnie..  - uśmiechnął się łobuzersko Harry i otworzył przede mną drzwi. Zerknęłam do środka. - Ta jest moja.
- Trochę.. dziewczęca... - powiedziałam najciszej  jak umiałam.
- Ej! - Harry uderzył mnie lekko w głowę. - To styl z XIX wieku! Brak ci gustu...
- Dobra.. dobra... bogato tu.
- Już lepiej. Idziemy dalej. - przeszliśmy kawałek. - Pokój Niallera.


- Chyba lubi czerwony... - podsumowałam go.
- To styl pochodzący z Irlandii. - powiedział Liam, stając obok mnie. - Niall czasami tęskni za domem.
- Jest Irlandczykiem? - zapytałam.
- Wychowywał się w Irlandii. Mieszkał tam przez 8 lat. - Przeszliśmy do kolejnego pokoju.
- Zayn.

- Aż razi tym niebieskim...
- Tez mi się nie podoba.. - rzekł Harry. Oczywiście z pełną buzią.
- Ten jest mój. - otworzył kolejne drzwi Liam.


- Ale piękne ściany.. - spojrzałam na rzeźbione ornamenty.
- Phi. - prychnął Harry i poszedł dalej. - Louis. - wskazał na wnętrze pokoju.

- Ile obrazów...
- To przodkowie Louis'a,.
- Ale.. ci wszyscy? - weszłam głębiej, przyglądając się portretom.
- Louis pochodzi z bardzo starej rodziny Nefilim. Tomlinsonowie byli jedną z rodzin rządzących. Lou ma jeszcze siostrę, Lottie,  są ostatnimi z rodu. Zawsze powtarza, że wszystko co ma to swoje dziedzictwo i siostra. - wyjaśnił Liam.
- A rodzice? - zapytałam.
- Nie żyją. Zaginęli 14 lat temu. Długo ich szukano. W końcu po 10 latach uznano ich za zmarłych... Może przejdźmy dalej ... - chodziliśmy po tym piętrze dalej, co jakiś czas zaglądając w pokoje. Większość to pokoje dla gości i salony.
- Kto jest szóstym mieszkańcem? - zagadnęłam.
- Hodge. - powiedział Harry, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem.
- Że kto?
- Opiekun tego Instytutu. Starszy, siwy, w wyblakłym garniturku. Ma fioła na punkcie swojego wąsa i czarnego kruka. Hugo się zwie. Nie cierpię ścierwa... - albo mi się wydawało albo się wzdrygnął.- Gabinet Hodge'a. - Weszliśmy do kolejnego pomieszczenia. Robi wrażenie. - No patrz... Wywiało staruszka. Trudno. Idziemy na drugie.

Skierowaliśmy się na drugie piętro. Tym razem prowadził Liam.
- Jedno z moich ulubionych miejsc.To taki pokój wspólny...

 
- Piękny.. - ten pokój był zdecydowanie najpiękniejszy. Ale pozostało jeszcze kilka innych. Przeszliśmy całe drugie piętro. Nie było tam nic wielce specjalnego. Kilka salonów z zabytkami.. ups.. przepraszam. Dziedzictwem. 



 - I parter. - podsumował Harry, gdy już schodziliśmy na dół. - Wpierw Kaplica. - pokierował nami i po chwili znaleźliśmy się w. Nie. To nie Kaplica. To ogromniasty kościół.

 Zastanawia mnie tylko po co tyle ławek na 6 osób. Mniejsza.
- Co jeszcze zostało? - zapytał Liam.
- Sala Tronowa! - uśmiechnął się loczek.
- Prowadź.. - zachęcił Liam.

- Po kiego grzyba wam tron? - zapytałam, wchodząc do ogromniastej sali.

- Do siedzenia? - zapytał z ironią Harry, opierając się o jedną z kolumn.
- Ha. Ha. - dodałam. - Macie króla?
- Nie.
- Królową?
- Nie.
- Księcia?
- Nie.
- Księżniczkę?
- Nie.
- To dla Opiekuna Instytutu?
- Nie.
- Umiesz mówić coś innego?! - zirytowałam się.
- Nie. - odpowiedział za niego Liam.
- To dla kogo ten tron?! - wrzasnęłam tracąc cierpliwość.
- Dla Anioła. - odpowiedział spokojnie brunet.
- I gdzie ten Anioł? - żaden z nich nie odpowiedział.
- Biblioteka.. - wymruczał Harry prowadząc nas w stronę drzwi.
- Robi wrażenie.... - zapewniłam. Znajdowałam się w wielkiej komnacie. W sensie bibliotece. Mama by się ucieszyła. - To ten Anioł tak? - zapytałam, wskazując na rzeźbę.
- Dokładnie. - kiwnął głową Liam.
- Napatrzyłaś się? - zapytał Harry, opierając się o drzwi. - Nie lubię tego miejsca. Coś zostało Liam?
- Oranżeria... - mruknął w odpowiedzi.
- To ja poszukam Zayn'a. - tyle co go widziałam. Nie rozumiem, czemu tak szybko się zmył? Czy ta Oranżeria to coś złego?
- Chodźmy. - uśmiechnął się Liam. Czy on nie ma wad? Zawsze uśmiechnięty i uprzejmy dla wszystkich. To wkurzające. Ale uśmiech ma uroczy. Nawet nie zauważyłam, gdy znaleźliśmy się przed błękitnymi drzwiami. - Śmiało. - pchnęłam drzwi.
To co ukazało się moim oczom odebrało mi mowę. Bez słowa pokonywałam dróżkę, nie mogąc nadziwić się barwom, rodzajom kwiatów i krzewów. Jednak coś przykuło moją uwagę. Zatrzymałam się.
- To nie ten sam Anioł? Prawda? - zapytałam wskazując na rzeźbę. - Kto to?



