_Oczami Nik_
Jestem głupia, jestem głupia, jestem głupia.. Czemu ja jestem taka głupia?! A w sumie.. i tak by nas znaleźli, więc nie ma o czym gadać. A mój ojczulek oczywiście musiał się powydzierać i zrobić ze mnie małego bobaska.. Po prostu lepiej być nie może. Znaleźliśmy tylko 5 żywych osób. Zatrzymaliśmy jakiś przejezdnych i wmówiłyśmy, że już ich tak znalazłyśmy. Zabrali ich do najbliższego szpitala.
- Robota skończona? - zapytała ciocia Alice. Kiwnęłam głową i już chciałam poszukać chłopaków, gdy ktoś mnie zatrzymał.
- Nigdzie nie idziesz. - uśmiechnęła się mama. - Zostajesz tu z Esme. - po chwili znikła razem z resztą. Jestem skazana na babcie. Super. Ona to na pewno nie pozwoli mi tam zejść. Za nic w świecie.
Nie mam zielonego pojęcia o co ta cała afera. Przecież młoda to pół wampir i pół wilk! Halo! Pobudka! Taki ktoś to chyba nigdy nie zginie, nie? Czuje się trochę dziwnie... Wędruje przez stare, przegniłe korytarze w obstawie wampirów.
- Ej! Niall... - zagadnąłem blondyna.
- Hm? - spojrzał na mnie. Jemu chyba to nie przeszkadzało.
- Jak.. się... czujesz? - jego wzrok stał się bardziej pytający niż zwykle. Może dlatego, że praktycznie nigdy nie zadałem mu takiego pytania.
- O co ci.. - zaczął blondyn, ale ktoś mu przerwał:
- Chce wiedzieć, czy to nie dziwne że idziesz z wampirami. - odwróciłem się. Powiedział to ten... rudy? - Nie jestem rudy! - dodał. Skąd on..?
- Edward czyta w myślach... - poinformował nas Carlisle.
- Wow... - powiedziałem razem z Niall'em. I to jest coś.
- Eh.. zepsułeś nam zabawę Carlisle! - zaczął marudzić największy z Cullen'ów.
- Też mi zabawa.. - usłyszałem głos Zayn'a. Czy on kiedyś będzie szczęśliwy?
- Ćśśś! - uciszył nas ten.. Arma... coś tam.
- Jest ich siedmiu. - odezwał się Rudy. - Damy im rade, szybko pójdzie. Ja, Eleazar, Jasper, Louis i Liam bierzemy trzech po lewej. Aramis, Zayn - Arthur jest wasz. Reszta bierze tych po prawej. - wszyscy zgodzili się bez zbędnego certolenia. Wparowaliśmy do sali i od razu rzuciłem się na pierwszego z brzegu. Szybki był. Sekundę! Zniknął! Nie ma go!
- Louis on jest niewidzialny! - usłyszałem Niall'a. - Imię!
- Gladio! - krzyknąłem i wtedy go zobaczyłem. Nacierał wprost na mnie.Uchyliłem się, szybko uderzając mieczem wprost w jego kolana. Udało się. Wampir wylądował niedaleko mnie, a jego kończyny.. no cóż... jeszcze się ruszały mimo odrąbania od reszty ciała.
- Lou!!! - usłyszałem głuchy krzyk, po czym poczułem ostry ból na plecach. Straciłem równowagę i potem nastała już tylko ciemność.
- Przecież powinien się już dawno obudzić! - rozpoznałem głos Niall'a.
- Robię co mogę.. - ten głos był inny. Z pewnością należał do wampira.
- Jest twardy. Da rade... - włączył się do rozmowy Liam. - Przecież to Louis Tomlinson.
- Louis William "Tommo" Tomlinson... - odezwałem się, rozchylając powieki. Nie czułem już bólu.. no może praktycznie poza kłuciem w boku, za każdym razem gdy próbowałem się poruszyć.
- Louis!!! - tuż przy mnie zjawiła się rozpromieniona twarz Niall'a i Liam'a.
- Tak mam na imię.. - wysiliłem się na uśmiech.
- Louis!!! - do pokoju wpadł Harry z bananem w ręce, a obok niego zjawił się uśmiechnięty Zayn.
- To ja! - krzyknąłem. Hazz rzucił się na mnie zamykając w szczelnym uścisku.
Po chwili dołączyła cała reszta.
- Uroczo.. aż się łezka w oku kręci... - spojrzeliśmy w stronę, z której dobiegał głos. Stała tam Nikki z tacą pełną jedzenia. Niall od razu się ożywił.
- To dla nas? - zapytał Liam.
- Sama wszystkiego nie zjem... - podeszła i położyła wszystko na stole. Mmmm czuję frytki, pizzę i jakąś sałatkę. Już po chwili wszyscy zajadaliśmy się tymi smakołykami.
- To.. co się stało, kiedy odleciałem? - zapytałem popijając łyk soku.