- Naprawdę musisz wiedzieć? - westchnął Liam.
- Proszę..
- To nie Anioł. To Nefilim. Możemy iść dalej?
- Liam. Proszę!
- To siostra Zayn'a i Harry'ego.
- Co, że co?! - spojrzałam na niego jak na wariata.
- Długa historia.
- Mam czas. - zapewniłam rozsiadając się na ławce.
- To Lucy Wayne. Młodsza siostra Zayn'a i Harry'ego. Została porwana i zamordowana przez demony.
- To straszne... Jak długo..?
- Nie żyje już 3 lata.
- Czy to dlatego Harry nie chciał tu wejść? - zapytałam.
- Tak. - potwierdził, siadając obok mnie. - Oboje tragicznie to przeżyli. Harry zaczął się zachowywać jakby.. to się nigdy nie stało. Trochę tak jakby nie miał siostry. Natomiast Zayn.. cóż. Był bardziej związany z  Lucy. W końcu jest najstarszy z nich. Zawsze się nią zajmował. Tej nocy, gdy ją porwano był ze mną na patrolu. Gdy wróciliśmy do Instytutu jego rodzice nie żyli, a siostry już nie było. Harry w tym czasie razem z Lou i Niall'em patrolowali inną część miasta. Wtedy wyszła na jaw zdrada. Demony nie mogą od tak sobie wejść do Instytutów. To miejsca święte. Ktoś przywołał je od środka. 3 miesiące po tym incydencie Instytut zamknięto. Wracając do Lucy... Później dostaliśmy tylko.. jej martwe ciało. To było straszne. Byłem wtedy w bibliotece. Starałem się nakreślić nowe runy. Przez portal coś wypadło. Otworzyłem to i wrzasnąłem. Razem z opiekunem Instytutu w Nowym Jorku zamknęliśmy ciało w trumnie. Zadbaliśmy o to, aby ani Zayn, ani Harry go nie widzieli. Odbył się pogrzeb, a całą naszą piątkę odesłano do Idrisu. Ojczyzny wszystkich Nocnych Łowców. Mieszkaliśmy tam 2,5 roku. Wtedy wysłano nas tutaj. Chcieliśmy, żeby pamięć o Lucy przetrwała, więc sprezentowaliśmy braciom pomnik ich siostry. Od tego czasu Zayn często tu przychodzi. Natomiast Harry... Nie chce nawet słyszeć o Oranżerii. On pragnie się odciąć od przeszłości.
- Czy Zayn jest nadopiekuńczy wobec Harry'ego? - zapytałam.
- Zauważyłaś? - uśmiechnął się.
- Nie... Nie żeby o było widoczne czy coś.. po prostu tak mi się wydaje.
- Dobrze ci się wydaje.
- Jakie oczy miała... miała Lucy? - spojrzałam na Liam'a.
- Dokładnie takie same oczy jak Zayn i kręcone, śliczne włosy Harry'ego... - przypomniałam sobie Alaskę, lochy, martwe ciało dziewczyny i Zayn'a. To w nią się wpatrywał. Widział w tej dziewczynie Lucy. - Spójrz. - wyjął z kieszeni telefon. Wow! Telefon! A myślałam, że oni żyją średniowieczem. - To jest Lucy...

- Śliczna... - powiedziałam, spoglądając na dziewczynę ze zdjęcia.
- To zdjęcie zostało zrobione tydzień przed porwaniem. W dzień jej 15-stych urodzin. - Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w ciszy. Liam nie mógł oderwać wzroku od Lucy. On chyba coś do niej czuł... - Dobra. Pora coś zjeść. Chodź.

Mam fazę na obrazki... musicie mi wybaczyć ;)
Love lives in music 





czwartek, 7 maja 2015

Rozdział 23 " Louis on jest niewidzialny!"