- W skrócie? - zapytał Harry. Kiwnąłem głową. - Niall zauważył, że odleciałeś, zabił swojego wampira i zajął się tym który cię zaatakował. W tym czasie ja i Zayn pobiegliśmy za tym świrem, który gdy tylko nas zobaczył ulotnił się i tylke go widzieliśmy. Na szczęście zostawił kamień tam gdzie leżał. My przewieźliśmy cię tu, a Liam wysłał kamień do naszej ojczyzny. Tam będzie bezpieczny. A teraz pozwól mi się rozkoszować tą pizzą... - zamoczył swoje zęby w roztopionym serze.
- Coś ciekawego się działo? - zapytałem jeszcze, rozglądając się po ich radosnych twarzach.
- Prócz tego, że pełno wszędzie migdalących się ludzi jest dobrze.. - zapewnił mnie Liam. - Wszędzie zakochani. - dodał widząc moją zdezorientowaną minę.
- Liaś zazdrosny.. - rzucił Harry.
- Nie ma o co.. - odgryzł się. - Po prostu rzygam tęczą... - zapewnił.
- Nie tylko ty. - odezwała się Nik.
- Ty też..? - zapytałem.
- Byłam wczoraj u cioci. W sensie u tej mojej kuzynki. Chciałam normalnie sobie z nią pogadać, a tam co? Migdali się z tym Lucasem. Olała mnie... Miło. - dokończyła i zagryzła jabłko.
- Nie ma to jak rodzinka. - skwitował Zayn. - Myślę, że skoro się obudziłeś pora przenieść cię do Instytutu. Wypoczniesz w Skrzydle Szpitalnym.
- Pozwól mi zjeść! - oburzył się Niall.
- Dobra, dobra... - po godzinie wszystko było gotowe. Brama już wyrysowana. Podziękowaliśmy Cullen'om za opiekę. Próbowałem przekonać chłopaków, że mogę iść o kulach, ale oczywiście nie... Niesie mnie Liam i Harry.
- Gotowi? - zapytał Niall.
- Miło było. - uśmiechnęła sie Dominica. - Zapraszam częściej.
- Nikki! - w pokoju zjawiła się ta ruda. Renesmee chyba. - Czemu mnie unikasz? Porozmawiajmy!
- To ty mnie olałaś! Idź do Lucasa!
- To my już może... - odezwał się Hazz.
- Będziemy się zbierać. - dokończył Niall i przeszedł przez bramę.
- Uciekasz od problemów?! - wydarła się Renesmee.
- Nie. - odpowiedziała stawnowczo kuzynka. - Idę na gościnę. - wskazała na bramę i zdecydowanym krokiem przeszła przez nią. Liam wzruszył razmionami i ruszył w tą samą stronę. Po chwili wszyscy byliśmy juz w Instytucie. Razem z pół - wampirem.
- Woow... - powiedziała Dominica.
Chciałabym Was serdecznie zaprosić o tutaj ~~> Love lives in music
- Robota skończona? - zapytała ciocia Alice. Kiwnęłam głową i już chciałam poszukać chłopaków, gdy ktoś mnie zatrzymał.
- Nigdzie nie idziesz. - uśmiechnęła się mama. - Zostajesz tu z Esme. - po chwili znikła razem z resztą. Jestem skazana na babcie. Super. Ona to na pewno nie pozwoli mi tam zejść. Za nic w świecie.
_Oczami Louisa_
Nie mam zielonego pojęcia o co ta cała afera. Przecież młoda to pół wampir i pół wilk! Halo! Pobudka! Taki ktoś to chyba nigdy nie zginie, nie? Czuje się trochę dziwnie... Wędruje przez stare, przegniłe korytarze w obstawie wampirów.
- Ej! Niall... - zagadnąłem blondyna.
- Hm? - spojrzał na mnie. Jemu chyba to nie przeszkadzało.
- Jak.. się... czujesz? - jego wzrok stał się bardziej pytający niż zwykle. Może dlatego, że praktycznie nigdy nie zadałem mu takiego pytania.
- O co ci.. - zaczął blondyn, ale ktoś mu przerwał:
- Chce wiedzieć, czy to nie dziwne że idziesz z wampirami. - odwróciłem się. Powiedział to ten... rudy? - Nie jestem rudy! - dodał. Skąd on..?
- Edward czyta w myślach... - poinformował nas Carlisle.
- Wow... - powiedziałem razem z Niall'em. I to jest coś.
- Eh.. zepsułeś nam zabawę Carlisle! - zaczął marudzić największy z Cullen'ów.
- Też mi zabawa.. - usłyszałem głos Zayn'a. Czy on kiedyś będzie szczęśliwy?
- Ćśśś! - uciszył nas ten.. Arma... coś tam.
- Jest ich siedmiu. - odezwał się Rudy. - Damy im rade, szybko pójdzie. Ja, Eleazar, Jasper, Louis i Liam bierzemy trzech po lewej. Aramis, Zayn - Arthur jest wasz. Reszta bierze tych po prawej. - wszyscy zgodzili się bez zbędnego certolenia. Wparowaliśmy do sali i od razu rzuciłem się na pierwszego z brzegu. Szybki był. Sekundę! Zniknął! Nie ma go!