_Oczami Nik_

Jestem głupia, jestem głupia, jestem głupia.. Czemu ja jestem taka głupia?! A w sumie.. i tak by nas znaleźli, więc nie ma o czym gadać. A mój ojczulek oczywiście musiał się powydzierać i zrobić ze mnie małego bobaska.. Po prostu lepiej być nie może. Znaleźliśmy tylko 5 żywych osób. Zatrzymaliśmy jakiś przejezdnych i wmówiłyśmy, że już ich tak znalazłyśmy. Zabrali ich do najbliższego szpitala.
- Robota skończona? - zapytała ciocia Alice. Kiwnęłam głową i już chciałam poszukać chłopaków, gdy ktoś mnie zatrzymał.
- Nigdzie nie idziesz. - uśmiechnęła się mama. - Zostajesz tu  z Esme. - po chwili znikła razem z resztą. Jestem skazana na babcie. Super. Ona to na pewno nie pozwoli mi tam zejść. Za nic w świecie.

_Oczami Louisa_

Nie mam zielonego pojęcia o co ta cała afera. Przecież młoda to pół wampir i pół wilk! Halo! Pobudka! Taki ktoś to chyba nigdy nie zginie, nie? Czuje się trochę dziwnie... Wędruje przez stare, przegniłe korytarze w obstawie wampirów. 
- Ej! Niall... - zagadnąłem blondyna.
- Hm? - spojrzał na mnie. Jemu chyba to nie przeszkadzało.
- Jak.. się... czujesz? - jego wzrok stał się bardziej pytający niż zwykle. Może dlatego, że praktycznie nigdy nie zadałem mu takiego pytania.
- O co ci.. - zaczął blondyn, ale ktoś mu przerwał:
- Chce wiedzieć, czy to nie dziwne że idziesz z wampirami. - odwróciłem się. Powiedział to ten... rudy? - Nie jestem rudy! - dodał. Skąd on..?
- Edward czyta w myślach... - poinformował nas Carlisle.
- Wow... - powiedziałem razem z Niall'em. I to jest coś.
- Eh.. zepsułeś nam zabawę Carlisle! - zaczął marudzić największy z Cullen'ów.
- Też mi zabawa.. - usłyszałem głos Zayn'a. Czy on kiedyś będzie szczęśliwy? 
- Ćśśś! - uciszył nas ten.. Arma... coś tam.
- Jest ich siedmiu. - odezwał się Rudy. - Damy im rade, szybko pójdzie. Ja, Eleazar, Jasper, Louis i Liam bierzemy trzech po lewej. Aramis, Zayn - Arthur jest wasz. Reszta bierze tych po prawej. - wszyscy zgodzili się bez zbędnego certolenia. Wparowaliśmy do sali i od razu rzuciłem się na pierwszego z brzegu. Szybki był. Sekundę! Zniknął! Nie ma go!
- Louis on jest niewidzialny! - usłyszałem Niall'a. - Imię!
- Gladio! - krzyknąłem i wtedy go zobaczyłem. Nacierał wprost na mnie.Uchyliłem się, szybko uderzając mieczem wprost w jego kolana. Udało się. Wampir wylądował niedaleko mnie, a jego kończyny.. no cóż... jeszcze się ruszały mimo odrąbania od reszty ciała.
- Lou!!! - usłyszałem głuchy krzyk, po czym poczułem ostry ból na plecach. Straciłem równowagę i potem nastała już tylko ciemność.

*Trzy dni później*

- Przecież powinien się już dawno obudzić! - rozpoznałem głos Niall'a.
- Robię co mogę.. - ten głos był inny. Z pewnością należał do wampira.
- Jest twardy. Da rade... - włączył się do rozmowy Liam. - Przecież to Louis Tomlinson.
- Louis William "Tommo" Tomlinson... - odezwałem się, rozchylając powieki. Nie czułem już bólu.. no może praktycznie poza kłuciem w boku, za każdym razem gdy próbowałem się poruszyć.
- Louis!!! - tuż przy mnie zjawiła się rozpromieniona twarz Niall'a i Liam'a.
- Tak mam na imię.. - wysiliłem się na uśmiech.