- Louis on jest niewidzialny! - usłyszałem Niall'a. - Imię!
- Gladio! - krzyknąłem i wtedy go zobaczyłem. Nacierał wprost na mnie.Uchyliłem się, szybko uderzając mieczem wprost w jego kolana. Udało się. Wampir wylądował niedaleko mnie, a jego kończyny.. no cóż... jeszcze się ruszały mimo odrąbania od reszty ciała.
- Lou!!! - usłyszałem głuchy krzyk, po czym poczułem ostry ból na plecach. Straciłem równowagę i potem nastała już tylko ciemność.
*Trzy dni później*
- Przecież powinien się już dawno obudzić! - rozpoznałem głos Niall'a.
- Robię co mogę.. - ten głos był inny. Z pewnością należał do wampira.
- Jest twardy. Da rade... - włączył się do rozmowy Liam. - Przecież to Louis Tomlinson.
- Louis William "Tommo" Tomlinson... - odezwałem się, rozchylając powieki. Nie czułem już bólu.. no może praktycznie poza kłuciem w boku, za każdym razem gdy próbowałem się poruszyć.
- Louis!!! - tuż przy mnie zjawiła się rozpromieniona twarz Niall'a i Liam'a.
- Tak mam na imię.. - wysiliłem się na uśmiech.
- Louis!!! - do pokoju wpadł Harry z bananem w ręce, a obok niego zjawił się uśmiechnięty Zayn.
- To ja! - krzyknąłem. Hazz rzucił się na mnie zamykając w szczelnym uścisku.
Po chwili dołączyła cała reszta.
- Uroczo.. aż się łezka w oku kręci... - spojrzeliśmy w stronę, z której dobiegał głos. Stała tam Nikki z tacą pełną jedzenia. Niall od razu się ożywił.
- To dla nas? - zapytał Liam.
- Sama wszystkiego nie zjem... - podeszła i położyła wszystko na stole. Mmmm czuję frytki, pizzę i jakąś sałatkę. Już po chwili wszyscy zajadaliśmy się tymi smakołykami.
- To.. co się stało, kiedy odleciałem? - zapytałem popijając łyk soku.
- W skrócie? - zapytał Harry. Kiwnąłem głową. - Niall zauważył, że odleciałeś, zabił swojego wampira i zajął się tym który cię zaatakował. W tym czasie ja i Zayn pobiegliśmy za tym świrem, który gdy tylko nas zobaczył ulotnił się i tylke go widzieliśmy. Na szczęście zostawił kamień tam gdzie leżał. My przewieźliśmy cię tu, a Liam wysłał kamień do naszej ojczyzny. Tam będzie bezpieczny. A teraz pozwól mi się rozkoszować tą pizzą... - zamoczył swoje zęby w roztopionym serze.
- Coś ciekawego się działo? - zapytałem jeszcze, rozglądając się po ich radosnych twarzach.
- Prócz tego, że pełno wszędzie migdalących się ludzi jest dobrze.. - zapewnił mnie Liam. - Wszędzie zakochani. - dodał widząc moją zdezorientowaną minę.
- Liaś zazdrosny.. - rzucił Harry.
- Nie ma o co.. - odgryzł się. - Po prostu rzygam tęczą... - zapewnił.
- Nie tylko ty. - odezwała się Nik.
- Ty też..? - zapytałem.
- Byłam wczoraj u cioci. W sensie u tej mojej kuzynki. Chciałam normalnie sobie z nią pogadać, a tam co? Migdali się z tym Lucasem. Olała mnie... Miło. - dokończyła i zagryzła jabłko.
- Nie ma to jak rodzinka. - skwitował Zayn. - Myślę, że skoro się obudziłeś pora przenieść cię do Instytutu. Wypoczniesz w Skrzydle Szpitalnym.
- Pozwól mi zjeść! - oburzył się Niall.
- Dobra, dobra... - po godzinie wszystko było gotowe. Brama już wyrysowana. Podziękowaliśmy Cullen'om za opiekę. Próbowałem przekonać chłopaków, że mogę iść o kulach, ale oczywiście nie... Niesie mnie Liam i Harry.
- Gotowi? - zapytał Niall.
- Miło było. - uśmiechnęła sie Dominica. - Zapraszam częściej.
- Nikki! - w pokoju zjawiła się ta ruda. Renesmee chyba. - Czemu mnie unikasz? Porozmawiajmy!
- To ty mnie olałaś! Idź do Lucasa!
- To my już może... - odezwał się Hazz.
- Będziemy się zbierać. - dokończył Niall i przeszedł przez bramę.
- Uciekasz od problemów?! - wydarła się Renesmee.
- Nie. - odpowiedziała stawnowczo kuzynka. - Idę na gościnę. - wskazała na bramę i zdecydowanym krokiem przeszła przez nią. Liam wzruszył razmionami i ruszył w tą samą stronę. Po chwili wszyscy byliśmy juz w Instytucie. Razem z pół - wampirem.
- Woow... - powiedziała Dominica.
Chciałabym Was serdecznie zaprosić o tutaj ~~> Love lives in music