- Louis!!! - do pokoju wpadł Harry z bananem w ręce, a obok niego zjawił się uśmiechnięty Zayn.
- To ja! - krzyknąłem. Hazz rzucił się na mnie zamykając w szczelnym uścisku.
 Po chwili dołączyła cała reszta.
- Uroczo.. aż się łezka w oku kręci... - spojrzeliśmy w stronę, z której dobiegał głos. Stała tam Nikki z tacą pełną jedzenia. Niall od razu się ożywił.
- To dla nas? - zapytał Liam.
- Sama wszystkiego nie zjem... - podeszła i położyła wszystko na stole. Mmmm czuję frytki, pizzę i jakąś sałatkę. Już po chwili wszyscy zajadaliśmy się tymi smakołykami. 
- To.. co się stało, kiedy odleciałem? - zapytałem popijając łyk soku.
- W skrócie? - zapytał Harry. Kiwnąłem głową. - Niall zauważył, że odleciałeś, zabił swojego wampira i zajął się tym który cię zaatakował. W tym czasie ja i Zayn pobiegliśmy za tym świrem, który gdy tylko nas zobaczył ulotnił się i tylke go widzieliśmy. Na szczęście zostawił kamień tam gdzie leżał. My przewieźliśmy cię tu, a Liam wysłał kamień do naszej ojczyzny. Tam będzie bezpieczny. A teraz pozwól mi się rozkoszować tą pizzą...  - zamoczył swoje zęby w roztopionym serze.
- Coś ciekawego się działo? - zapytałem jeszcze, rozglądając się po ich radosnych twarzach.
- Prócz tego, że pełno wszędzie migdalących się ludzi jest dobrze.. - zapewnił mnie Liam. - Wszędzie zakochani. - dodał widząc moją zdezorientowaną minę.
- Liaś zazdrosny.. - rzucił Harry.
- Nie ma o co.. - odgryzł się. - Po prostu rzygam tęczą... - zapewnił.
- Nie tylko ty. - odezwała się Nik.
- Ty też..? - zapytałem.
- Byłam wczoraj u cioci. W sensie u tej mojej kuzynki. Chciałam normalnie sobie z nią pogadać, a tam co? Migdali się z tym Lucasem. Olała mnie... Miło. - dokończyła i zagryzła jabłko.
- Nie ma to jak rodzinka. - skwitował Zayn. - Myślę, że skoro się obudziłeś pora przenieść cię do Instytutu. Wypoczniesz w Skrzydle Szpitalnym.
- Pozwól mi zjeść! - oburzył się Niall.
- Dobra, dobra... - po godzinie wszystko było gotowe. Brama już wyrysowana. Podziękowaliśmy Cullen'om za opiekę. Próbowałem przekonać chłopaków, że mogę iść o kulach, ale oczywiście nie... Niesie mnie Liam i Harry.
- Gotowi? - zapytał Niall.
- Miło było. - uśmiechnęła sie Dominica. - Zapraszam częściej.
- Nikki! - w pokoju zjawiła się ta ruda. Renesmee chyba. - Czemu mnie unikasz? Porozmawiajmy!
- To ty mnie olałaś! Idź do Lucasa!
- To  my już może... - odezwał się Hazz.
- Będziemy się zbierać. - dokończył Niall i przeszedł przez bramę.
- Uciekasz od problemów?! - wydarła się Renesmee.
- Nie. - odpowiedziała stawnowczo kuzynka. - Idę na gościnę. - wskazała na bramę i zdecydowanym krokiem przeszła przez nią. Liam wzruszył razmionami i ruszył w tą samą stronę. Po chwili wszyscy byliśmy juz w Instytucie. Razem z pół - wampirem.
- Woow... - powiedziała Dominica.  



Chciałabym Was serdecznie zaprosić o tutaj ~~>  Love lives in music

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 22 "Ciebie to nie parzy? "

_Oczami Jacoba_

Hm... ta kartka od Niki wydaje mi się podejrzana. Przecież ona nie lubi tych Nocnych Łowców czy jak im tam.. Nieważne. Grunt, że ich nie lubi. Tak samo jak tatuś. Mądra dziewczynka.
- Jacob! - nagle do pokoju wpadła przerażona Alice. Od razu wiedziałem, że chodzi o moją córkę.
- Co się dzieje? - zapytałem.
- Miałam wizję. Niki wraz z Nefilimi jest na Biegunie Północnym.. na tym wizja się urwała. Była w jakimś starym zamku.
- Cholera.. - teraz już byłem zdenerwowany nie na żarty. - Gdzie reszta?!
- Nie krzycz. Już tu biegną.
- Jak mam nie krzyczeć?! Nie widzisz dalszej przyszłości mojej córki...
- Jake!  - w salonie zjawiła się reszta rodziny. W tym Veronica. Podeszła do mnie. - Uspokój sie. Krzykiem nic nie zdziałamy. Trzeba się zbierać. Musimy wymyślić jak najszybciej się tam dostać.
- Samochodem! - wykrzyknął Emmett. Czy on choć raz może zachować trochę powagi?
- Czekajcie.. - przerwała Bella. - Ktoś musi zostać. Ness jest jeszcze w szkole.. Rose? - popatrzyła na blondynkę.
- Idźcie. - Rosalie z powagą kiwnęła głową.

_Oczami Niki_ 

Razem z Zayn'em i Harry'm błądzę w lochach już od 10 minut. Nic tu nie ma prócz pajęczyn i kości. Ludzkich. Fuj.. Hm... Zaraz, zaraz... czuje coś..
- Krew... - szepnęłam. Bracia popatrzyli na mnie zdezorientowani. Ruszyłam za zapachem. Słodka, ale nieświeża już
krew...
- Niki! Zwolnij! Miałaś iść za nami pamiętasz?! - Zayn coś tam za mną paplał. Nie słuchałam go. Zatrzymałam się przed kamiennym murem. Nie było przejścia.
- Twój nos chyba zawiódł... - mruknął Harry.
- Jestem pół wampirem. - odparłam z ironią. - Nie pomylę krwi z żadnym innym zapachem. Tu musi być jakieś przejście..
- Da się to wyważć. - zauważył Zayn, pukając w ścianę. - Harry? - uśmiechnął się. - Dasz nam popis?
- Na trzy.. - odparł zielonooki. - Raz, dwa, trzy.. - w tym samym momencie naparli całą siłą na ścianę. Poskutkowało. Utorowali mi ładne przejście, podczas gdy sami skończyli w okruchach i pyle. Przeszłam przez dziurę. To co tam zobaczyłam wprawiło mnie  w osłupienie. Przed nami rozciągał się długi korytarz. Po prawej  stronie były cele. W każdej z nich co najmniej po trzy osoby. Niektóre jeszcze żywe, ale wyczerpane, inne to zmasakrowane, cuchnące zwłoki. Natomiast po lewej.. czułam spaleniznę. Mało wyraźną, ale z pewnością spaleniznę. Podeszłam bliżej.
- To zwłoki wampirów. Spalone prochy... - wyjaśnił Harry. - Do tego podpisane... Waylers John 235, Caroline Morganster 842, Alinne Loyared 594, Samantha Gredth 549... - zamiast fascynować się tymi podpisami spojrzałam na cele. Zayn stał przy jednej i gorączkowo wpatrywał się w nieżywe już, rozładające się ciało dziewczyny. Była młoda, miała ciemne, kręcone włosy i szeroko otwarte brązowo-miodowe oczy... wydawały się znajome.
- Zayn? - zapytałam cicho. Nie zareagował.
- O cholera.. - w tym samym czasie usłyszeliśmy głos Harry'ego. Spojrzałam w jego stronę i podeszłam bliżej. Na przeciw nas stały dwa uśmiechnięte wampiry. Wyjęłam łuk, a Harry miecz.
- Zabawimy się trochę... - mruknął zielonooki. Przerwał mu szczęk wydobywanego ostrza. Odwróciłam się. W naszą stronę pędził Zayn, ale jakby nie ten Zayn.. W prawej ręce mocno ściskał swój miecz. Jego oczy były czarne. Wyminął mnie i Harry'ego. Natarł na oba wampiry. Harry pobiegł tuż za nim. Nim się obejrzałam było już po wszystkim. Oboje pakowali zwłoki do celi i nakreślili tam jakieś runy.
- Zayn.. co sie dzieje? - zapytał zaniepokojony Harry.
- Nic. - odpowiedział twardo mulat. - Znajdziemy tego zwyrodnialca, a potem pomożemy tym ludziom. - zdecydowanym krokiem ruszył przed siebie. Harry wzruszył ramionami i podążył za bratem. Zrezygnowana powlokłam się za nimi. Doszliśmy do kolejnych drzwi. Te były jakby stare i przerdzewiałe. Zayn otworzył je i wparował do środka.
- Mamy naszą zgubę... - uśmiechnął się Harry. Nie za bardzo zrozumiałam o co mu chodzi, póki nie zobaczyłam go. Na samym środku pokoju siedział sobie Aramis. Dłonie miał związane jakimiś cienkimi sznurami. Nawet jak na wampira wyglądał mizernie. Nie za bardzo wiedząc co robię podbiegłam do niego..
- Stój! - zerwał się z krzesła. - nie podchodź bliżej. Są tu kraty. Niewidzialne. Palą za każdym razem, gdy się ich dotknie. - kiwnęłam przerażona głową. Zayn i Harry podeszli bliżej.
- Angelus ad ostendendum occultationem nomine!* - szepnął Harry. Przed nami pojawiły sie te kraty, o których mówił Aramis. Były to setki małych nici. - Angelici enim filum..
- A po naszemu? - zirytowałam się. 
- A.. wybacz.. - uśmiechnął sie niewinnie. - Anielskie nici...
- Czyyli? 
- Odsuń się. - rozkazał. Fajnie. Nie ma co.. Zamachnął się swoim ostrzem i trafił w nici. Na nic. Zaiskrzyły, ale ani drgnęły. Były dalej tak samo sztywne. 
- Użyj imienia... - szepnął Zayn.
- Fidei.. - zawołał Harry i jeszcze raz się zamachnął. Tym razem poskutkowało. Nici po prostu zniknęły. Podeszłam do Aramisa, chcąc uwolnic jego ręce, ale krzyknęłam i cofnęłam się. Były całe czarne, miały odciski, widziałam jego kości.
- To też jego robota.. To Anielskie nici.. - mruknął. Był wyczerpany. Nawet nie wiedziałam że wampira można tak zranić. Harry podszedł do niego i szybko rozwiązał nici.
- Ciebie to nie parzy? - zapytałam.
- Jesteśmy pół aniołami a to Anielskie Nici więc nie. - uśmiechnął się zielonooki.
- Dziękuję... - wampir spojrzał na niego z wdziecznością po czym skierował się do wyjścia. Harry spojrzał na mnie.
- Jest spragniony. Nie chce być dla  nas zagrożeniem. - wyjaśniłam. Zayn nagle się ożywił.
- Chyba nie ma zamiaru żywić się tymi ludźmi z cel?! - podążył w stronę z której przyszliśmy.Pobiegliśmy za nim. Było za późno. Aramis opierał się o kraty jednej z cel, a niedaleko niego było ciało. Nie wyczuwałam w nim ani kropli krwi. Wypił wszystko.
- Ty! - wysyczał Zayn, przykładając mu nóż do gardła.
- Nie... - usłyszeliśmy cichy głos. Odwróciłam głowę. W kącie sąsiedniej celi siedział skulony wychudzony staruszek. - Skrócił jego cierpienia... Wybrał tego z nas, który był najbliżej śmierci. Słusznie postąpił. - mulata jakoś to nie przekonało. Nie cofnął
ostrza.
- Zayn? - w korytarzu pojawił się Niall, a tuz za nim Liam i Louis. - Zostaw go. Ten staruszek ma rację. Wampir mu ulżył... - Zayn choć niechętnie schował miecz.
- Wynoś się stąd! - syknął.
- Nie. On był moim przyjacielem. Muszę wiedzieć dlaczego to robi. Poza tym... nie zostawie jej samej. - wskazał na mnie.
- To zabierz ją za sobą.
- Nie! - sprzeciwiłam się. - Pomogę wam czy to ci się podoba czy nie. Nie masz prawa mi rozkazywać!
- Żartujesz sobie?! - wrzasnął Zayn.
- Eeeee... Zayn? - przerwał blondyn. - Mamy...
- I tak mam przekichane u twojej rodziny!
- Zgadza się... - do pomieszczenia wkroczył tata. No nie! Po co oni tu przyszli?! - Jak mogłeś być takim idiotą i pozwolić jej tu przyjść!? - krzyknął, zbliżając się do czarnowłosego. Liam i Niall zagrodzili mu drogę.
- Sama chciałam tu przyjść! - zaczęłam. - Nie puściłabym ich tu samych. Dobrze wiesz że i tak bym tu przyszła, więc z łaski swojej przestan wydzierać się na wszystkich i zrozum że nie będę wiecznie siedzieć pod twoim kloszem! - długo patrzyłam w jego oczy. Dookoła panowała cisza. W końcu tata spuścił wzrok.
- Dobrze.. Dziewczyny pomogą rannym,  a my znajdziemy tego Arthura..
- Skąd...? - zaczelam ale już się domyśliłam. Wujek Edward wszystko wypaplał.
- Chodźmy! - pogonił wszystkich wujek Emmett. Razem z Łowcami , Eleazarem, dziadkiem, wujkiem Edwardem, wujkiem Jasperem poszedł za Aramisem.


*W Imię Anioła pokaż co ukrywasz!

poniedziałek, 30 marca 2015

LBA

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."


Za nominację dziękuję Koti Uriel z bloga Jesteśmy nieśmiertelni


1. Edward czy Jacob

Edward


2. Jak według ciebie powinno zakończyć się przed świtem. 

Moim zdaniem zakończyło się idealnie


3. Łamanie reguł czy ich przestrzeganie.

Zależy w jakiej sytuacji


4. Masz autograf jakieś gwiazdy. Jak go zdobyłaś.


Nie :'(


5. Masz jakiś paskudny nawyk.

Przygryzam dolną wargę

6. Twoja najlepsza cecha.

Nwm... Nie potrafię mówić o sobie 

7. Najgorsza wada.


Lenistwo


8. Ulubiony przedmiot.

Angielski


9. Znienawidzony przedmiot.

Fizyka


10. Ukochana rzecz.


Rzecz? Hmm.. Telefon


11. Znienawidzona rzecz.


Nie mam zielonego pojęcia


Ja niestety nie mam kogo nominować 

sobota, 28 marca 2015

Rozdział 21 "Chyba w cuda chłopczyk wierzy..."

Kiedy was nie było 
wpadł do mnie Zayn z przyjaciółmi.
 Chcą mi pokazać Instytut.
 Z nimi jestem bezpieczna, 
niedługo wrócę.
 Buziaczki 
                                                      Nik


- Jestem gotowa! - zbiegłam na dół, trzymając w ręce liścik do rodziny. Niall popatrzył na mnie i szybko mi go wyrwał. Zagłębił się w nim.
- Hm... - mruknął po chwili. - Nie lepiej powiedzieć prawdę? - spojrzał na mnie. Tuż za nim pojawił się Liam.
- Walnij się w ten tleniony łeb! Jak tylko dowiedzą się, że coś jest nie tak od razu zaczną nas ścigać. Dzięki temu listowi jesteśmy kilka godzin do przodu. - wyjaśnił.
- Chyba że ta... Alice zobaczy nas w wizji... - dodał Louis. 
- Nie miewa wizji już od kilku lat. Ja i tata skutecznie je blokujemy. - uśmiechnęłam się. 
- Panie skończyły plotkować? - Zayn wyszedł z kuchni. - Pora ruszać.. - skierował się w stronę drzwi.
- Czekaj! - zawołał Lou. - Trzeba dać jej jakąś broń.. - Zayn powoli się odwrócił. 
- Daj jej swój łuk.. - wtrącił Harry.
- Mój łuk?! - powtórzył Louis.
- Widziałeś kiedyś, żeby pół-wilk dotknął serafickiego ostrza? - zapytał brunet z ironią. - Daj jej to i nie gadaj. Musimy ruszać. - wraz z bratem byli już na dole. Ja ruszyłam za Louis'em po łuk...
- Sekundę! - zagadnęłam, kiedy schodziliśmy po schodach. - Przecież ja nigdy nie strzelałam z łuku.
- To proste.. - mruknął Lou. - Strzelasz instynktownie. 
- Ale...
- Zawsze możesz zostać. - wtrącił Zayn, przytrzymując mi drzwi. Wytknęłam na niego język i wyszłam przed dom. Oparty o ścianę stał piękny drewniany łuk, a obok kołczan ze strzałami. Louis pomógł mi to zapiąć. Gotowi czekaliśmy, aż Zayn skończy gadać przez telefon. Zirytowany Liam usiadł na schodach i wpatrywał się w swoje czarne buty. - Nie martw się mam ładniejsze.. - mruknął Zayn. - Dowiedziałem się tylko tyle, że musimy rozszyfrować tą zagadkę. Nie wiemy gdzie teraz jest Arthur i wątpię, że się  dowiemy... Niall daj tą kartkę.. - wszyscy zaczęliśmy się wsłuchiwać w czytającego blondyna. 
- Czekajcie! - przerwałam mu w pół słowa. - Lepiej trochę się oddalić .Wujek Edward może nas usłyszeć. - wszyscy zgodnie kiwnęli głowami. Byłam gotowa na odrobinę biegu, ale Liam mnie zdziwił. Wyjął tą.. stelę z buta i zaczął coś bazgrać na pobliskim drzewie. Po chwili czarne ślady na pniu zajaśniały. To wyglądało jak drzwi... 
- Panie przodem. - uśmiechnął się. - Wyśle nas prosto do Seattle.
- Co to jest? - zapytałam rozdziawiając usta.
- Brama--- westchnął Zayn. - Taki teleport po twojemu. A teraz właź tam i nie gadaj..
- Ale...
- Zawsze możesz zostać.. - przypomniał mi Zayn. Co to to nie. Zdecydowanym krokiem ruszyłam przed siebie. Poczułam, że zanurzam sie w jakieś galaretowatej substancji. Po kilku sekundach spadania wylądowałam na czymś śmierdzącym. Wysypisko w Seattle. Cudnie...
- Auć! - syknęłam, gdy poczułam czyiś bucior na swoim kolanie.
- Wybacz. - rozpoznałam głos Harry'ego. - Lepiej się odsuń, chyba że chcesz Niall'a na sobie. On zjada do 9 pizz dziennie.. - czym prędzej zeszłam ze sterty śmieci. Zaczęłam się rozglądać. Niebo było zachmurzone.
- Niall słoniu złaź ze mnie! - krzyknął Louis.
- Jestem lżejszy niż ty! - odparował blondyn.


- Gdybyś nie wpierdzielał 10 pizz dziennie byłbyś piórkiem, wiesz? - dodał Liam. - Auć! Zayn! Weź tego łokcia no!
- Po co się pchasz tam gdzie nie masz..? - dołączył mulat.
- I właśnie dlatego nie lubię podróżować przez Bramę.. - zaczął narzekać Niall.
- Zamknijcie się! - zdyscyplinował ich Harry. - Nie mamy czasu na wasze kłótnie. Myślcie lepiej nad zagadką.. - właśnie. Zagadka. Nagle mnie olśniło.
- Ukryty tam, gdzie ciemność przez długi czas się tli.. - zaczęłam recytować z pamięci. - Gdy ciepła doświadczy wszystko się zniszczy...
- Mamy to na kartce.. - zauważył Lou.
- Nie o to chodzi. - spojrzałam na niego z uśmiechem. - Nie rozumiesz? - pokręcił przecząco głową.
- Ciepło go zniszczy.. Co niszczy gorąc, jakakolwiek wysoka temperatura?
- No..
- No śnieg! Ukryty tam, gdzie ciemność przez długo czas się tli.. - zacytowałam znów.
- Śnieg i ciemność? - dołączył się Liam. - Coś z zimą...
- Gdzie przez długi czas jest ciemno? - wznowiłam pytanie.
- Noc polarna.. - zauważył Niall.
- Biegun Północny! - wykrzyknął Zayn. - Brawo! - podszedł do mnie i mnie przytulił. Wow.. to było takie.. dziwne, ale i miłe.. Puścił mnie i się zarumienił. Spojrzał na Harry'ego. - Rysuj bramę! - Harry wyjął stelę i zaczął kreślić runy na starych drewnianych drzwiach. Takich zarobaczonych i fuuj..
- Tym razem ja wchodzę ostatnia! - zastrzegłam. - Nie będzie wam zimno?
- Mamy znaki rozgrzewające... - uśmiechnął się Louis. - A ty... jesteś w samej bluzie.
- Mówisz to do wilka... - zauważył Liam.
- No tak..
Po chwili wylądowaliśmy w puchatym śniegu. Nie było mi zimno. Właściwie była to stała temperatura.
- To co dalej? - zapytał Louis, otrzepując się ze śniegu.
- Myślimy.. - odpowiedział sarkastycznie Liam.
- Czego najbardziej się boicie? - zapytałam.
- Co to ma do rzeczy? - zauważył Harry.
- Przezwyciężyć własne słabości, strach i rozpacz.. - zacytowałam.
- Ruiny zamków i podziemia.. - odparli wszyscy razem.
- Wow.. - uśmiechnęłam się. - Co za syndrom.. A więc trzeba znaleźć jakieś stare ruiny.
- Pora iść za ptaszkami.. - blondyn wskazał na niebo. Dokładniej na klucz ciemnych kruków. Wszyscy spoglądaliśmy na niego jak na wariata. - Kruki... - wyjaśnił. - Lubia opuszczone cegły.. Zamek jest z cegieł.. kamieni...
- Dobra prowadź.. - rozkazał Harry. Szliśmy tak przez pół godziny. Wśród zasp, śniegu.. błe.. mokre i zimne. Nie lubie zimy. W oddali zaczęły majaczyć jakieś dziwne kształty. Trochę jak mur. Tak. To zdecydowanie mur. Po 10 minutach doszliśmy do przerdzewiałej bramy.
- I am the champion.. - zaczął nucić Niall. - I am the champion.. na na na na na na..
- A w łeb chcesz czempionie? - wtrącił Louis. - Właź. - skierowaliśmy sie do okrągłej studni. Zajrzałam w głąb. Pustki..
- Tam.. - wskazał Louis dłonią. Wszyscy spojrzeliśmy na duże mosiężne drzwi.
- Nikt się tu nie zapuszcza? - szepnęłam.
 -Najwidoczniej.. - odpowiedział mi szept Zayna. Szybko wyciągnął swoje srebrne ostrze. - Wyjmij łuk i idź za mną. - rozkazał. Niall i Louis stanęli po obu stronach drzwi. Harry razem z Liam'em i Zayn'em stali przede mną. Posłusznie wyciągnęłam łuk i naciągnęłam strzałę. Przypomniałam sobie momenty, gdy oglądałam Władcę Pierścieni. Starałam się robić to samo co elfy.. Zabawnie to brzmi.
- Na trzy.. - usłyszałam szept Niall'a. - Raz.. dwa..
- Czekaj! - przerwałam. Sama nie wiem czemu. - Nie wydaje się wam to dziwne? Przecież mówiliście, że kruki tu przesiadują, a teraz nie ma ani jednego.. Jest tak cicho i spokojnie.. Nie ma żywej duszy.
- Ona ma rację.. - poparł mnie Liam. Coś tu nie gra.
- Tylko co? - dołączył Niall.
- Rozdzielmy się.. - zaproponował Harry. - Ja, Zayn i Niall przeszukamy lochy, a Liam, Louis i Niki piętra.
- W lochach przyda się łuk.. - zauważył Zayn. - Niki idzie z nami, a Niall z Lou i Liam'em.
- No dobra.. - zgodził się Niall. Reszta też nie miała sprzeciwów.
- Idziesz za nami i w razie czego wiej jasne? - poprosił Zayn.
- Mhm.. - mruknęłam i popchnęłam go na przód. Chyba w cuda chłopczyk wierzy...

wtorek, 17 marca 2015

LBA

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Za nominację dziękuję Dorcas Meadowes-Black z bloga  

Pytania od Dorcas:
1. Skąd pomysł na bloga?
Przeczytałam kilka blogów o "Zmierzchu" i coś mnie natchnęło, 
by stworzyć własną historię.
2. Dlaczego akurat taka tematyka?
Uwielbiam wampiry
3. Ulubiony(a) bohater(ka) filmowy(a)/książkowy(a)?
A mogę podać dwóch??
Książkowy: Edward Cullen, filmowy: Jace Wayland
4. Ulubiona książka/cykl/saga?
Prócz "Zmierzchu" i "Harry'ego Potter'a" to "Władca Pierścieni" "Dary Anioła" "Eragon"
5. Czego boisz się najbardziej?
Paająki..
6. Ulubiony zespół/wykonawca?
One Direction <3
7. Ulubiona postać z horroru (wampir, wilkołak itp.)
Wampir
8. Kolor, który najlepiej cię opisuje?
Ciemnoniebieski
9. Zwierzę, które najlepiej cię opisuje?
trudne pytanie.. nwm..
10. Czego nienawidzisz najbardziej?
Fałszywych ludzi
11. Wymarzone miejsce na wakacje? 
Londyn

Moje nominacje:






Pytanie ode mnie:
1. Jak długo tworzysz blogi?
2. Masz inne blogi, prócz tego nominowanego?
3. Ulubiona książka?
4. Ulubiony film?
5. Ulubiony zespół/wykonawca?
6. Znienawidzona książka?
7. Ulubiony przedmiot w szkole?
8. Znienawidzony przedmiot w szkole?
9. Ile masz lat?
10. Ulubiona potrawa?
11. Opisz siebie w trzech słowach.